Ewa, młoda pisarka, ma niebawem urodzić dziecko. Pewnej nocy pod wpływem tajemniczego impulsu zjada korzeń nieznanej rośliny. Kiedy przychodzi na świat rudowłosy Jonyk, przez moment nic nie zapowiada żadnych dziwnych wydarzeń... Do chwili, gdy trzynastodniowe niemowlę zwraca się do matki całym zdaniem, a w domu pojawia się kot, nazwany przez rodzinę Kotykiem.
Sentyment sentymentem, ale do niektórych rzeczy nie powinno się wracać po latach. Lepiej pielęgnować dobre wspomnienia, niż konfrontować je z rzeczywistością.
Tekst może zawierać spoilery! Ostatnio czytałam już jedną książkę tej autorki, więc nie jest to nasze pierwsze spotkanie. "Córka czarownic", podobała mi się bardzo!! W książce "W krainie kota", mamy do czynienia z zupełnie innym rodzajem magii. Pewnego dnia na świat przychodzi rudowłosy chłopiec, jedno jego oko jest koloru zielonego, a drugie niebieskiego. Kiedy Jonyk ma zaledwie kilkanaście dni, jego mama zdaje się słyszeć, że powiedział on swoje pierwsze słowa. Ale czy na pewno? Przecież tak małe dzieci nie potrafią jeszcze mówić! Chłopiec powtarza kilka razy słowo "kot", lecz jego usta nie poruszają się wcale. Nagle dziecko wypowiada całe zdanie#, nadal nie dgrnąwszy przy tym wargami. "Kot topi się w beczce z deszczówka". Kobieta bez zastanowienia postanawia to sprawdzić. W ten sposób, ich rodzina powiększa się o trzy kolorowego, olbrzymiego kota, który również ma dwukolorowe oczy. Rodzaj magii jaką poznajemy w tej książce, to przenoszenie się do innego świata podczas snu. Mama Jonyka, nie jest tego świadoma i często zapomina o nocnych przygodach. Powiem wam szczerze, że nie porwała mnie ta historia, tak jak pierwszy tytuł, który przeczytałam tej autorki. Uważam jednak, że jest to bardzo dobra książka, dla młodszych odbiorców. Nie dostrzegam w niej też żadnego morału, co w takich książkach zdarza się bardzo często.
Ta książka jest po prostu pojebana ale nie w taki sposób który by mi przypadł do gustu… Styl pisania na plus, kreacja postaci i kreatywność również, natomiast jako za książką samą w sobie to nie przepadam, męczyłam się czytając ją.
Uwielbiałam tę książkę jako szkrab, czytałam naście razy i zastanawiam się, jak odnalazłabym ją teraz. Ale myślę sobie, że do niej nie wrócę. Nie, ponieważ to była jedna z najważniejszych historii w moim dzieciństwie i bardzo bym nie chciała, żeby zepsuło to dorosłe i mocno krytyczne oko. Oceniam tak, jak ją zapamiętałam i polecam, bo... zapamiętałam ją właśnie tak. Najlepsza książka Terakowskiej, bez dwóch zdań.
Miło wrócić do tej książki po latach... Bardzo lubię dzieła Terakowskiej, a "W krainie Kota" to chyba moje ulubione. Główna bohaterka, Ewa, od razu zdobyła moją sympatię. Książkę czyta się szybko i przyjemnie, praktycznie nie mogłam się od niej oderwać!
Książka dobra by siąść przy kominku, koniecznie w wygodnym fotelu, z filiżanką aromatycznej kawy lub herbaty w ręku... Teraz możesz już zanurzyć się w świat... No właśnie... Kota. ;)