Fragment rozmowy sprzed dekad utrwalony na taśmie. Listy słane w niebo do adresata nieobecnego od lat. Zapach ciasta z rabarbarem. Ufność, że wyczekiwane spotkanie nie będzie ostatnim.
Historie podniebne to siedem kameralnych opowieści. Siedem ballad o miłości, oddaniu, lęku przed stratą. I o próbach zrozumienia tych, których kochamy, a którzy często pozostają boleśnie obcy.
Małecki to mistrz krótkiej formy. O sprawach najtrudniejszych opowiada subtelnie, z prostotą i ujmującym zrozumieniem dla ludzkiej ułomności. Jego proza porusza w duszy najczulsze struny. Oswaja z tym, co nieuniknione, i przynosi ukojenie.
Opowieści dostępne w książce:
Żaglowce i samoloty Idzie niebo Projekt z dziedziny fizyki kwantowej Utracone światy Niño Sandovala Niedaleko Dom z czekolady M. Historia podniebna
Pisarz, autor książek: Błędy (2008), Przemytnik cudu (2008), Zaksięgowani (2009), Dżozef (2011), W odbiciu (2011), Odwrotniak (2013) i Dygot (2015).
Napisał rownież kilkanaście opowiadań ogłoszonych w prasie i w antologiach. Przełożył z języka angielskiego wiele pozycji, między innymi Brudne wojny Jeremy’ego Scahilla, Paryż wyzwolony Antony’ego Beevora, Moją prawdę Mike’a Tysona i zbiór korespondencji pod tytułem Listy niezapomniane. Publikował w „Newsweeku”, „Polityce”, Angorze”, „Znaku”, „Nowej Fantastyce” i „Tygodniku Powszechnym”.
Laureat nagrody Śląkfa w kategorii „Twórca roku”, dwukrotnie nominowany do Nagrody im. Janusza A. Zajdla. Za przekład książki Listy niezapomniane na język polski zdobył Nagrodę Literacką Miesięcznika KSIĄŻKI. Za powieść Dygot nominowany był do Nagrody Literackiej Europy Środkowej Angelus i Nagrody Literackiej im. Jerzego Żuławskiego. Mieszka w Warszawie, z żoną Martą i zwierzętami.
Wiecie za co tak bardzo uwielbiam prozę Jakuba Małeckiego? Za ukazanie prostoty naszego życia codziennego, normalnych czynności, które wykonujemy każdego dnia. Za łączenie rzeczywistości z realizmem magicznym. Za głębokie refleksje nad czytanym tekstem. W książkach Małeckiego zwykłe zapalenie papierosa, picie kawy, czy spoglądanie ukradkiem na okna sąsiadów własnego osiedla mają charakter symboliczny.
Znacie ten moment, gdy podczas lektury na kilka sekund, bądź minut odrywacie wzrok od tekstu, zamykacie oczy i po prostu rozmyślacie? Zatrzymujecie się na tę krótką chwilę, a w Waszej głowie przemykają wspomnienia z dzieciństwa oraz wydarzenia z Waszego życia? To chyba powinna nam umożliwiać najlepsza literatura - nie tylko szansę na własną interpretację czytanego tekstu, ale również możliwość konfrontacji fabuły ze swoim własnym życiem, gdzie odnajdziemy bardzo często ból, tęsknotę, żal i smutek, ale również radość, optymizm i nadzieję na lepsze jutro.
Te wszystkie emocje odnalazłem podczas lektury "Historii podniebnych", czyli zbioru 7 opowiadań, które z całego serca Wam polecam!
Żyjemy tak jak śnimy – samotnie – mówili bohaterowie Josepha Conrada, a bohaterowie zbioru opowiadań „Historie podniebne” Jakuba Małeckiego wiedzą też, że i śmierć czeka ich w samotności.
Siedem opowiadań. Siedem opowieści. Siedem krótkich form. Każda inna. Każda odmienna. Tylko motyw zawsze ten sam – ulotność życia. Delikatność istnienia. To motyw, który znany jest już wszystkim miłośnikom prozy Małeckiego. Śmierć, umieranie, lęk przed stratą, obawa przed niewiadomą. Co czeka po drugiej stronie? Zdają się pytać jego postacie postawione u progu nadchodzącej ciemności.
Nie mam pojęcia, jak Jakub Małecki mieści w sobie tyle smutków, tyle rozpaczy, tyle rozterek, tyle tęsknot, tyle wątpliwości swoich bohaterów, samemu nie pogrążając się w ciemnych odmętach… „Historie podniebne” budzą ciche westchnienia, ukłucia w sercu, pobudzają uśpione wspomnienia – to opowieści, które trafiają dokładnie tam, gdzie mają trafić, czyli do serca czytelnika, do naszego serca. I zostają z nami na długo.
„Do końca pozostała radosna – o tyle, o ile można być w życiu radosnym.”
Ten zbiór nie pozostawia wątpliwości – proza Jakuba Małeckiego to nasz skarb narodowy, niezwykły głos, który dociera do najgłębszych zakątków duszy. Takich pisarzy warto znać. Trzeba znać.
Dość nierówny zbiorek; nie wszystkie opowiadania poruszyły mnie w stopniu, jakiego bym sobie życzyła. Za to ostatnia, tytułowa historia... No cóż, cieszę się, że kończyłam audiobooka w domu (chodzi o to, że mogłam bez większego oporu uronić kilka łez, rozumiecie).
Z jednej strony chciałabym tę książkę polecić wszystkim. Z drugiej wiem, że nie każdy da radę, bo mnie ten tytuł przeorał emocjonalnie i to doszczętnie.
Szczególnie ostatnia historia.
Zbiór opowiadań, podniebnych i niebnych, bo o tych, którzy są już na górze. O tym, jak odchodzą. O pożegnaniach i różnych sposobach radzenia sobie ze stratą.
Jakub Małecki ponownie udowadnia, że jest jednym z najlepszych polskich autorów. Sposób, w jaki między wierszami potrafi przemycić nasze losy, to, jakie mamy priorytety na różnych etapach życia, kiedy bez podawania oczywistości w narracji po prostu czujemy, że to o nas i naszej rodzinie, że tak to faktycznie wygląda teraz i będzie wyglądać za kilka lat.
Szczególnie ostatnia historia.
Dodatkowo audiobook ma kilku lektorów, słucha się tego jak słuchowiska. Dodaje to realizmu i jeszcze bardziej działa na emocje.
Mam wrażenie, że to nie był odpowiedni moment na Historie Podniebne. Chociaż, nie oszukujmy się, na te rozmyślania, chociaż wciąż tkwią w naszej świadomości, nigdy nie jest odpowiedni moment.
Osiem opowiadań o życiu, a raczej jego przemijaniu. Historie nierówne - połowa mnie ujęła, pozostałe nie rzuciły na kolana. Ostatnie opowiadanie (tytułowe) najbardziej mnie poruszyło. W sumie liczyłam, że ta książka wywoła we mnie więcej emocji. Pozostał pewien niedosyt.
„Historie podniebne” to subtelny i wzruszający zbiór siedmiu opowiadań o relacjach rodzinnych, miłości i stracie. Niezwykle urzekający w swojej prostocie. Jakub Małecki ma dar poruszania czytelnika prostymi słowami i prostymi historiami. I choć nie wszystkie opowiadania do mnie trafiły, to znalazłam tu perełki, o których chętnie przeczytałabym całą powieść!
Ujęło mnie opowiadanie „Dom z czekolady” o spotkaniu po latach syna i ojca, którzy nigdy nie mieli dobrej relacji. Jest to historia o błędach przeszłości, braku zrozumienia, rozdrapywaniu starych ran. Świetne!
Jednak największe wrażenie wywarło na mnie tytułowe ostatnie opowiadanie, w którym bohaterka w każde urodziny zmarłego ojca pisze do niego list, przyczepia do balonu i puszcza w niebo. Uwielbiam teksty, w których obserwujemy upływ czasu i przemiany, jakie zachodzą w bohaterach. Tutaj jest to skondensowane na niewielu stronach i byłam w szoku jak bardzo to opowiadanie do mnie trafiło. Zaczęłam płakać już przy końcu pierwszej strony, kiedy zorientowałam się o czym będzie to opowiadanie. Przeryczałam całe 20 stron (bo nie można nazwać tego płaczem) 🥺 Bardzo trafiła do mnie ta niezwykle piękna, smutna i poruszająca historia pewnej dziewczynki, a później już dorosłej kobiety. Niezwykła! ❤
Jest to kolejna książka Małeckiego, którą z czystym sumieniem mogę polecić! Czytajcie!
Bardzo poruszające opowiadania o samotności czy przemijaniu. Lekka groza też znalazła swoje miejsce. Szkoda pewnych niedopowiedzeń, ale pewnie tak miało być 😅
A idź Pan, Panie Małecki... Tak bez uprzedzenia.. Siedem opowiadań - cztery przeryczane, trzy "przesmutane". Jak się można domyśleć, każde jest o śmierci. Dołączając do tej tematyki sposób pisania autora, który mi osobiście wyjątkowo leży, mamy mieszankę wybuchową. Historie może nie są odkrywcze, ale nie o to chodzi u Małeckiego. Fani jego pióra nie będą rozczarowani. Od siebie polecam opowiadanie "Niedaleko" - przerażająco smutne oraz "Żaglowce i samoloty", którego zakończenie niesamowicie mnie ujęło.
Nierówny zbiór, ale przez te kilka perełek, w tym trzy opowiadania, do których z pewnością wrócę (o ile zasnę spokojnie po ich przeczytaniu bo... no tego się nie spodziewałem) zamiast uśrednionej oceny (4) daję wartość maksimum (4,5) zaokrągloną w górę (5).
Uwielbiam wszystko co wychodzi spod pióra Maleckiego. Te opowiadania łączy temat, który wciąż w moim sercu jest żywy i nie daje mi spokoju. Dlatego też uderzyły mnie one dosyć mocno. Są genialne.
Książki Małeckiego mają to do siebie, że powodują u mnie niekontrolowane wybuchy płaczu i nie wstydzę się do tego przyznać. Bo nie należy wstydzić się emocji i tego, że nawet jedno zdanie potrafi zniszczyć emocjonalnie.
Przez prawie całą książkę byłam dość mocno przekonana, że dam cztery (takie solidne) bo jak to bywa ze zbiorami opowiadań, nie wszystkie są równe chociaż większość podobała mi się albo bardzo bardzo albo bardzo. Aż doszłam do ostatniego i nie wyobrażam sobie dać innej oceny niż pięć. Niby nic to opowiadanie, takie proste ale no właśnie…NIBY. I to chyba najlepiej określa twórczość Małeckiego, niby nic a jednak łamie serce.
Zbiór opowiadań jak większość, czyli jest dość nierówno - lepsze opowieści przeplatane są słabszymi. Mam za sobą dużo książek Małeckiego i doceniam jego kunszt pisarski i umiejętność tworzenia prostych historii, które jednocześnie mają w sobie to coś. W "Historiach podniebnych" zabrakło mi elementu chwytającego za serce, aczkolwiek nieliczne treści miały potencjał ku temu. Językowo ładnie, reszta dość poprawna z lepszymi momentami. Szkoda, że po kilku dniach w mojej pamięci nie utkwiło mi już żadne opowiadanie.
Książki pana Małeckiego zawsze zostawiają mnie z takim specyficznym uczuciem w środku. Nie wiem co musiałoby się stać żeby jakaś z jego powieści mi się nie spodobała, naprawdę
To było moje pierwsze spotkanie z Małeckim i o ile po tym, co wszędzie słychać o jego twórczości, mogłam się pewnych rzeczy spodziewać, o tyle zbiór opowiadań wydał mi się mimo wszystko dość nierówny – jednocześnie jednak w jakiś awytłumaczalny sposób, każde z opowiadań drasnęło we mnie jakąś nutkę.
I przyznam, że jestem jeszcze bardziej ciekawa Małeckiego, co potrafi swoim piórem trącić, kiedy ma większe pole manewru niż kilka stron danego opowiadania...