Lirr i Raiden muszą uciekać z Ysborga nie tylko przed gniewem jego władczyni, ale również przed podążającymi ich tropem bezwzględnymi Łowcami Mocy. Wiedząc, że Maeve nie spocznie dopóki nie zemści się na nich, dwójka zbiegów postanawia poszukać schronienia na brzegach mitycznego Jeziora Cieni.
Odnajdą tam jednak duchy przeszłości, które mogą zmienić wszystko, co dotąd o sobie wiedzieli i wszystko, co kiedykolwiek do siebie czuli.
Nadchodzi czas walki z własnymi demonami! Nadchodzi czas próby wśród zwodniczych cieni! Krucze przeznaczenie zaczyna się wypełniać!
Pochodzi z magicznego świętokrzyskiego, mieszka w zaczarowanym Krakowie, ale w jej żyłach zamiast krwi płynie morska woda. Jedną z jej największych pasji poza pisaniem są podróże, im dalej na północ tym lepiej, zwłaszcza, że jest przekonana, że zjawisko zorzy polarnej jest niezbitym dowodem na istnienie magii.
Pisze fantastykę inspirowaną wiedzą o mitologicznych symbolach i wzajemnym przenikaniu się motywów wspólnych dla różnych kultur. Fascynuje ją zwłaszcza trwałość i tożsamość motywów w różnych kontekstach kulturowych oraz wszystko to co wiąże się z granicami i liminalnością, tym co „pomiędzy”, „obok” i „na rubieżach”.
W 2017 r. debiutowała powieścią fantasy Wyspa Mgieł otwierającą trylogię Krucze serce. Publikowała też w Świcie Ebooków (Oddech słońca) i w Fantazmatach, tom 2. (Iskra z Edry). Stawiając sobie poprzeczkę coraz wyżej, pisze również po angielsku.
„Skrzydła, które nie potrafią unieść cię w przestrzeń, są okrutnym żartem bogów.”
Zapewne nie raz słyszeliście, że piekło wybrukowane jest dobrymi chęciami. Sama Elianor przekonała się o tym na własnej skórze, kiedy to powróciła z wyprawy na Wyspę Mgieł, w której poznała nadzwyczajne osoby. Życie przybranej córki pirata w jednej chwili zamienia się w piekło, a ona sama traci dom, przyjaciółkę i … hmmm.. życie? Rozpoczyna się nowy rozdział wspólnej podróży Lirr oraz Raidena. Kierują się w stronę tajemniczego Jezoira Cieni, nad którym czeka albo schronienie albo kolejne kłopoty. Co na to powie nasz główny pierzasty bohater? Oczywiście swoje jedyne i mądre: „Krrr…” 😉. Nadszedł czas stawienia czoła tkanej sieci sekretów, kłamstw i intryg. „Jeżeli musisz… - zaczął, ważąc każde słowo – jeżeli kochasz – poprawił się z lekkim zawahaniem – przelewaj za kogoś krew, ale nigdy łzy. Umarli ich nie potrzebują, a zdrajcy na nie nie zasługują.” Po odkryciu prawdziwego celu Maeve, Lirr i Raiden stają się poszukiwanymi zbiegami. Uciekają, ale ich tropem ruszają Łowcy Czarownic. Prześladowana ponurymi myślami oraz wyrzurami sumienia, targana wątpliwościami co do swoich umiejętności oraz uczuć razem z cynicznym i złośliwym, ale bardzo przystojnym magiem jest zmuszona do podróży do Jeziora Cieni, gdzie być może znajdą schronienie albo coś znacznie gorszego. Autorka zmniejsza ilość akcji w tej części, ale za to skupia się na jeszcze dokładniejszym przedstawieniem postaci, a dokładniej na ich przeszłości. Podczas drogi Lirr i Raidena, mag próbuje przekazać dziewczynie małe wskazówki, jak powinna poradzić sobie z nową rzeczywistością oraz krążącą w jej ciele mocą. Jednak jak Lirr ma zaakceptować nadciągającą przyszłość, skoro nie zna swojej przeszłości? Mało tego podczas prób rozwiązania zagadki swoich wspomnień dziewczyna wraz z magiem pakują się prawie za każdym postawionym krokiem w kłopoty.
W dodatku są zdani tylko na siebie i podróżują tylko we dwoje, co oznacza, że dla fanek kiełkujących romansów się coś znajdzie 😉, a w tajemnicy wam szepnę, że iskry lecą, jednak czy coś z tego zapłonie? O tym musicie się przekonać sami.
Czyta się bardzo szybko, w dodatku, kiedy autorka kusi przeszłością bohaterów i uchyla tylko rąbek tajemnicy albo domysły. Umiejętnie cedzi informację, przez co czytelnika skręca z ciekawości, żeby na koniec osiągnąć apogeum i przeczytać jedynie: CIĄG DALSZY NASTĄPI. To samo dotyczy bohaterów, których poznajemy w tej części! Wszystkie postacie są związane z przeszłością to Lirr (tutaj przykład wesołego Mikko, który pracuje w domu uciech i w sumie można powiedzieć, że jest lub był bliskim przyjacielem bohaterki) oraz magów z przeszłości Raidena, którzy przyczynili się do jego banicji. Tak jak mówiłam dostajemy jedynie skrawek informacji, które mam nadzieję zostaną wyjaśnione w kolejnej części.
Samego końca nie będę zanadto komentować, powiem lakonicznie: TAK SIĘ NIE ROBI! To zdanie moje jako czytelnika, jednak jako osoby popisującej sobie czasem mało znaczące historie, biję brawa, bo takie zakończenia są wskazane!
„Śmierć leczy ślepotę śmiertelnych. (…) Zaczynasz dostrzegać rzeczy, które wcześniej chowały się w cieniu.” Pomimo tego, że naprawdę książka podobała mi się i czytało się ją bardzo przyjemnie, ze względu na styl autorki, to nie jest pozbawiona wpadek. Jedną taką może najbardziej rzucającą się w oczy był fakt popadania w pewne koło błędne. Co mam na myśli. Czytając w pewnym momencie, a była to już chyba połowa książki, przeszła mi myśl, że ta część pod względem budowy akcji niebezpiecznie zaczyna przypominać budowę pierwszego tomu. Nie chodzi o powtarzanie, a o nałożenie się na siebie wydarzeń z drugiego tomu na drugi. Dostrzegłam to w momencie, kiedy Lirr z Raidenem i Mikko zaczęli uciekać przed Łowcami Czarownic, po czym znajdują schronienie w miejscu mocy, do którego wspomniani wyżej ścigający nie mogą wejść. Od razu przypomniała mi się scena z „Wyspy Mgieł”, kiedy to Lirr uciekała przed członkami plemienia, ze względu na to, że spała na cmentarzu. Została wzięta przez nich za wiedźmę i uciekła w stronę wieży, która okazała się schronieniem Raidena. Ten moment właśnie spowodował, że zapaliła mi się czerwona lampa, ponieważ takich scen było trochę więcej.
Jednak jeden minus, a może nawet dwa, na szczęście nie zostały powielone z poprzedniej części! A chodzi mi tu zachowanie głównej bohaterki. Zdecydowanie w „Jeziorze Cieni” mniej denerwuje swoimi niewyjaśnionymi wybuchami, a zdecydowanie bardziej nad sobą panuje i nie zachowuje się jak rozkapryszone dziecko (chociaż może czasami 😉 ale nie jest to aż tak odczuwalne), a także nie klnie tyle wymyślnymi przekleństwami, a zdecydowanie temperuje się i decyduje na charakterystyczne przekleństwa.
„Ostatecznie, Lirr, każdy wybór sprowadza się do prostego „tak” lub „nie”.” Długo czekam na kontynuację i mam nadzieję, że tyle nie będę musiała czekać na 3 część, bo nie wytrzymię! Czy "Jezioro Cieni" powołał zadaniu i udźwignęło przekleństwo 2 tomu? Oczywiście, że tak! Nawet pomimo tego, że w tej części jest mniej akcji. Autorka stawia tutaj głównie na przedstawienie i odkrycie tajemnic postaci, co wcale nie jest złe! Wręcz przeciwnie. Wyczuwa się, że jest to cisza przed burzą! Mam również nadzieję, że na „Wybrzeże Snów” nie będziemy musieli długo czekać! Fanom fantastyki polecam tę serię i naprawdę ludzie nie zniechęcajcie się tym, że jest to książka napisana przez polskiego autora, ponieważ nasze rodzime historie również są bardzo dobre, a czasem nawet lepsze niż przybywające do nas z zagranicy! Wypatruję niecierpliwie kontynuacji, a za możliwość przeczytania bardzo dziękuję Wydawnictwu Inanna.
Dawno temu w moje ręce wpadła książka „Wyspa mgieł” Marii Zdybskiej. Tematyka i opis mocno
zachęcały, więc jak już nadszedł jej czas, chętnie dałam się porwać opowieści.
I wiecie, okazało się, że to jedna z TYCH książek, wobec których człowiek okazuje się niezwykle surowy w ocenie, i mimo, że nie wszystkie jej elementy się podobają, to książka ma cholernie duży potencjał i czuje się w kościach, że kolejny tom zwyczajnie musi być lepszy.
Tak właśnie było podczas mojego pierwszego spotkania z autorką. Byłam surowa, czepiałam się, wymagałam więcej, bo wiedziałam, że Maria Zdybska ma talent.
Gdy niedawno ukazał się drugi tom trylogii Krucze Serce, czyli „Jezioro cieni” byłam już mocno zniecierpliwiona czekaniem na premierę i ciekawa losów Lirr i Raidena.
Więc gdy książka wreszcie do mnie trafiła, moje oczekiwania poszybowały do góry jak Adam Bielecki na ośmiotysięcznik.
Krótko mówiąc – wygłodniała jak harpia rzuciłam się na Jezioro cieni, a co z tego wynikło, o tym poniżej.
Akcja powieści rozpoczyna się tam, gdzie się mniej więcej zakończyła w pierwszym tomie. Lirr i Raiden skazani na siebie szukają sposobu, aby pozbyć się łączącej ich więzi. Spotyka ich przy tym wiele niesamowitych przygód i wydarzeń, które na zawsze zmienią ich relacje.
Wiele się w tej książce dzieje, pojawia się sporo nowych postaci, ale nie ma co ukrywać, akcja kręci się dookoła Lirr i Raidena. Najbardziej cieszy zdecydowanie większa obecność tego ostatniego, a smuci nieobecność Mildy, którą szczerze pokochałam w poprzednim tomie.
Tutaj należą się autorce srogie baty za to, że tak haniebnie ukryła postać Mildy.
Brak tej cudownej postaci Maria Zdybska zrekompensowała mi trochę obecnością nowego bohatera – czyli barwnego i rubasznego Mikko.
Och bogowie, jaka to cudowna postać! Czytając o nim oczywiście miałam swoje skojarzenia i porównania Mikko do pewnego bohatera z filmu, ale nie ma tu żadnej kalki czy kopiowania. Mikko jest świetnym powiewem świeżości w świecie, który stworzyła autorka, dodał mu barw i humoru.
Jeśli chodzi o głównych bohaterów, to na wielki ukłon zasługuje pani Zdybska za rozwój postaci Lirr, który nie trudno zauważyć.
Z bohaterki, które denerwowała mnie swoim motaniem się i niemożnością podjęcia jakiejkolwiek sensownej decyzji, Lirr zmieniła się w osobę dojrzałą, nabrała doświadczenia i sporo zdrowego rozsądku.
Maria wycelowała złoty środek pomiędzy buńczucznością Lirr a jej nowo nabyta dojrzałością. Nie ma w niej przegięcia w żadną stronę, przestała irytować i nie pozostało mi nic innego, jak szczerze ją polubić.
Bez obawy jednak, Lirr to nadal przybrana córka pirata, która przeklina w wymyślny sposób, którą targają emocje (zwłaszcza przez pewnego maga) i która ma w sobie huragan sprzecznych uczuć. A jednak znać w niej zmianę, która zaszła pod wpływem wydarzeń, jakie stały się jej udziałem.
Jeśli chodzi o Raidena, to poznajemy go ciut lepiej. Autorka zdradza nam kilka tajemnic, ale nie liczcie na to, że rozgryziecie tego skrytego bohatera tak od razu.
Niezmiennie sarkastyczny, trzeźwo myślący i tajemniczy mag z uśmiechem Hana Solo to zdecydowanie jedna z moich ulubionych postaci męskich i co to dużo mówić, uwielbiam łotra.
Tak na marginesie dodam, że za pewne fabularne rozwiązania mogłabym panią Marię Zdybską ukatrupić, gdyby nie fakt, że chcę żeby tom trzeci się jednak ukazał.
Bo ostrzegam wszystkich lojalnie – zakończenie wbija w fotel (czy tam łóżko, krzesło, podłogę – zależy gdzie czytacie książki) i pozostawia z otwartą buzią i myślą kołatającą się w głowie „ALE JAK TO?!?”.
Kolejną zmianą na plus jest styl autorki. Już w Wyspie mgieł był bardzo przyjemny, tym bardziej jak na debiut. W drugim tomie widać ogromny progres jeśli chodzi o szlifowanie stylu i sposobu pisania.
Powieść napisana jest lekko, niezwykle obrazowo, przez co cudownie przemawia do wyobraźni.
Czytanie Jeziora cieni to była dla mnie ogromna przyjemność i nie nudziłam się ani przez chwilę.
Bardzo dobrze jest również ukazana relacja pomiędzy Lirr a Raidenem, ich więź, wzajemna fascynacja i emocje, które obojgiem targają.
Wszystko to opisane jest bez zbędnej ckliwości i lukrowatości. Jest pomiędzy tą dwójką niesamowita więź i chemia, która bardzo mi się podobała i mimo, że liczyłam na inne rozwiązania, to jednak to co zaserwowała mi autorka przypadło mi do gustu.
Czy warto było czekać na kontynuację książki, którą człowiek krytykował?
Tak!
Bo byłam pewna, że drugi tom może być tylko lepszy. Bo czułam w kościach, że ta historia ma niesamowity potencjał, a Marię Zdybską los obdarzył talentem, którego nie zawaha się użyć jak Thanos kamieni nieskończoności.
Uczciwie mogę teraz przyznać, że moje oczekiwania i podejrzenia okazały się w 100% trafne i „Jezioro cieni” okazało się powieścią bardzo dobrą, dopracowaną i niesamowicie wciągającą.
Gratuluje autorce talentu i rozwoju i cieszę się, że w jej głowie zalęgła się ta historia, którą postanowiła się z czytelnikami podzielić.
Co za emocje! Co za piękne miejsca! Co za opisy! Tak, wiem, to brzmi jak szaleńcze okrzyki kogoś, kogo pochłonęła książka. I tak właśnie jest! Czytałam drugi tom i oczami wyobraźni widziałam to wszystko! Postaci uwielbiam! Te, które się pojawiają w tym tomie i miejsca - Netflix gdzie jesteś?! Toż to byłby piękny serial!
Nie to, że jestem jakaś zwolenniczką ekranizacji. Każdy ma wyobraźnię i może to wszystko zobaczyć w swoim umyśle najpiękniej jak może... Ale tutaj te miejsca są tak piękne, że widzę jak mogłoby to wyglądać. Sama historia Lirr zaczyna wykraczać poza moje oczekiwania i naprawdę czekam co będzie dalej! Dobrze, że mam trzeci tom na półce, ale jednocześnie boje się go sięgać, bo to ostatnia część.
Jeśli ktoś ma wątpliwości czy wtopić się w trylogię Krucze Serce to zapewniam - warto!
Pierwszy tom był lżejszy nieco, ale też biorąc pod uwagę pewne wydarzenia także emocjonujący. W końcu przeczytałam w trzy dni. Drugim tomem starałam się nasycić i troszkę wolniej, ale od pewnego momentu nie mogłam przestać czytać.
Wydawałoby się, że zagraniczne serię są takie wow i super, a tu się okazuje, że polska autorka napisała świat, w którym można się zakochać! Kruki, morze, magia, a także humor...
Nie czekajcie. Poznajcie dalszy ciąg przygody! Na madbooks.pl jest promocja na wszystkie trzy książki ! :)
Uwielbiam te historię już, choć jeszcze nie wiem, czy nie będę obrażona za zakończenie! :P
Chyba za długo to czytałam, bo przez jakieś pięć miesięcy, i to z przerwami, przez co nie potrafiłam się wciągnąć w fabułę. No i dziś przyszedł ten pamiętny moment, kiedy to skończyłam. Hm. Solidny świat i bohaterowie, to zdecydowany plus. Fabuła także była ciekawa, sensowna. Styl autorki bardzo przyjemny, niezwykle szybko mi się to czytało (kiedy już faktycznie czytałam XD). Ale trochę przeszkadzały mi spore przeskoki między rozdziałami - jeden potrafił się skończyć w czasie ucieczki przed pogonią, a kolejny rozpoczynał się w bezpiecznej świątyni. No, coś mi tam nie pasowało. Poza tym było sporo sytuacji jednoznacznie wskazujących, do czego zmierza relacja Lirr i Raidena. I ja rozumiem, że cos takiego powinno się pojawiać, bo bez tego ich relacja właściwie nie miałaby żadnego oparcia, ale skakanie z okna budynku i wylądowanie idealnie na drugiej osobie, w krzakach, w nocy; niemożność odsunięcia się od siebie, a właściwie Raiden, który nie chce się odsunąć... ee, nie, dość średnie i sztampowe. Ale im dalej w las, tym było lepiej, podobał mi się humor i sarkazm maga, powściągliwość i buńczuczność Lirr. I mimo wszystkiego, co mi nie przypadło do gustu, gdybym zdobyła trzecią część (albo pierwszą, bo wzięłam się za drugą nie znając pierwszej), na pewno bym po nią sięgnęła. Tym bardziej, że podobało mi się zakończenie, które szeroko otwiera furtkę do kolejnej książki.
This entire review has been hidden because of spoilers.
3,5 Po rozpoczęciu byłam w szoku, jak bardzo „Jezioro Cieni” czyta się lepiej od „Wyspy Mgieł”. Ogromny krok naprzód. Zdecydowanie było lepiej. Bardzo, bardzo, bardzo cieszę się, że tym razem dostałam więcej świata: więcej magii, więcej backstory Kręgu (i jego samego w sobie), trochę eksplorowania potencjału uniwersum. To na pewno na plus. Równocześnie pojawiają się gorsze fragmenty. Lirr przeżywa śmierć osoby, o której nie możemy powiedzieć, że była dla niej tak bliska, jak próbuje nam udowodnić. Zresztą i tak po jakimś czasie o tym wydarzeniu zapomina. Podobnie rzecz ma się z Milvą, nazywaną uparcie „przyjaciółką”, choć spędziły ze sobą nie za wiele czasu. Cieszy fakt, że bohaterowie nie układają już ust w dzióbek i nie aż tak często podkreślają swoje kształty. Choć rekomenduje to Mikko, zachwycający się wyglądem maga. Jeszcze jedna pozytywna rzecz – więcej historii Raidena. Na szczęście. To postać, którą można eksplorować najbardziej, dlatego dobrze, że wiemy o nim coraz więcej. Ten tom mogłabym polecać zdecydowanie chętniej, niż poprzedni. Mam nadzieję, że trzeci mnie nie zawiedzie i zakończenie usatysfakcjonowanuje. Bo co tam się porobiło na koniec, to ja nie wiem.
Uwielbiam! Pani Zdybska ma lekkie pióro i wielką wyobraźnię a przede wszystkim umie przenieść czytelnika do tego magicznego świata! Jestem totalnie zachwycona! Drugi tom nie ustępnuje w niczym pierwszemu a nawet jest lepszy.