Ja wyobrażam to sobie w ten sposób – jest to zdolność do wyjścia z własnej skóry, do utożsamienia się z rozmówcami i do wtopienia w ich sytuację. Zdolność do tego, by przy tym utożsamieniu zachować instynkt samozachowawczy – nie dać się nikomu oszukać. A na koniec zdolność wrócenia do siebie i przekazania innym tego, co się poznało, kiedy się żyło tym innym życiem.
Reportaże Ireny Morawskiej zaświadczają o tym, że ma ona słuch absolutny. Rzadko się zdarza, by reportaż tak wyraźnie przenosił nas w świat opisywany. Reporter o słuchu absolutnym dzieli się nim z nami. Czytelnicy jego tekstów, przynajmniej przez jakiś czas, lepiej słyszą i widzą.
Zbiór reportaży publikowanych na łamach GW, głównie z lat 90. Bardzo przyjemny gazetowy styl z zachowanym językiem i sposobem wyrażania się rozmówców. Reporterka skupiła się przed wszystkim na oddaniu głosu swoim bohaterom i przedstawieniu ich historii lekko podszytych zniuansowanym humorem, który często tragiczne losy przedstawia w sposób tragikomiczny jednocześnie nie pomniejszając ich znaczenia.
Świetne reportaże. Niektóre czytałam już wcześniej, ale z przyjemnością je sobie odświeżyłam. Choć są sprzed prawie trzydziestu lat i dokumentują Polskę lat 90., to wcale nie straciły na aktualności, mogą pomóc zrozumieć miejsce, w którym jesteśmy współcześnie.
Szczerze mówiąc nie za bardzo rozumiem sens wznawiania tego zbioru reportaży. Nie w 2015 roku. Problemem nie jest to, że teksty oryginalnie pisane w latach 90 trącą myszką czy dla dzisiejszego czytelnika brzmią archaicznie. Książka Morawskiej zestarzała się źle w takim sensie, że obecne w niej reportaże dziś większego wrażenia nie robią, nie mają już takiej siły wpłynięcia na emocje odbiorcy jak ponad dekadę temu. Obrazy Polski B, a nawet C, obecna w “gorszych” dzielnicach patologia, różnego rodzaju wykluczenie mieszkańców małych miejscowości i wsi - dziś reportaże poruszające te problemy wyrastają jak grzyby po deszczu. Owszem, bardzo możliwe, że kiedy zbiór Ireny Morawskiej ukazał się po raz pierwszy był wtedy unikatem na rynku wydawniczym, ale obecnie nie dość, że można znaleźć co najmniej kilkanaście podobnych pozycji - to kilka zdecydowanie bardziej interesujących, pobudzających najgłębsze emocje i skłaniających do przemyśleń na temat współczesnego społeczeństwa czy norm i zasad etycznych. Trudno też czytać “Było piekło, teraz będzie niebo” jako reminiscencje, świadectwo Polski lat 90. I w taki niezbyt dobrze sprawdzają się te reportaże, gdyż większość z opisywanych w nich historii równie dobrze mogłaby się wydarzyć i dziś i w innym kraju niż Polska. W tym zestawie dziś już nic nie wnoszących, nużących i mocno zdezaktualizowanych tekstów da się znaleźć kilka znakomitości - m.in. wstrząsający i wywołujący ogrom sprzecznych uczuć i emocji tytułowy reportaż czy otwierające książkę pierwszorzędne śledztwo dziennikarskie, które czyta się jak najwybitniejszy thriller autorstwa mistrza gatunku. Dzięki tym dwóm historiom jak i kilku - wprawdzie nie tak pierwszorzędnych - ale zdecydowanie dobrych cieszę się, że sięgnęłam po ten tytuł. Osobiście jednak uważam, że lepszym rozwiązaniem byłoby zawarcie tych kilku wyróżniających się reportaży w większej antologii aniżeli wznawianie oryginalnej książki Morawskiej, która dziś wypada przeciętnie.
Nie jest to równy zbiór. Dłuższe reportaże są świetne, bardzo często wstrząsające i ujmujące za serce. Szczególnie tekst otwierający tę książkę jest wybitny. Niestety w krótszych reportażach autorka przejawia tendencję do podchodzenia do bohaterów po macoszemu. I nie chodzi o brak powagi, co zarzucił jej pewien parlamentarzysta, a raczej o chybianie z szyderą. W tej kwestii wyznaję zasadę, o której opowiedział George Carlin, a którą podsumować można dosyć krótko - wyśmiewanie osób nieuprzywilejowanych to pójście na łatwiznę. A szkoda, bo widać, że Irena Morawska potrafi trafnie i z empatią opisać rzeczywistość. Szkoda, że nie zawsze pamięta o tej drugiej kwestii.
Za najbardziej znany i otwierający tekst - Jak Emilię z Kalabrii od złej pani wykradłam - tytułowy i ostatni - Pokój dla cudzoziemca 5 gwiazdek. Reszta to historia, lata 90., typowe ówczesne gazetowe repo, które moim zdaniem nie zdały próby czasu. I 2,5 gwiazdki. Ale dobrze, że IR wydał to ponownie, bo pierwsze wydanie było nieosiągalne.
Powinnam była się domyślić, że Irena Morawska to twórczyni Ballady o lekkim zabarwieniu erotycznym bo poczucie humoru jest takie samo jak to, które bije ze stron Było piekło, teraz będzie niebo. Bardzo doceniam takie inteligentne poczucie humoru.
Niestety przeciętnie te reportaże są jednak słabsze od reszty z serii, choć tematyką nie odbiega od tych najbardziej dramatycznych. Jakoś reportaże pani Ireny zachowują pewien dystans. Nie mogę zarzucić niczego do tempa, czy też doboru bohaterów; może to wyjęcie autorki z reportażu, co jest rzeczą osobistą i wyborem świadomym.
(A może to dlatego że te reportaże o polskiej wsi zaczynają mi ciążyć świadomością że tak samo jak Irena Morawska podchodzi z przekąsem do swoich bohaterów, tak samo ja patrzę na polską wieś. I wydaje mi się to trochę mieszczańskie.)
Ale ta ocena odnosi się wyłącznie do mnie; Irena Morawska bardzo imponuje mi zarówno swoją umiejętnością dobierania słów, jak i swoją determinacją w momencie gdy ratunek człowieka jest ważniejszy od reportażu (gdzie również wymagane było złamanie własnej zasady nie pisania o sobie w reportażu). Polecam!
Bohaterowie Morawskiej swoje życie często wiodą na wsi lub w małych miejscowościach. W ich opowieściach funkcjonuje nazwa PGR, a nie ma mowy o unijnych dopłatach. Do komunikacji służy stacjonarny telefon lub list. Pełny tekst na https://nonienotak.wordpress.com/2018...
Polubiłem Morawską i proste problemy prostej Polski lat 90. Na początku drażnił mnie styl "Wyborczej", ale w końcu to ona go również tworzyła i wybaczyłem. A nawet czuję już do niego sympatię! Zacząłem również z kolei dostrzegać te niesamowite konstrukcje zdań i fikuśne słówka wprost od rozmówców. Czysta przyjemność! Polecanko zdecydowanie!
Otwierający zbiór reportaż o mieszkającej we Włoszech okrutnej Polce czytałam jak najlepszy kryminał. Ostatni też zostanie ze mną na długo, bo jest reporterskim majstersztykiem. Reszta słabsza, do szybkiego zapomnienia, ale ogólnie i tak było warto.
To jest coś zupełnie innego, niż jej filmy. Twórczość Morawskiej poznałem najpierw od tej strony - znanych i kontrowersyjnych dokumentów z lat 90. i 00., które budziły we mnie mieszane uczucia. Tutaj mamy dużo zrozumienia i empatii dla bohaterów, ale bez ich usprawiedliwiania. Proste, a jednocześnie niezwykłe historie. Stara, dobra szkoła polskiego reportażu i atrakcyjnego pisania, zdaniami, które łatwo zapamiętać, gotowymi na tzw. blurby i zachęcające fragmenty na tylnej stronie okładki. Dziś w polskim reportażu ta szkoła pisania ociera się o autoparodię i efekciarstwo, wtedy była jeszcze świeża i szczera.