Książki Isaaca wyczekiwałam od miesięcy. Kiedy tylko Weronika ogłosiła, że ten bohater doczeka się swojej książki, byłam ogromnie szczęśliwa. Niesamowite, że teraz mogę trzymać 𝐓𝐡𝐞 𝐠𝐨𝐥𝐝𝐞𝐧 𝐨𝐧𝐞 w rękach i zachwycać się nie tylko historią, która jest opisana w środku książki, ale też samym jej wglądem. A w dodatku z moim logiem na skrzydełku!
Z piórem Weroniki znam się od prawie dwóch lat i z ręką na sercu mogę przyznać, że przy każdej kolejnej jej książce można zauważyć, jak jej warsztat pisarski się rozwija - cudownie się na to patrzy. The golden one przeczytałam dość szybko, z ekscytacją, uśmiechem na ustach i z zapartym tchem. Chyba nie muszę wspominać, jak wielkie emocje wzbudziła we mnie ta historia, to raczej oczywiste, ale i tak to napiszę… rollercoaster emocjonalny gwarantowany. Czułam dużo radości, takiej dziecięcej beztroski i po prostu szczęścia, ale oczywiście nieodłącznym elementem tej historii przede wszystkim okazały się łzy.
Zwykłe wakacje, niezwykły chłopak? Coś w ten deseń. Aurelia miała wakacje przed rozpoczęciem studiów spędzić wraz z przyjaciółką na dobrej zabawie. Bez chłopaków. Plan się posypał, kiedy na jednej z imprez wpadła na nieznajomego blondyna. To oczywiście nie jest czymś wyjątkowym, no, chyba że na tego samego blondyna wpada się w kółko i w kółko, i w kółko w inne dni. Przeznaczenie? Być może. W każdym razie tak zaczyna się znajomość Isaaca i Aurelii. Kiedy dziewczyna zgadza się na jedno spotkanie z nim, które swoją drogą chciała tylko odbębnić, aby mieć je z głowy i aby ten dał jej spokój, wie, że plan „wakacje bez chłopaków” będzie cięższy w realizacji, niż myśłała. Wystarczyło jedno spotkanie, aby Aurelia zapragnęła więcej. W ten oto sposób zawsze grzeczna i ułożona Aurelia zaczyna wymykać się w tajemnicy z domu tylko po to, by spędzić czas z Isaakiem, którego swoją drogą nienawidzi jej brat. Ta dwójka ustala nawet wspólne cele na te wakacje. Zrobić coś, co zawsze chcieli zrobić, coś, co wydaje im się nieosiągalne i coś, czego się boją.
Aurelia Roosevelt przypomina mi trochę kwiat. Jest niewinna, delikatna, dziewczęca, urocza, utalentowana, pełna nadziei. Jednak ten kwiat znajduje się pod kopułą. Kopułą o nazwie „brat i ojciec”. Ta dwójka wielokrotnie ją tłamsiła, próbowała kontrolować bądź sterowała jej życiem. Pasją Aurelii jest szkicowanie i projektowanie ubrań, jednak zapał do tego zajęcia bardzo zgasił w niej jej ojciec, który uznał to za zwykłą głupotę i marnowanie czasu. Z kolei Conrad, brat bohaterki, uznał, że ma prawo mówić jej, z kim może się spotykać, a z kim nie. Isaac stał się dla Aurelii miłą odskocznią od życia, które ją przytłaczało.
Isaac Warren, złoty chłopiec, który swoją dobrocią i szczęściem wywoływał we mnie wszystkie możliwe pozytywne emocje. Jego postać pokochałam, kiedy poznawałam pierwszy tom serii Hellish. Później moja miłość do niego tylko wzrastała. W The golden one osiągnęła ona poziom najwyższy z możliwych. Isaac nawet nie jest promykiem słońca, a całym cholernym słońcem. Mimo wszystko ten chłopak wiele przeszedł w swoim życiu. Śmierć rodziny była niezaprzeczalnie jedną z sytuacji, w której świat tego bohatera się zatrzymał i zmilkł. Dlatego tak bardzo podziwiam, że po tym wszystkim Isaac nadal ma siłę być tym, kim jest.
Relacja Isaaca i Aurelii jest pełna komfortu. Poznali się niespodziewanie i niespodziewanie stali się dla siebie kimś, przy kim nigdy się nie nudzili. Połączyło ich głębokie, gwałtowne i niekontrolowane uczucie. Ich każde spotkanie wywoływało we mnie motyle w brzuchu. Kocham ich każdą interakcję, ale też każda przypominała mi, jak historia tej dwójki się zakończy, przez co czułam ścisk w klatce piersiowej. The golden one to historia o doświadczaniu pierwszej miłości i strasznie się cieszę, że ta dwójka stanęła sobie na drodze.
Kocham całym sercem przyjaźń Aurelii i Celine. Ich relacja jest taka bezinteresowna, obie były dla siebie nawzajem, kiedy któraś tego potrzebowała. Te bohaterki się od siebie różnią pod względem charakterów, Celine należy do tych błyskotliwych i wygadanych, a Aurelia do tych cichych i spokojnych, a mimo wszystko rozumiały się bez słów. Weronika pieknie napisała, że Celine nie tylko wskoczyłaby w ogień za Aurelią, ale też by go wznieciła specjalnie dla niej. Uwielbiam tę dziewczynę całym sercem. Tak samo uwielbiam Killiana, który przyjaźni się z rodzeństwem Roosevelt. Ten chłopak skradł moje serce. Bronił Aurelii nawet przed jej własnym bratem, chociaż sam się z nim przyjaźnił. Zapewnił bohaterce komfort, pocieszał i ryzykował, a kiedy nazywał ją „aniołkiem”, moje serce roztapiało się z miłości.
Muszę tu jeszcze wspomnieć o Nicholasie, którego czytelnicy serii Hellish bardzo dobrze znają. Od zawsze uwielbiałam przyjaźń Nicholasa i Isaaca, jednak ta książka moją miłość do ich relacji wzniosła wręcz na wyżyny. Nicholas nie jest wylewny w swoich uczuciach, jednak ta historia pokazuje, że kiedy złoty chłopiec go potrzebował, ten mrożący krew w żyłach chłopak dla niego był. Scott był mrokiem, aby Isaac mógł pozostać słoneczkiem. No i muszę przyznać, że czytanie o Nicholasie sprzed „Hellish heat” było ciekawym doświadczeniem.
The golden one to zupełnie inna książka od tych, które do tej pory ukazały się spod pióra autorki. Weronika doskonale sobie poradziła w kategorii wiekowej 16+, a Aurelia i Isaac to postacie, o których nie da się zapomnieć. Ta historia już zawsze będzie w moim sercu, bo nawet jeśli za kilka lat zacznę zapominać jej fabułę, to już do końca życia będę pamiętała emocje, jakie mi towarzyszyły podczas lektury. A czułam spokój, komfort i czystą radość.