Główny bohater, Marek Czertwan, związany przysięgą daną umierającemu ojcu, musi zająć się żmudzkim majątkiem Poświcie. Niechciana spuścizna rujnuje życiowe plany młodego szlachcica, lecz wiadomość o odnalezieniu w Ameryce córki przyjaciela ojca, prawowitej spadkobierczyni ziemi, czyli Ireny Orwid, ożywia utracone nadzieje na pójście własną drogą. Los jednak tak łatwo nie odpuszcza. Wyzyskiwany przez rodzinę i chciwych sąsiadów Marek wszelkimi siłami broni ziemi i dorobku. Ukojenie niosą mu prastary dąb Dewajtis, symbol trwałości i międzypokoleniowych więzi, oraz malownicza, niemal baśniowa kresowa przyroda.
🍁
Na twórczość Marii Rodziewiczówny przyczaiłam się już jakiś czas temu, głównie na „Wrzos”, ale finalnie rozpoczęłam swoją przygodę z jej twórczością od „Dewajtis”. Historia może brzmieć jak tandetny melodramat, osadzony w pięknej wsi wesołej, wsi spokojnej… tyle, że tak nie jest. Owszem, czuć atmosferę wsi, a bohaterowie niczym w „Chłopach”, żyją według pór roku. Przez całą książkę mocno czuć ducha pozytywistów – walka, patriotyzm, praca u podstaw i honor, chociaż Marek posiada również wiele cech typowego romantyka. A skoro już w temacie Marka jesteśmy, to wspomnę, że jest to postać genialna. Spokojny, szczery człowiek, który aby wyjść z kłopotów (o które wcale się nie prosił) musi polegać przede wszystkim na swojej inteligencji i rozumie. Jedyne co może przeszkadzać, to język autorki, który nie tyle co jest archaiczny, co powieść jest napisana w stylu trochę za spokojnym. Nie zrozumcie mnie źle, dzieje się sporo, jednak przez sposób napisania, nie mogłam wczuć się w akcję tak bardzo, jakbym tego chciała. Nie jest to problem za długich opisów, ale chyba ogólnego braku dynamizmu.
🍁
„Dewajtis” to wymagająca, ale interesująca powieść, która tak samo jak serial, przenosi w świat XIX-wiecznej Polski. Dodam, że moje wydanie zawierało jeszcze wywiad z aktorami serialu.💖