Recenzja zawiera nawiązania do tomów poprzednich.
Rozbite imperium to trzeci i ostatni tom cyklu pt "Hierarchia magii". W ogólnym rozrachunku uważam tę serię za dobrą, ale dość przeciętną, a tom trzeci uznałabym chyba jako najsłabszy z nich.
Czytając recenzje innych czytelników natknęłam się na opinie, że Caldan jest bohaterem nudnym, a wszystko przychodzi mu zbyt łatwo.
Co do pierwszego zarzutu to nie uważam, żeby był to nudny czy zły bohater. Mamy tu trop wybrańca i typowe od zera do bohatera. Jest to inteligentny chłopak, może trochę zbyt pochłonięty analizowaniem wszystkiego do koła, co nie ukrywam daje efekt przegadania i momentami się dłuży. Mimo to podróż i rozwój Caldana śledziłam z przyjemnością. Jego ocena sytuacji również jest dość interesująca, zważywszy na to, że nie wie komu ufać, ma świadomość, że jest pionkiem na planszy potężniejszych od siebie i narzędziem, które inni chcą wykorzystać. Wraz z własnym rozwojem i szerszym zrozumieniem swojej mocy stara się nie ulec pokusie i pozostać sobą. Mimo, że niewinność zatracił już gdzieś na etapie tomu pierwszego.
Co do tego, że wszystko przychodzi mu dość wygodnie i łatwo zgadzam się w całej rozciągłości. I mimo, że nie przeszkadzało mi to przy poprzednich tomach historii tak w tym bardzo rzucało się w oczy i momentami mnie denerwowało.
Wyobraźcie sobie scenę, w której ktoś przyciska was do ziemi i unieruchomionych dusi, mielibyście czas na skomplikowane rozważania na temat działania magii i jej zależności? Śmiem twierdzić, że raczej nie. Ale nasz bohater dokonuje przełomowych odkryć, w przeciągu sekund, które oczywiście ratują go z opresji. Inna scena, gdzie wygodnym splotem wypadków poznaje nową sztuczkę, która to przydaje mu się parę stron dalej i jest kluczowa dla dalszej fabuły i rozwiązania akcji. I takie wybiegi fabularne są tu nagminne.
Największym moim rozczarowaniem tego tomu było jednak rozwiniecie wątku Mirandy. Po tych trzech tomach została z niej wydmuszka postaci, która w tomie pierwszym miała wielki potencjał. Z silnej, wygadanej, kobiecej bohaterki została sprowadzona do bycia powodem działań. Motywacją stojąca za podejmowanymi decyzjami. Tłem.
Plusy należą się za to za wątek Amerdana, czyli postaci najbardziej wg mnie złożonej i interesującej, której motywacje do końca nie były dla mnie oczywiste.
Inne postacie poboczne jak np Aidan, nie miały w moim odczuciu za dużej roli do odegrania w tym tomie i równie dobrze mogłyby się nie pojawić, a nie miałoby to żadnego znaczenia dla fabuły.
Liczyłam, że trochę bardziej poznamy cesarza imperatora i wroga imperium numer jeden i choć dostajemy epicką walkę na koniec, to te postaci nie dostają wystarczająco dużo czasu żebyśmy je poznali i zrozumieli. Samo rozwinięcie akcji wydało mi się pośpieszone w stosunku do reszty fabuły. Książka zdecydowanie ma problem z proporcjami. I nie ustrzegła się kilku luk fabularnych. Brakowało mi także zamknięcia dla niektórych wątków jak na przykład wątku obdarzonych. No i liczyłam, że dominion będzie miał większe znaczenie w rozwiązaniu akcji. Co prawda co jakiś czas jest wzmianka o tej grze. Ale przy nabudowaniu jej znaczenia w tym świecie w tomie pierwszym, tom trzeci zawierał jej szczątkowe ilości.
Biorąc pod uwagę, że ta seria jest debiutem autora, to uważam, że dobrze mu poszło. Wymyślił wyjątkowy system magiczny i ciekawą fabułę. Na pewno będę śledzić jego dalsze poczynania. Co do serii to jest to dość fajna historia, szczególnie dla początkujących z fantastyką. Jeśli nie przeszkadzają wam takie drobne potknięcia to warto dać jej szansę. Ja lektury nie żałuję i cieszę się że poznałam tą historię.