Dobre pomysły mają to do siebie, że gdy się ich nadmiernie nadużywa, to i coś co było świeże przestaje się w końcu tak podobać. Staje się już czymś co się widziało, zostaje tylko określenie "powielane". I takie odczucia miałem przy trzecim już tomie przygód 'Legiona'.
David Haller nie miał łatwego życia, ale masywna praca nad sobą zdaje się dawać efekty i chłopak panuje nad tym co dzieje się w jego umyśle. Ma nawet kochającą dziewczynę i działa aktywnie na rzecz propagowania dobrego PR dla mutantów. Plus oczywiście eliminować większe zagrożenia dla świata, jak i swojej rasy. Taki case mamy zaraz na początku, kiedy akcja przenosi nas Wielkiej Brytanii, gdzie odbywa się spotkanie na szczycie. Na tyle ważne, iż jest komuś na rękę i coś się podczas niego wydarzy.
David wkręca w całość agenta brytyjskich służb specjalnych, zabawia się umysłami znajomych i wychodzi po części na swoje. To stały element serii. Najpierw mamy problem, który David chce rozwiązać niby w jakiś nielogiczny sposób, ale koniec końców zadanie jakie sobie mutant postawił zawsze wypełnia. I często główny cel jest zakamuflowany innym, co doskonale będzie widać nieco dalej przy Cyclops'ie.
Wcześniej jednak poznamy matkę Davida i dane nam będzie zobaczyć pewną konfrontację w umyśle bohatera. Spurrier potrafi tu człowieka zaskoczyć, to mu trzeba przyznać. Końcówka jest taka słodko-gorzka, bowiem mamy niejako rozliczenie się z Summersem za śmierć ojca. Starcie na pięści wygląda nieźle, ale jak się okazuje ma drugie, a nawet trzecie dno. Przy okazji sprawy się także nieco komplikują, kiedy wkręcający przedobrza i dostaje po nosie własną bronią.
To komiks, który nadal czyta się z nieskłamaną przyjemnością, ale triki tu zastosowane są już mi znane i niemal na każdym kroku spodziewałem się tego "drugiego dna" lub zagrywki odwróconej o 180 stopni. Miałem natomiast zgryz przy kresce. Trzy pierwsze zeszyty poczynił ponownie del Mundo i to właśnie jakoś z jego pracami przy tej serii jest mi zawsze bliżej. Zwyczajnie pasują do zakręconego Hallera, potem zaś na scenę wkracza Tan Eng Huat i Khoi Pham. Ich prace są niezłe, ale nie zapadające w pamięć. Takie średniaki, o których kształcie zapomniałem na drugi dzień.
Trzeci tom to nadal świetna zabawa, chociaż mi się już troszkę przejadła z racji stosowania podobnych rozwiązań. Jasne, David to inteligentny gość, ale miałem go już momentami dosyć. Niemniej jako całość ta seria na pewno jest warta polecenia. Teraz tylko czekam na finalną uwerturę czyli czwarty tom. 3.5/5