Miałem pewne trudności z tym jak to ocenić, bo opis i wstęp kazały mi spodziewać się czegoś innego. Myślałem też, że skoro została ta korespondencja wydana to będzie miała jakiś szczególny charakter. Oczywiście nie mam tu pretensji do samego Fitzgeralda. Wstęp jest zły i w ogóle się z nim nie zgadzam. Autor wstępu twierdzi, że Fitzgerald zatajał własne przeżycia i, że jest to korespondencja bogata w osobliwe wyznania. Jak dla mnie to nie ma w tych listach niczego osobliwego, a jeśli chodzi o zatajanie przeżyć to też odniosłem wrażenie, że było wręcz przeciwnie. Facet po prostu pisał z córką i uważam, że każda córka powinna mieć co najmniej taką relację ze swoim ojcem jaką Scottie miała ze swoim. Na pierwszy rzut oka widać, że Fitzgerald bardzo ją kochał, troszczył się o jej wykształcenie i robił co mógł żeby była szczęśliwa. Widać, że pomimo zawodów i przykrości jakie mu sprawiała nie potrafił na nią krzyczeć i się złościć, a wszystkie nagany wynikały z troski i nawet w tych naganach było czuć miłość.
„Na żadne z zadanych Ci pytań w ostatnich sześciu listach nie odpowiedziałaś. Popraw się, bo inaczej potrącę Ci za tydzień pięć dolarów, żebyś nie zapomniała, że wciąż jestem ten sam stary sknera. Mówiąc poważnie: Pączek mój słodki ucieszył mnie bardzo swoją sztuką. Niech mi tylko będzie – na miłość boską – zdrowy.”
Osobiście się rozpływam.
Co też rzuciło mi się w oczy to niechęć Fitzgeralda do samego siebie i rozgoryczenie tym jak potoczyło się jego życie. Listy te pochodzą z okresu kiedy jego największa sława już minęła. Z niegdyś jednego z najbardziej popularnych pisarzy amerykańskich stał się nagle pisarzem scenariuszy dla Metro Goldwyn Mayer. Wielokrotnie przestrzega Scottie żeby nie popełniała jego błędów i nie brała przykładu z tego jak kiedyś się zachowywał. Tak samo przestrzega ją przed losem jaki spotkał jej matkę, jego żonę, Zeldę, która przez swoją nonszalancję i marnotrawienie potencjału większość swojego życia spędziła w szpitalach psychiatrycznych. Pomimo swojej miłości do żony czuć też w listach Fitzgeralda jego rozczarowanie tym jak potoczyło się jego małżeństwo. Parę razy obwinia Zeldę o to, że jej obecny stan jest wynikiem jej dawnej lekkomyślności jednak zawsze też mówi Scottie żeby pamiętała aby odwiedzać matkę w szpitalu. Czego mi też zabrakło to perspektywy Scottie. Jednak czytanie tej korespondencji z perspektywy tylko jednej osoby sprawiło, że czasami nie do końca rozumiałem o czym mowa.
Pomimo wszystkiego tego co wyżej napisałem czytanie tego ciągiem i w formie listów okazało się nie być dla mnie tak ekscytujące jak się spodziewałem.
"Całuję Cię najczulej - chodząca doskonałość. Twój Papa."