Ciepła, przepełniona humorem i wzruszeniami opowieść o tym, co jest naprawdę ważne.
Gwiazdka za pasem, w powietrzu pachnie makowcem, goździkami i zieloną choinką. Mieszkańcy małego miasteczka myślą już o przygotowaniach świątecznych, ale na drodze lepienia uszek i łańcuchów choinkowych staną im rodzinne perypetie. Zabiegani zapomną, co naprawdę liczy się w świętach. Na szczęście ktoś im o tym przypomni…
Bo święta mogą być wyjątkowe, nawet gdy z nieba spadną cztery płatki śniegu na krzyż…
Pisarka, żona, mama. Miłośniczka kawy, czekolady i dobrej książki. Autorka dwóch serii komediowych: Kalina w Malinach i Kronika pechowych wypadków oraz bestsellerowych Czterech płatków śniegu i ich kontynuacji – Anioł na śniegu oraz Choinka cała w śniegu.
Najchętniej pisze o świcie, gdy cały dom pogrążony jest we śnie. W swojej twórczości stara się nieść uśmiech i nadzieję. Przez lata związana z Fundacją Miasto Słów oraz Klubem z Kawą nad Książką. Mieszka pod Krakowem wraz z mężem, córeczką oraz gangiem niesfornych czworonogów.
Wróciłam do tej historii ponownie po ośmiu latach, bo pamiętałam, że wtedy bardzo mi się podobała i miałam ochotę sobie ją przypomnieć. Zdania nie zmieniam, mimo, że są momenty komiczne czy cringowe, to w tych powieściach świątecznych ma to swój urok. Historia jest zwykła, o zwykłych ludziach i ich problemach dnia codziennego, która pokazuje, że warto się czasem zatrzymać i przypomnieć sobie co tak naprawdę jest ważne w święta i w życiu. Może i jest schematyczna i przewidywalna, ale ja takie historie świąteczne lubię najbardziej. No a jej największy plus to ogrom naszego polskiego klimatu i tradycji!!! no to uwielbiaaaam
To moja ulubiona świąteczna lektura. Określiłabym ją mianem "taka dobra". I nie mam tutaj na myśli dobrej książki, ale dobre uczynki i dobrych ludzi, którzy to składają się na tę powieść. W okresie przedświątecznym tym bardziej serce rośnie, kiedy się to czyta.
Przewracałam oczami nad infantylnością tej książki, by ostatecznie spodobała mi się i bym zrozumiała, że nie wszystkie książki muszą być ambitne. Przy nie których można się fajnie bawić i otulić opowieścią jak kocykiem.
W książce są zawarte chyba wszystkie możliwe stereotypy, każda rodzina jest na maksa tradycjna (mąż utrzymujący rodzinę oraz bezrobotna żona gotująca obiady, sprzątająca, opiekująca się dzieckiem i plotkująca z przyjaciółkami), toksyczne zachowania i seksistowskie niby śmieszne żarty. W rodzinie nikt z nikim nie rozmawia o problemach (czy czymkolwiek innym), każdy obgaduje małżeńskie dramaty ze znajomymi, ale nigdy z drugim małżonkiem. Styl pisania też nieciekawy, dialogi sztuczne. Małżeństwo Anny i Waldemara to dosłownie absurd - mąż liczący każdy grosz, płaczący za każdym razem gdy wyda nadprogramową złotówkę i żona usiłująca ratować małżeństwo dzieckiem. Monika i Jakub to kolejne "tradycyjne" małżeństwo w którym mąż nie mający czasu ani chęci do opiekowania się własnym dzieckiem prosi swoją mamę aby pomogła w tym jego żonie. Teściowa Moniki oczywiście również jest stereotypową starszą panią która wtrąca się we wszystko i wszystko wie najlepiej U Zuzy i Kajetana było tyle zbiegów okoliczności, niedopowiedzeń i przypadków że to wręcz nierealne. Książkę jedynie trochę ratuje w założeniu wzruszające zakończenie, ale generalnie nie polecam.
This entire review has been hidden because of spoilers.
Cztery płatki śniegu są dla mnie ogromnym zaskoczeniem! Przed lekturą nie spodziewałam się, że ta książka tak bardzo mi się spodoba i tak przyjemnie będzie mi się ją czytało. Niezwykle polubiłam bohaterów, każdy z nich na swój sposób przeżywa przygotowania do świąt. Z jednych można się pośmiać, na innych zdenerwować, a kolejnym mocno kibicować, aby życiowe ścieżki choć trochę się wyprostowały.
Oprócz sporej dawki humoru znajdziemy również moment do refleksji, dający nadzieję i skłaniający nas, czytelników, do zastanowienia się nad prawdziwymi wartościami w życiu. Powieść niesie pewne przesłanie, które każdemu z nas warto przypomnieć podczas tych zabieganych dni.
Joanna Szarańska ma niesamowicie lekkie pióro, co sprawia, że książkę czyta się niesamowicie szybko i jest wręcz nieodkładalna. Szukałam lekkiej książki z motywem świątecznym, idealnej na jeden wieczór, spędzony w towarzystwie gorącej czekolady.
Ja z pewnością sięgnę po „Anioła na śniegu” i „Choinkę całą w śniegu” i mogę tylko trzymać kciuku, żeby stało się to jak najszybciej! ❄️
Bardzo dobra książka na Boże Narodzenie przypominająca, że relacje międzyludzkie i zrozumienie drugiego człowieka są bardzo ważne. Wytyka też takie wady jak skąpstwo i wytykanie innym błędów.
Święta za miesiąc, więc uznałam, że to idealny moment na poczytanie książek właśnie w tym klimacie. Na pierwszy ogień poszła seria Joanny Szarańskiej pod tytułem „Cztery płatki śniegu”, a dokładniej rzecz ujmując pierwszy tom. W pewnym mieście w bloku przy ulicy Weissa mieszka kilka rodzin, które są dla siebie całkiem obce. Oprócz grzecznościowych powitań na klatce schodowej nic o sobie nie wiedzą. Wśród nich jest małżeństwo Zuzanny i Kajetana, którzy nie są pewni wierności drugiej połówki. Jest również młoda mężatka Monika, która od kilku miesięcy jest mamą syna Piotrusia i wszystko byłoby w porządku, gdyby nie fakt, że macierzyństwo trochę przerasta młodą kobietę, a dobrych rad szuka w poradnikach dla matek, a na dodatek ma na karku teściową dobrą radę. Inna para to Anna i Waldemar. Anna marzy o dziecku, ale Waldemar jest strasznym sknerą i od kilku lat zwodzi żonę odnośnie potomstwa. Mężczyzna potrafi godzinami płakać za źle wydaną złotówką, więc posiadanie dziecka przy takim mężu jest dla Anny mało realne. Ostatnią rodziną, o jakiej czytamy jest mała Stasia i jej mama Marzena. Dziewczynka cierpi, ponieważ ze względu na swoje imię ma spore problemy z adaptacją w nowej klasie. Na dodatek cały czas ma wrażenie, że jest za mało idealna dla swojej mamy, bo gdyby była to mama nie pracowałaby od rana do nocy na kasie w supermarkecie. A pieczę nad lokatorami, o których czytamy trzyma niezastąpiona i bezapelacyjnie moja ulubiona postać w tej książce, czyli pani Michalska samozwańcza dozorczyni bloku, której nieodłącznym atrybutem jest siejąca postrach miotła. Jest to jednak kobieta, która w przeszłości przeżyła ogromną tragedię. Jej historia ścisnęła moje serce. Nie wiem czy po takim dramacie kiedykolwiek pomyślałabym pozytywnie o świętach Bożego Narodzenia. Ta kobieta odnalazła w sobie siłę oraz nadzieję i postanowiła spróbować… Joanna Szarańska stworzyła książkę, którą czyta się szybko, bo zajęła mi tylko jeden dzień, ale jest to zasługa nie tylko lekkiego pióra, ale również barwnych postaci, bo jak można nie śmiać się z Zuzy i Kajtka, gdy robią podchody do sprawdzenia czy jedno drugiego nie zdradza. I te ich miłosne rozterki. Albo jak można nie wściekać się na skąpego Waldemara, który chce oszczędzać na wszystkim – nawet na własnym dziecku. Nie wiem, co Anna w nim widziała w młodości, ale musiała być bardzo ślepa, albo bardzo zakochana. W tej książce jest cała masa momentów, dialogów, z których śmiałam się do łez. Piór autorki jest idealne jak dla mnie! Pisze lekko, ale nie prześmiewczo o tym, co powinno być ważne dla ludzi nie tylko w czasie świąt, ale przez cały rok. Wzruszyłam się, gdy czytałam tę książkę. Końcówka jest bardzo poruszająca i dająca nadzieję nie tylko bohaterom, ale również nam, czytelnikom. Powieść „Cztery płatki śniegu” to moja pierwsza styczność z twórczością Joanny Szarańskiej, ale wiem też, że nie ostatnia. Za moment sięgam po „Anioła na śniegu”, a w następnym roku po serię z Kaliną. Niech ten akapit będzie rekomendacją dla tej świątecznej powieści.
Nie ma to, jak pełna ciepła i humoru świąteczna powieść. Rozgrzewa serducho i sprawia, że świat wydaje się nieco lepszy, tak właśnie jest z śnieżną trylogią Cztery płatki śniegu Joanny Szarańskiej. W jej skład wchodzi Cztery płatki śniegu, Anioł na śniegu, Choinka cała w śniegu.
W małym miasteczku Kalwaria życie u mieszkańców Weissa 5 toczy się własnym torem. Pod tym adresem zamieszkują ludzie z różnymi problemami. Jedne z nich większe, drugie trochę mniejsze ale potrafią zająć myśli i urosnąć do potężnych rozmiarów. Nad wszystkimi czuwa jednak bystre oko samozwańczej dozorczyni, pani Michalskiej. To ona miotłą pogoni, ona skwituje wszystko jednym słowem ale jak trzeba potrafi wspaniale pomóc i dać dobrą radę.
To już tradycja, że w grudniu u mnie zawsze znajdzie się świąteczna opowieść spod pióra naszych polskich pisarek. Tym razem zaczynam od Joanny Szarańskiej. Jak ja sobie cenię życiowe historie z naszego rodzimego podwórka. Takie, które przypominające to, czym wszyscy żyjemy. Jednych frapują problemy małżeńskiego pożycia, inni zmagają się ze skąpym mężem, inni muszą zmierzyć się z samotnym macierzyństwem, z upierdliwa i złośliwą teściową. U Asi tych różnych zwykłych, codziennych trosk nie brakuje. Mnoży je i pokazuje w krzywym zwierciadle, z humorem, pół serio a pół żartem. Mieszkańcy Weissa 5 bawią, wzruszają, pozwalają w nich zobaczyć nas samych. Jednak przede wszystkim dostrzec to co ważne. Jak ważne jest bowiem dobre słowo, pełny ciepła uścisk dłoni, świadomość istnienia kogoś, na kogo zawsze można liczyć. Nawet seniorka powieści jest taka zwyczajna. Z ostatnimi laty przyzwyczaiłem się do babci z uśmiechem na twarzy, z talerzem smakołyków, pełną ciepła i mądrości życiowej. Natomiast w przypadku "babci" Michalskiej wygląda to tak, że jest gderliwa, lepiej jej się nie narażać dla własnego dobra, nie obwija w bawełnę ale wali to, co myśli prosto z mostu. Niemniej mieszkańców swojej kamienicy traktuje jak własne dzieci i wnuki, zrobi wiele by ulżyć ich troskom. Jej bystre mu oku nic nie ucieknie. I to właśnie ona jest tą, z powodu której chętnie zamieszkałoby się pod tym adresem.
To znakomita na święta z jednej strony komedia omyłek, z drugiej komedia romantyczna. Może nieco przerysowana, nieco groteskowa ale sprawiająca, że bawimy się wyśmienicie. A o to w świątecznych lekturach i w książkach w ogóle chodzi. Z pewnością każdy z mieszkańców kamienicy znajdzie swoich wielbicieli. Są specyficzni, różnorodni, jedni troszkę irytują, a inni wręcz przeciwnie. Każdemu kibicujemy i ciekawi nas jak skończy się przedświąteczna draka. Trudno więc wskazać jakiś lepszy czy gorszy wątek, bo każdy z bohaterów tak, jak my jest inny. I chyba w tym właśnie tkwi siła tej trylogii. Jednocześnie Asia pysznie wywołuje świąteczny nastrój. To opowieść pełna pierogów, pierników i zapachu cytrynyn. Ludzi, których chciałoby się mieć obok siebie, z którymi bez trudu można zawiązać przyjaźń. No może oprócz jednej gadziny, ale czarna owca musi znaleźć się wszędzie - nawet w książce.
4.5 Po przeczytanej w zeszłym roku "Krainie Zeszłorocznych Choinek", według mnie średniej, szczególnie pod koniec, nie oczekiwałam po tej książce autorki zbyt dużo. Pierwsze 20-25% było co najwyżej jako-takie, a momentami wręcz irytujące. Ale historia rozwija się i wciąga, i nawet nie zauważyłam kiedy zaczęło mi zależeć na bohaterach i pochłonęłam ponad połowę. Końcówka mocno wybrzmiewa i chwyta za serduszko. (przyznaję, było płakanko.) To naprawdę przyjemna, ciepła historia, i nie zawodzi w wytwarzaniu świątecznego nastroju. Jestem nią bardzo pozytywnie zaskoczona, i chętnie sięgnę po kolejną część. (ale to pewnie w przyszłym roku...)
Krótko i na temat. Czytając tą książkę miałam cały czas oczy mokre od łez ale...przez śmiech. Ta książka jest jak dobra kawa w zimne wieczory, otula, pociesza A jednocześnie niesie pewne przesłanie, że święta to nie tylko potrawy czy prezenty,ale Boże Narodzenie to atmosfera w jakiej człowiek się znajduje i ludzie znajdujący się przy przysłowiowym wigilijnym stole.Piękna.Z chęcią skuszę się na kontynuację
Mam mieszane uczucia. Z jednej strony jest to lekka i przyjemna lektura, napisana w bardzo dobrym stylu (a styl ma dla mnie ogromne znaczenie). Ale z drugiej… niektóre wątki były dla mnie odrobinę zbyt komiczne. Najbardziej spodobał mi się wątek Marzeny, Macieja i Stasi, Anny i Pani Michalskiej. Reszta była zbyt groteskowa.
Ponadto jak na powieść świąteczną, dla mnie było zbyt mało świąt. Ale koniec bardzo mnie ujął i za tę końcówkę daję 4.
Bardzo miła książka. Lekka, przyjemna, szybko się czyta. Przypomina o tym co najważniejsze. Pani Michalska jak się okazuje sympatyczna staruszka, nauczona życiem i doświadczeniem każdemu próbuje pomóc. Ale jak się okazuje dobro wraca. Zakończenie wzruszające. Na pewno sięgnę po druga część ten książki
Naprawdę przyjemna i zabawna książka wprawiająca w świąteczny klimat!
Jedynu minus to przedstawienie kobiet i mężczyzn. Wszystkie kobiety martwiły się o porządki i potrawy świąteczne, a mężczyźni marzyli tylko o tym by się glebnąć na kanpie z piwem w jednej i pilotem w drugiej ręce i oglądać kanały sprtowe. Myślę, że tego typu sterotypy tylko ujmują książką...
Swietna ksiazka na swiateczny czas! Nie spodziewalam sie wiele ale pozytywnie sie zaskoczylam. Momentami smieszna, czasami dajaca do myslenia a to wszystko w swiatecznej otoczce. Z checia siegne po kolejne ksiazki tej autorki!!!
strasznie głupiutka momentami ta książka była, a niektóre wypowiedzi po prostu fatalne, ale dla pani Marii warto przebrnąć przez te tragiczne fragmenty. moja ulubiona bohaterka, zasługuje na wszystko co najlepsze, ok.
To świąteczna książka, w której naprawdę czułam klimat świąt. Był śnieg, pierogi, karp i kolorowe światełka, ale przede wszystkim były wciągające historie kilku rodzin, mieszkających w jednej kamienicy. Szybka i przyjemna opowieść w sam raz na grudzień.
Pani Michalska to taki dobry duszek, który przydałby się w niejednym sąsiedztwie. Niby każdy ja zbywa, a potrafi zdziałać cuda, przeważnie nie wiadomo kiedy i jak.
Całość historii przyjemnie się czytało. Było przewidywalnie, ale momentami uśmiech sam się na twarzy pojawiał.
Czytałam drugi raz, a bawiłam się lepiej niż za pierwszym. 😄 Wspaniała powieść, zabawna, wzruszająca. Postać Waldemara grała mi na nerwach, ale bardzo się cieszę, że gościnnie występowała moja ulubiona bohaterka, Kalina z poprzedniej serii autorki! 😍
Bardzo ciepła, humorystyczna oraz wzruszająca komedia pomyłek . Opowiada o przedświątecznych perypetiach mieszkańcach bloku przy ul. Weissa w Kalwarii. Jest napisana ciekawym, lekkim stylem.