Pozwala przemieszczać się w mgnieniu oka, dokąd chcesz. Przekształciła przemysł, politykę i handel. Wykreowała sukces Churchilla, sprowadziła klęskę na nazistów i dała majątek Rockefellerowi. To ona rozstrzyga o tym, które państwa są mocarstwami, a które uzależnionymi od mocarstw klientami. Drażni wszystkich żyjących w zgodzie z naturą.
Ropa. Niektórzy wróżą jej rychły koniec, jednak ona ciągle pojawia się na salonach, bryluje, potem siada do dyskretnych rozmów. Ma nas wszystkich w garści. Wiodła życie gwałtowne. Czy wreszcie się ustatkowała? „Pani triumfu i upadku" rozpoczęła karierę w Polsce za sprawą Ignacego Łukasiewicza, pierwszego światowego potentata naftowego. Andrzej Krajewski podąża jej czarnymi ścieżkami. Tropi gigantyczne interesy paliwowe, ujawnia kontrowersje i rzuca światło na awanturniczą historię ropy - krwi naszej cywilizacji.
Oczekiwania rozminęły się z treścią książki jak Volkswagen z prawdą o wielkości emisji tlenku azotu przez silnik diesla.
Zdecydowanie Andrzejowi Krajewskiemu zabrakło umiejętności selekcjonowania faktów oraz przetwarzania informacji. Zostałam zasypaną masą niepotrzebnych faktów, z których autor nie wyprowadził interesujących czy oryginalnych wniosków, których nie znalazłabym gdzie indziej. Spodziewałam się pogłębionej analizy. Cóż "Ropie" bliżej do nudnego sprawozdania.
W rezultacie lektura przypominała konsumpcję czerstwej bułki. Stawała mi w gardle i trudno było ją przełknąć.
Jednym z najpotężniejszych współczesnych materialnych katalizatorów globalnych zmian okazała się ropa naftowa. Jest jednocześnie tymczasowym zbawieniem i narastającym przekleństwem ludzkiej cywilizacji. Przez nią cierpią i giną tysiące; dzięki niej mogą być też realizowane różne wspaniałe ludzkie pomysły. Nie ma w ziemskiej skorupie bardziej pożądanego składnika, a to głównie za sprawą nierównomiernego jej występowania.
Andrzej Krajewski, dziennikarz i historyk, w książce "Krew cywilizacji. Biografia ropy naftowej" zgrabnym językiem prześledził wpływ czarnej mazi na zmiany na świecie, głównie geopolitykę. Książka jest ciekawym zebraniem podstawowych mechanizmów generujących zmiany o zasięgu światowym (konfliktów, wzlotów i upadków gospodarek, graniem cenami światowymi), w których główną kartą przetargową było 'czarne złoto'. Z racji wykształcenia i zawodu autora, książka ma formę esejów historycznych podanych w formie reportaży. W chronologiczny sposób poznajemy kluczowe etapy uzależniania się ludzi od ropy.
Wszystko zaczęło się w okolicach Lwowa, jakieś 166 lat temu, gdy do farmaceuty Ignacego Łukasiewicza trafił pewien człowiek z dziwną mazią i nadzieją na wydestylowania z niej wódki - swego planowanego źródła bogactwa. Potem to już był Rockefeller, pożyczki Rothschildów dla ambitnych europejskich nafciarzy, John Ford i jego taśmy samochodowe, dwie wojny światowe i potrzeba paliwa do czołgów, kilka wojen na Bliskim Wschodzie i fanaberie w stylu Burdż Chalifa. Dziennikarz ciekawie rozłożył akcenty w opisie bohaterki biografii. Starał się wyłowić fakty, bez ocen moralnych ludzi, choć wiele postaw szefów korporacji czy polityków można jednoznacznie zakwalifikować samemu.
Na moją szczególną pochwałę zasługuje kilka fragmentów. Pierwszy, to opisy wyścigu technologicznego z przełomu XIX/XX wieku o pierwszeństwo w typie silników samochodowych. Początkowo to te elektryczne czy parowe wydawały się niezagrożone (świetne opisy wyścigów różnych pojazdów - str. 38-65). Poznajemy panów o znajomych nazwiskach - Renault, Peugeot, Daimler, Benz, Maybach, Ford no i panią Mercedes. Drugim świetnie opisanym fragmentem, którego nie znalem prawie wcale, to rok 1928 kiedy potężne państwa podzieliły strefy wpływów na roponośnych obszarach, a naftowe korporacje zwane 'siedmioma siostrami' , poprzez swoich prezesów bawiących się na zamku w Szkocji, ustaliły podział 'tortu' z zysków (str. 140-141). Sporo ciekawych detali, w których sympatie i antypatie rasowe prezesów firm naftowych odegrały ogromna rolę, opisał Krajewski w okresie zawieruchy wojennej lat 30-tych i 40-tych.
Druga cześć książki, to okres powojenny i budzenie się państw Bliskiego Wschodu do walki o uniezależnienie się od wszechpotężnych korporacji kapitalistów poprzez nacjonalizację przemysłu naftowego. Większość napięć, konfliktów zbrojnych i dyplomatycznych eskalacji dotyczących tego rejonu jest związana z ropą. Autor pokazał sporo z mechanizmów wojen cenowych, sztuczek podkupywania poparcia, szantaży i przekupstw. W tym świecie czarnej mazi nikt nie był w stanie zachować czystych rąk. Sporo faktów z tego okresu było mi znanych, choć raczej nie w tak spójnym kontekście jednego bohatera - ropy.
Proroczo wypadła w publikacji smutna historia Wenezueli i jej upadek gospodarczy (sytuacja doprowadzona jest do końca 2017 roku) w wyniku uzależnienia się od ropy (str. 288-299). Opisana katastrofa stanowi poważne memento dla każdego organizmu gospodarczego, który zbytnio zawierzy petrodolarom. Autor przy okazji Wenezueli krótko nakreślił pewien ogólny mechanizm drzemiącego w ropie zła, które nie jest oczywiste. Cynizm i zaślepienie zyskami to jedno, ale jest i drugie dno - zaślepienie i czysta ideowość, które czasem zaprzeczając brutalnej ekonomii profitów, stają się globalnie nieprzewidywalne szczególnie, jeśli to fundamentaliści przejmują kontrolę nad złożami.
W ostatnim rozdziale autor opisał kilka alternatyw w stosunku do ropy naftowej (włącznie z planami Muska z pojazdami Tesla). Niestety nie wspomniał najważniejszego i niemal niewyczerpanego źródła energii, którego produktem finalnym (odpadem) jest hel. Chodzi o reakcje termojądrowe. Cała wykorzystywana na Ziemi energia (pływowa, wiatrowa, wodna, biomasa) istnieje wyłącznie dzięki fotonom słonecznym z syntezy wodoru. Ujarzmienie fuzji jader wodoru (nie mylić z ogniwami wodorowymi, w których zachodzi reakcja chemiczna) wciąż jest w fazie testów (głównie projekt ITER w Cadarache). Jeśli wreszcie uda się netto pobrać energię (jak to czyni Słońce od miliardów lat), to będziemy mogli zapomnieć o elektrowniach atomowych, wiatrowych, ropie naftowej, gazie ziemnym,... Nie będzie wojen o paliwo kopalne (wodoru przetwarzanego w wyniku fuzji jest pod dostatkiem). Być może to technologia XXII wieku, ale nie ma według mnie dla niej konkurencji, jeśli nasza cywilizacja chce jeszcze mieć nadzieję na długofalowy rozwój zasiedlając Ziemię. Na taki zwrot w pozyskiwaniu energii liczę.
" Krew cywilizacji" nie jest wyczerpującym temat studium ekonomiczno-polityczno-historycznym. Jest świetnie wyłożonym popularnym tekstem o ropie naftowej. Krajewski podał podstawowe fakty geopolityki, które bądź wprost wynikały z istnienia ropy, bądź w sposób oczywisty pojawiała się ona w ich tle. Nie zbilansował zysków i strat, które nasza cywilizacja doświadczyła w efekcie wykorzystania ropy. To być może minus, choć o takie podsumowanie niezmiernie trudno. Jednak zebranie różnych faktów, opis mechanizmów decyzyjnych, zakulisowych ustaleń na styku wszechwładne korporacje-politycy, to duży plus. W efekcie lektury, kilka rzeczy poukładałem sobie w głowie.
Polecam książkę Krajewskiego - warto poznać bohaterkę tej biografii i jej potężne macki oplatające ziemię.
Duuużo treści. Zgrabnie zebranej, ale dla laików tematu jest to zbyt duży próg w mojej opinii. Zdecydowanie lepiej przyswajalna przy przynajmniej średnio-zaawansowanym poziomie wiedzy o sytuacji geopolitycznej ostatnich dwóch dekad.
Spodziewałem się wyłącznie nudnych faktów o Bliskim Wschodzie, o dochodzeniu do bajecznych fortun itp, a doświadczyłem zaskoczenia. Andrzej Krajewski podszedł do tematu bardzo dokładnie strając się odkryć przed czytelnikiem historię opracowania rafinacji ropy naftowej i rozwoju przemysłu motoryzacyjnego. Na pewno bez ropy naftowej ogromny postęp technologiczny XX wieku nie byłby możliwy. Świetnie napisana książka, autor krok po kroku odkrywa historię ropy naftowej, poszukiwania jej złóż, walki o wpływy na Bliskim Wschodzie, kolejne próby wykorzystanie ropy przez Rosję do podporządkowania sobie krajów Zachodu Europy. Wspomina też o poszukiwaniu i rozwoju alternatywnych źródeł energii w celu ograniczenia emisji CO2.
Nie miałem wielkich oczekiwań przed rozpoczęciem. Było tu kilka naprawdę dobrych fragmentów (m.in. polski aspekt, historia Rockefellera i bardziej współczesne spojrzenie), ale jednocześnie przez dużą część czułem się, jak blachara słuchająca opowieści o tym, że samochody super. Pewnie głupio się na to oburzać, bo jednak ropa jest absolutnie powiązana z przemysłem motoryzacyjnym, ale chyba bardziej interesowałoby mnie analiza społeczno-polityczna związana z wydobyciem i handlem ropą. I tak - ta perspektywa jest tu widoczna w naprawdę wielu miejscach. Ale to chyba dla mnie za mało i potrzebowałbym czegoś bardziej reportażowego/śledczego. Niemniej, Krajewski odrobił pracę domową.
Jedna z lepszych książek przeczytanych w tym roku. Fenomenalna pozycja opisująca historię ropy naftowej od czasu dość przypadkowego odkrycia destylacji "oleju skalnego" przez Ignacego Łukasiewicza w Galicji aż do wojny i Syrii i na Ukrainie. Bardzo ciekawy jest przede wszystkim początek dominacji ropy jako paliwa, jak postępowało “uzależnienie” praktycznie każdej gałęzi gospodarki od ropy aż po efekty chęci jej pozyskania przez największe gospodarki świata. Książkę czyta się jednym tchem. 10/10
Swietnie opisana historia 2 ostatnich stuleci z perspektywy wpływu na nią ropy naftowej i ruchów strategicznych mocarstw. Połączona z opisem tego jak kształtował się świat samochodziarzy, pojedynek między autami parowymi, elektrycznymi oraz spalinowymi - miodzio.