Dalekie podróże mają to do siebie, że przywozi się z nich zupełnie co innego niż to, po co się pojechało. - Nicolas Bouvier
Piotr Milewski dotarł do Japonii w roku Królika. Akurat zaczęła się pora deszczowa i nad Wyspami na półtora miesiąca zawisła szara zasłona z chmur. W powietrzu unosił się gorzki zapach gnijących wodorostów. Japończycy uznają ten okres za piątą porę roku o nazwie tsuyu, co znaczy – śliwkowy deszcz. Bogowie są wtedy bliżej, ale czy sprzyjają wędrowcom?
Wybrał najbardziej wymagający rodzaj podróżowania. Japonię poznawał samotnie, bez planu, pieniędzy, jeżdżąc autostopem i śpiąc pod gołym niebem. Próbował uchwycić ducha archipelagu i zrozumieć mieszkających tam ludzi, którzy - mimo że gościnni i serdeczni – pozostali dla niego zagadką.
Dzienniki japońskie to nie tylko zapis zdarzeń czy spotkań, ale i opowieść o podróżowaniu jako takim: o jego filozofii i sensie, a także piętnie, jakie odciska na świadomości wędrowca.
Japanese journals: In the year of the rabbit, a young man has decided to visit Japan. Why, we really don’t know, but it is apparent that he is travelling on an extremely tight budget. Despite only knowing the very basics of Japanese he relies on hitchhiking to travel from Tokyo, through Kyoto, and Nara, south, through many other places, to Hiroshima and all the way to the end of the main island, and then back again. He visits the known and less known sites, he spends many nights under the stars and sometimes survives only thanks to the kindness of strangers. Travelling this way gives him an opportunity to observe and learn to know both the people and their customs. He is curious but respectful and I can feel between the lines how eagerly he absorbs the knowledge and how he seems to be more “Japanese” with every passing day. You might say that this is not much for a book. He moves from place to place in rather short intervals, meets random people, briefly visiting new places that he gives the reader a moderate amount of detail about, but this book is just as much about Japan, as about the philosophy of traveling. Not the package-deal travel mind you, but the kind, when the traveller is willing to let go of the known in order to discover the unknown. This is how the author himself reflects on the experience: “The luggage that we take with us when we travel, doesn’t only consist of what we’ve packed in the suitcase. We inevitably also take with us the baggage of customs and experiences that we have collected throughout our lives. It is nothing that weighs much on a daily basis, but while away, it might turn out to be a burden. Because it is only when the known customs no longer apply, and can’t help us explain what we see and encounter, and when the well known ground starts slipping from under our feet, or when we feel that we understand much less than we thought that we did, that we can discover a different world. Only then, if we let go of our stereotypes and insecurities, can we discover a new and unknown reality that opens up in front of our eyes.”
Absorbing the air of new places and trying to see life through the eyes of the people who live there, is what I always believed made travel so exciting. This book is just perfect in that way. I guess there are books that are more informative or better researched but as an account of a trip, to make me feel that I was there, I cannot imagine any better. Alas available only to the readers of Polish language…
Według hasła z tyłu okładki, autor „[w]ybrał najbardziej wymagający rodzaj podróżowania. Japonię poznawał samotnie, bez planu, pieniędzy, jeżdżąc autostopem i śpiąc pod gołym niebem”. W praktyce oznacza to, Milewski wybrał się do Kraju Kwitnącej Wiśni niemalże bez grosza przy duszy, a dokładniej z naprawdę za małym budżetem, przez większość czasu spał i jadł gdzie popadło albo żerował na dobrej woli Japończyków. Miał kilkoro znajomych, którzy nie do końca spodziewali się, że do nich wpadnie na parę dni, trochę zarabiał, a trochę kombinował jak na Polaka przystało, żeby znaleźć darmowe jedzenie, darmowy nocleg na ławce w parku i darmową podwózkę samochodem. Aż smutno się to czasem czytało.
Zawiodłam się na tej książce bardzo. Faktycznych informacji o Japonii w tej pozycji niewiele, dostajemy za to nudną wyliczankę w którym miejscu autor w danej miejscowości łapał stopa, jaki samochód się zatrzymał i na której ławce autor spał. Dotrwałam do końca tylko dlatego, że wzięłam tę książkę jako lekturę do pociągu i nie miałam nic innego do roboty.
Ładnie napisana książka, ale osobiście uważam że strasznie nudna… Wcale nie czułam się jakbym była w Japonii, a bardziej jakbym była w głowie autora przeżywającego trudy podróży i filozoficzne rozmyślania co krok. W większości momentów nie widziałam co mnie otacza, tylko słyszałam irytujący wewnętrzny monolog. Może dla osoby która interesuje się tym krajem i wie już więcej niż przeciętny człowiek, byłaby ciekawym spojrzeniem, ale dla mnie, która znała w zasadzie tylko Tokio i Kioto nic nowego nie wyjaśniła, nie pokazała, tylko jakoś tak przez nią przepłynęłam mało co wynosząc i nie bez trudu. Muszę jednak dodać, że jeśli nie potraktujemy jej jako książki podróżniczej, a jako rozmyślania na różne tematy życiowe z Japonią w tle to może już spodobać się bardziej.
,,Dzienniki japońskie'' spodobały mi się pod względem podróży po Japonii, w wyobraźni wróciłam do wielu miejsc i to było super. Jednak sposób w jaki autor tworzy nie do końca do mnie przemawia. Dużo tu jego zdania, oceny, wręcz powiem 'mądrości', co po prostu mi się nie podoba - nie to że się z nim zgadzam lub nie, po prostu tego nie lubię. Nie przemówiło do mnie też tak bezrefleksyjne wykorzystywanie dobroci napotkanych ludzi, czułam się niekomfortowo czytając o tym, było mi po prostu głupio za to zachowanie. I właśnie to przysłoniło wszystko co było fajne.
Te japońskie elementy giną w tłumie wrażeń, bo to taka przygoda bez ładu i składu, więcej tutaj opowieści o braku środków i przetrwaniu, niż faktycznie samej Japonii.
Nie wiem już sama na ile mi się to podobało. Chyba takie 4/10, bo po tych kilku dniach od jej skończenia dociera do mnie, że nic nie wyniosłam z tej książki.
,,Planeta K" szczerze mi się podobała, ale dwie kolejne książki autora do mnie nie przemawiają, niestety.
Wyd.2022 roku 1999 r i 2002 r Autor przedstawia swoją podróż po "całej" Japonii. Książka, którą można czytać bez oderwania. Sprawia ,że chce sięgną po historię Japonii. Krótkie fragmenty historii aż ciągną do rozwinięcia ciekawość.
This entire review has been hidden because of spoilers.
To nie jest łatwa książka.Nie przeczytamy jej w dzień-dwa. Dla osób,które interesują się kulturą chin.Czytanie wymaga skupienia się. Dla mnie najciekawsza pierwsza część ,gdzie autor był np w Tokio.
Nieporozumienie. Plątanina powtarzanych słów, Japonia opisana w tak nudny i schematyczny sposób, iż nie da się w to zagłębić. Spotykane osoby opisane bezpłciowo i płasko. Taka szkoda.
Naprawdę spokojna i przyjemna książka, opowiada ona o tym, jak autor znalazł się w innym mieście, próbuje się zaaklimatyzować i poznaje różne osoby, miejsca i zwyczaje, jakie mają mieszkańcy. Opowiada o poznaniu wielu ludzi, którzy w różnych stopniach wpływali na dalszy los jego pobytu.
Autor kończy opowieść słowami Nicolasa Bouviera - "Z dalekich podróży przywozi się zupełnie coś innego niż to, po co się pojechało. Nie pamiątki i świecidełka, którymi zagracamy nasze mieszkania, nawet nie wspomnienia, które z czasem blakną, lecz nowe spojrzenie." Jeśli ktoś szuka tu książki podróżniczej - rozczaruje się. Choć pewna ważna podróż została tu opisana, ale nie do końca związana z przygodami w dalekim kraju. W tej obszernej książce, przypominającej najbardziej osobisty pamiętnik, Milewski pisze o tym, co się dzieje w jego głowie, kiedy doświadcza spotkania z krajobrazem albo drugim człowiekiem. Opowieść ma spokojne tempo, oddaje japońskie podejście do życia - ważne jest tu milczenie, zatrzymanie się na szczególe, zapachy, barwy, naprzemienna samotność i bliskość, smak potraw, gorące i wilgotne powietrze, poezja, która przychodzi na myśl podczas chwili zapatrzenia na otoczenie. Są pejzaże kolejnych miast, opisywane z pozycji człowieka, który nigdzie się nie spieszy, nie ma wobec nich oczekiwań, nie szuka kontrastów, nie wychodzi z pozycji badacza, nie stara się na siłę zrozumieć czy klasyfikować - tylko poczuć. Pobyć razem chwilę w ciszy. Pomysł na książkę zaiste ekstrawagancki w naszych realiach kulturowych, gdzie ceni się wysoko zdobycie doświadczenia i wrażeń w kontakcie z obcą nacją. Podejście dla Europejczyka czy Amerykanina nieomal niestrawialne. I właśnie dlatego ta książka zasługuje na uznanie za utrzymanie tego specyficznego klimatu, który tak trudno w pierwszym odruchu zrozumieć.