Książka którą trudno ocenić, więc nie będę bawił się w gwiazdki.
Co mi się nie podobało?
1. Mam sporo zastrzeżeń do pierwszej części książki, która trochę negatywnie ustawia do całości. Dlaczego? Dużo tam stwierdzeń o Rosji i rosyjskim społeczeństwie, które w sumie w żaden sposób nie są nowe, raczej powielają to co Polski czytelnik wie i nie ma tu niczego odkrywczego. Więc generalnie nie do końca wiadomo po co ta część jest? Bo jeśli ma kogoś do czegoś przekonać (np. ewentualnego czytelnika zachodniego - który o tym nie ma zielonego pojęcia ...), to ten cel nie zostanie osiągnięty przez język autora. Mocno prześmiewczy, wręcz szyderczy. Bardziej to wygląda na "jedziemy po kacapach" niż "OK, zbudujmy obiektywny obraz Rosji i Rosjan". Nie to żeby nie zasłużyli ;)
2. Dość zabawne jest, że w pewnym momencie autor pisze, że jest błędem odczłowieczanie Rosjan ("orki", itp.), natomiast właśnie po 30-40% miałem ten błąd jako jeden z głównych na liście spostrzeżeń z lektury. Nie to, że Gołkowski odpina wrotki, ale ten rant robi się męczący po pewnym czasie.
3. Przyznam szczerze, że mnie ogólnie styl Gołkowskiego się po prostu nie podoba - myślałem, że wychodząc z fikcji w kierunku "reportażu" styl również się trochę zmieni i lektura będzie bardziej strawna, ale trochę się męczyłem. Do czasu ...
A co mi się podobało?
1. Książka robi się znacznie lepsza od ok. połowy, kiedy Gołkowski bardziej eksploruje swoją wiedzą na temat Wschodu (zawodowo sporo działał w tym kierunku) i pojawia się naprawdę dużo smaczków, których nie znajdzie w innych miejscach. Jest też parę fajnych dygresji ekonomicznych i trochę spojrzenia z perspektywy "insajderskiej" (bezpośrednie rozmowy autora ze znajomymi z drugiej strony) - znacznie lepiej się to czytało.
2. Końcówka również jest całkiem smakowita - mamy wywiady z rosyjskimi jeńcami wojennymi w ukraińskich obozach dla POW. Wywiady nie są głupie, wręcz przeciwnie - Gołkowski dobrze i sensownie dobiera pytania, tak aby rozmówców nie antagonizować, ale faktycznie wyciągnąć ich "logikę" i spojrzenie na istotne tematy. Czy to się udaje - trochę tak, trochę nie, ale szanuję próbę, bo jest naprawdę bardzo przemyślana i staranna.
3. Generalnie to nie jest tak, że książka jest w pełni obiektywna (pisze o tym sam autor), bo cholernie o to ciężko przy takiej asymetrii skurwysyństwa, ale fajnie widać że emocjonalny stosunek autora do tematu nie jest prosty. On Rosjan nie nienawidzi, ale jest skrajnie rozczarowany tym, co musi opisywać. Ma pozytywny sentyment, uważa(ł) się nawet za rusofila, ale po prostu nie może znaleźć usprawiedliwienia dla tego co dzieje się za naszą wschodnią granicą. Muszę przyznać, że "kupiłem" tę postawę i jest dla mnie wiarygodna.
---
Kończąc, myślę, że "Russkij mir" warto przeczytać. Zwłaszcza jeśli jesteście w stanie przetrwać te nieszczęsne pierwsze kilkadziesiąt procent. Natomiast nie oczekujcie lektury łatwej, prostej i przyjemnej - raczej dołującą i depresyjną.
P.S. Bardzo spodobało mi się podsumowanie Putina przez Gołkowskiego. Niestety, muszę się zgodzić w całej rozciągłości.
P.S.S. Mega ciekawy kawałek o eliminowaniu przestępczości zorganizowanej (ale tej niepodlegającej władzy Federacji ...)