Atak – linia śmierci – deadline. Kulisy tragicznej wyprawy.
Wielki sukces polskich himalaistów (pierwsze zimowe wejście) i jednocześnie wielki dramat. Hugo-Bader w czerwcu i lipcu 2013 roku przebywał w bazie, w Karakorum, był jednym z czterech członków polskiej wyprawy, która wyruszyła po zaginionych Tomasza Kowalskiego i Macieja Berbekę. Udało się odnaleźć tylko ciało Tomka.
Czterech uczestników zimowego ataku na Broad Peak chciało przekroczyć granicę strachu, dwaj z nich przekroczyli granicę życia i śmierci. Co było przyczyną tragedii − miłość do gór, utrata instynktu samozachowawczego, czy pycha i żądza sukcesu? Komisja powołana przez Polski Związek Alpinizmu o tragiczne skutki wyprawy obwinia tylko Adama Bieleckiego. Ale czy to możliwe, aby błąd jednego człowieka przesądził o wszystkim? Jak było naprawdę?
Bielecki nie chce więcej wspinać się z Polakami, Kowalski i Berbeka nie wrócili spod Broad Peaku, wkrótce potem pod górą w Karakorum ginie Artur Hajzer, twórca programu Polski Himalaizm Zimowy. Autor kreśli portrety wspinaczy i rozmawia z żyjącymi bohaterami. Odsłania tajemnicę wysokogórskiej wspinaczki i wprowadza w jej magię. Hugo-Baderowi można zaufać: poznamy naturę lodowych (jak ich nazywają) wojowników, zapach górskich bitew, ich gorycz i słodycz.
Polski dziennikarz i reportażysta, od 1990 związany z "Gazetą Wyborczą". Pracował jako nauczyciel, pedagog szkolny i socjoterapeuta, a także jako ładowacz na kolei, wagowy w punkcie skupu trzody chlewnej, właściciel firmy kolportażowej i sprzedawca w sklepie spożywczym. Reportaż Hugo-Badera zamieszczony w Wysokich Obcasach stał się inspiracją dla autorów scenariusza filmu Plac Zbawiciela. Został dwukrotnie nagrodzony nagrodą Grand Press (1999, 2003).
Ani nie mam problemu z tym, że "autor władował się z butami w żałobę", ani nie uważam, żeby była to "dobra historia, ale średnio opisana". To jedna z niewielu książek, które przeczytałam na raz, nie bylam w stanie się oderwać. Hugo-Bader to specyficzny gość, nie wiem czy chciałabym mieć go za kolegę, ale to co pisze jest po prostu bardzo mocne, przekraczające granice dla czytelnika. Ani bym nie umiała zaaklimatyzować się na poziomie 5 tysięcy mnpm, ani tym bardziej nie umiałabym zadawać tak niewygodnych pytań. Lubię reportaże, w których autor nie jest przezroczysty, Bader daje zawsze bardzo dużo siebie, można to oczywiście traktować jako zarzut, dla mnie to atut - tekst staje się emocjonalny, nie jest zakłamany przez próbę obiektywizacji, zyskuje dodatkowego bohatera. Podoba mi się w "Długim filmie" to, że unika oceny. To chyba najtrudniejsza część tej strasznej historii. Z jednej strasznej, a z drugiej, jak okazuje się z książki, dla himalaistów wliczonej w koszta (kiedy JHB wymienia ile osób nie zeszło z góry podczas jego pobytu na Broad Peak robi mi się naprawdę nieswojo). Podoba mi się jego postawa, która bliska jest podejściu Herzoga: nie jestem ekspertem, chcę opowiedzieć ludziom o ekstremalnej historii, przeżyć ją i zrozumieć, ale nie jako insider, tylko "normalny człowiek". Sam zresztą pisze, że książek o himalaistach jest wiele, ale wszystkie są książkami eksperckimi, skierowanymi do zainteresowanych. Ja cenię chęć przetłumaczenia ekstremów na normalny język. I, zaprawdę, nie da się tego odłożyć na półkę po tym, kiedy już zacznie się czytać.
Jacek Hugo - Bader jest świetnym pisarzem, uważnym obserwatorem, ale przede wszystkim, co potwierdza ta i wiele innych jego książek, ma nosa do dobrych tematów. Jacek Hugo - Bader oprócz wymienionych w poprzednim zdaniu cech świetnego reportera, ma też ego wielkości Broad Peaka i tendencję do pisania o sobie, zamiast na temat, przez co bywa irytujący. Z drugiej strony to umiłowanie własnego "ja" sprawia, że reporter zdaje się rozumieć światek polskiego alpinizmu, i siły działające na innych egoistów i megalomanów zmuszające ich do włażenia na te góry z pobudek czysto egoistycznych, ale z uporem maniaka próbujących mu wmówić w wywiadach, że robią to dla swoich fanów, Polski, czy całego świata, a weź jeszcze podważ wątpliwe motywacje takiego wspinacza i afera gotowa...
Całe szczęście Hugo - Bader nie boi się afer, nie wymięka, zadaje niewygodne pytania i czasami nawet wydusi z rozmówcy, czy to z himalaisty, czy to z członka jego rodziny, jakieś ciekawe zdanie i to te wywiady są chyba najmocniejszą stroną książki (spojler: Bielecki słodkopierdzący jak zawsze) no i zdjęcia są świetne, w ogóle książka jest przepięknie wydana - nawet nie myślcie o kupnie e-booka.
Teraz kilka minusów. Jeśli przeczytaliście w swoim życiu choćby ze dwie pozycje o górach, to nie dowiecie się niczego ciekawego z Długiego filmu o miłości, bo 1/3 tej książki to opisy: przebiegu choroby wysokościowej, historia polskiego himalaizmu, biogramy wspinaczy i tak dalej. Irytują wspomniane wcześniej wtręty osobiste, i nie chodzi mi bynajmniej o stosunek autora Jacka Berbeki, pseudonim "Siekiera" i vice versa, bo to ważne i daje nam pełniejszy obraz rzeczonego Berbeki, ale już historia jak to autor szukał wydawcy dla nienapisanej książki, albo, że autor biega maratony są dla tematu mało istotne. Poza tym Hugo - Bader wrzuca do książki rozdziały w całości składające się z wpisów z jakiegoś forum (autor nie raczył zdradzić z którego) w stylu: "po co tam leźli?" - każdy, kto ma internet w domu i czasami zajrzy do sekcji komentarzy pod artykułem na budzący emocje temat wie o co chodzi, i rozumiem, że ten zabieg miał podkreślić znieczulicę ludzką i tak dalej, ale uważam to za tani chwyt, jeśli nie za zwykły wypełniacz.
Zatem czytać, czy nie czytać? Z czysto literackiego punktu widzenia, wszystko, co wyjdzie spod pióra Jacka Hugo - Badera warto znać (oprócz Skuchy), jeśli chcecie przeczytać dobrą książkę i nie siedzicie w literaturze górskiej, to jak najbardziej czytać, jeśli natomiast chcielibyście coś konkretniejszego, ale wciąż emocjonalnego, to polecam "Broad Peak. Niebo i piekło" autorstwa Bartka Dobrocha i Przemysława Wilczyńskiego.
Na początku marca 2013 czterech polskich himalaistów zdobywa zimą Broad Peak. Dwunasty pod względem wysokości ośmiotysięcznik, z którym nikt do tej pory nie dał sobie rady o tej porze roku. Podczas schodzenia grupa rozdziela się. Dwóch nie wraca. Po Polsce i całym wspinaczkowym świecie roztacza się gorąca dyskusja: kto zawinił? kto postąpił lekkomyślnie? czy całe to wspinanie ma jakikolwie sens?
Trzy miesiące po tych wydarzeniach formuje się druga grupa wspinaczy pod przewodnictwem Jacka Berbeki – brata zaginionego w marcu Macieja. Chcą odnaleźć ofiary i pochować je w godnym miejscu. Do wyprawy przyłącza się Jacek Hugo-Bader. Chce napisać o tym książkę i nakręcić film. W rzeczy samej jest typowym sponsorem-turystą, dzięki któremu ekipa poszukiwawcza domyka sklecany naprędce budżet.
Powstaje z tego książka dziwna, która – gdyby nie geniusz narratorski Hugo-Badera – powinna była zostać przeklęta przez wszystkie strony kontrowersji wokół tej wyprawy i himalaizmu w ogóle. I nie mam tu na myśli nadużyć w zapożyczeniach, jakich dopuścił się autor i które zostały bardzo szybko wykryte. Myślę tu raczej o dość paradoskalnej sytuacji, polegającej na tym, że Hugo-Bader właściwie przez całą tę książkę opowiada w niej o sobie i swych ciężkich przejściach w trudnej pracy reportera zmagającego się z jeszcze trudniejszymi charakterami wspinaczkowych egocentryków, wariatów i szaleńców.
Hugo-Bader, co zaskoczy każdego, kto zna jego wcześniejsze prace, przyjmuje wobec bohaterów swojej opowieści ton raz to oskarżycielski, raz to prześmiewczy. Nie próbuje zrozumieć sytuacji, która wydarzyła się w nocy z 5 na 6 marca 2013 roku u szczytu Broad Peak. Koncentruje się na swoich relacjach z uczestnikami wyprawy, znajdując w nich zadufanych w sobie mitomanów, pozbawionych samokrytycyzmu autokratów i złamanych problemami osobistymi nieudaczników. Kimkolwiek by nie byli, są to w relacji Hugo-Badera osobowości spaczone. Bo tylko tacy ludzie – według autora – mogą uprawiać ten pozbawiony sensu sport.
Jak wspomniałem, książkę ratuje język i rytm opowieść, których Hugo-Bader używa po mistrzowsku. Używa, aby bardziej zniechęcić, niż zachęcić do wspinaczki. Jest to bowiem pięknie napisana książka o brudnym, nieczystym i pozbawionym zasad sporcie, jakim – według Hugo-Badera – jest himalaizm.
Naturalną konsekwencją lektury książki Dobrocha i Wilczyńskiego, było sięgnięcie po reportaż Jacka Hugo-Badera, który opisuje wyprawę Jacka Berbeki w celu odnalezienia ciał brata i Tomka Kowalskiego. Po wyważonej, spokojnej, rzeczowej narracji Dobrocha i Wilczyńskiego, lektura Długiego filmu o miłości była jak emocjonalny rollercoaster. Hugo-Bader wali między oczy, ocenia, stawia niewygodne pytania, ładuje wypowiedzi tak bardzo nacechowane emocjonalne, że aż rozsadzają gramatykę. I nie zapomina o sobie, umieszczając swoje emocje i przemyślenia w każdym rozdziale. Gdyby to była moja pierwsza książka o wyprawie na Broad Peak pewnie bym pomyślała, że to dobra rzecz, ale z perspektywy tych dwóch lektur wiem, że publikacja Hugo-Badera niewiele wnosi do zrozumienia tych wydarzeń. To zaledwie wycinek, bez pretensji do pokazania jak najszerszego obrazu, koncentracja na wyprawie poszukiwawczej. I przede wszystkim próba zrozumienia emocji między uczestnikami tragedii jak i aktualnej wyprawy. Zrozumienia oczywiście przez autora, który drąży, stawia niewygodne pytania, wraca i obserwuje, a także dość szybko wysnuwa wnioski.
Dzięki książce Hugo-Badera można zrozumieć więcej, ale nie na płaszczyźnie faktów, tylko drgań, uczuć, niewypowiedzianych słów.
Fantastyczna, wielowymiarowa opowieść o wydarzeniach, które wzbudziły ogromne kontrowersje nie tylko wśród pasjonatów wspinaczki wysokogórskiej. Przeczytałam ją jednym tchem a cała historia zimowej wyprawy na Broad Peak w 2013 na pewno tak szybko mnie nie opuści. Gorąco polecam wszystkim, którzy wiedzą, że nie im oceniać.
Książka przeczytana w stylu alpejskim, bez obozów. Lubię czytać Hugo-Badera, bo z jego prozy czuć obiektywizm, a do tego, co nie zdarza się teraz znowu tak bardzo często, nie drażni nieudolnością stylistyczną.
"Chcesz powiedzieć, że ma prawo się zabić, bo jest wolnym człowiekiem?"
Himalaizm to wspinanie się na skałki. To wyprawy za setki tysięcy złotych, przedzieranie się przez śnieg i doprowadzanie swojego ciała na granicę życia za majątek. Ale himalaizm to jest coś więcej niż warstwa fizyczna i pieniężna - i o tym jest "Długi film o miłości".
Chyba głupio się przyznać ile razy się popłakałam. Nie tylko dlatego, że na przestrzeni 340 stron zginęło tak wielu ludzi w imię swojej miłości, ale też z komentarzy, które zawsze opatrują takowe wyprawy, i które tu przytoczono. Krzyki, narzekania, wytykanie palcami, granie profesjonalistów. Sama nie jestem doświadczona we wspinaczce, nie znam się na tym, ale i tak bolało. To nie jest wyłącznie reportaż że wspinaczki na Broad Peak, to historia porażki i gorzkiego smaku w ustach po niej, to intymny wgląd w świat, który się odwiedza podczas wspinaczki, to medyczny przegląd reakcji ciał oraz psychicznych zmian, które w człowieku zachodzą. Bo góry w sercach bohaterów reportażu to nie jest tylko duża skała, wyzwanie, możliwość zaistnienia i wpisania nazwiska w encyklopedię - to miłość. Potężna, chaotyczna, tragiczna i wspaniała miłość, i jest to coś absolutnie niesamowitego.
Spory miałem problem z tą książką a teraz mam z oceną. A oto dlaczego. Po jednej stronie JHB którego lubię, nawet bardzo. Choć, trochę uprzedzając dalszą część, powinienem napisać „lubiłem”. Czytałem sporo jego reportaży, mam 3 poprzednie książki, byłem nawet na spotkaniu autorskim. Co więcej, temat Broad Peaku mocno mnie wciągnął przy okazji poprzedniej pozycji autorstwa Dobrocha i Wilczyńskiego. Liczyłem na coś świetnego – nośny, interesujący mnie temat pod piórem lubianego autora. Nie może być lepiej. Pierwsze ciemne chmury pojawiły się po krótkim researchu wywołanego pamięcią jakiegoś niezbyt pochlebnego dla JHB szumu po wydaniu tej książki. Researchu zazwyczaj nie robię, teraz zrobiłem czyli poczytałem wywiady z obu stron i już wiedziałem że tak fajnie nie będzie. Zacząłem czytać i z każdą stroną było gorzej. Po rzeczowym, analitycznym (narzekałem nawet że zbyt encyklopedycznej) „Niebie i piekle” miałem wrażenie że czytam „Wspinaczkę górską dla opornych”. Że to jakiś szkic, robocza wersja wpisu na blog a nie książka wydana w twardej okładce (widziałem w księgarniach, sam czytałem z kindla). Mam wrażenie że styl, tak wcześniej lubiany, teraz zamienił się w parodię samego siebie. Te „stalowe rzemienie lodowatych swoich spojrzeń”... To co najmniej trzykrotne powtórzenie że kolejni uczestnicy wyprawy byli w wieku kolejnych synów Berbeki... No litości, są granice.
Oczywiście można powiedzieć że książka miała pecha. Nie dość że była druga w kolejce na ten sam temat, to jeszcze byłem niezbyt optymistycznie nastawiony przed czytaniem. Myślę jednak, że dobra pozycja mimo wszystko by się obroniła, tym jaśniej by błyszczała po mocno zaniżonych oczekiwaniach. Okazało się jednak że niesmak nie tyle pozostał, co potwierdził i pogłębił. I mocno się zastanowię przed zakupem kolejnej pozycji.
To co się stało na Broak Peak nie jest tajemnicą, a sprawa była szumna medialnie. W 2013 roku polska wyprawa himalaistów wzięła sobie za cel zimowe wejście na szczyt. Osiągają cel, ponieważ szczyt zostaje przez nich zdobyty, ale płacą za to najwyższą cenę, bo z czwórki wspinaczy tylko dwóch powróciło. Sukces okupiony tragedią.
Akcja tej książki dzieje się już po tych tragicznych wydarzeniach. Autor chce dołączyć do wyprawy w góry Karakorum, gdzie Jacek Berbeka (brat Maćka, który zginął) chce odszukać ciała Maćka i Tomka oraz sprowadzić je na dół. Autorowi zależy, żeby stworzyć relację nie tylko samych poszukiwań, ale również pokazać niebezpieczeństwa, które czekają na śmiałków oraz co czuł, przekraczając granice swoich możliwości.
Książka dzieli się na 3 części. Pierwsza dotyczy tragicznej wyprawy, teorii dlaczego Maciek oraz Tomek zginęli, przygotowań do podróży. Druga część to stacjonowanie pod górą, poszukiwanie ciał i wspominanie zmarłych. Trzecia część to najtragiczniejszy fragment, bo wczytujemy się w zapisy radiowe między kierownikiem wyprawy, a wspinaczami, którzy schodzili z góry. Oprócz tego czytamy o chorobach górskich.
Jeśli ktoś miał już styczność z książkami górskimi lub opisującymi wyprawę na najwyższe szczyty świata to nie spotka tutaj nic odkrywczego. Czytałam książkę pana Bieleckiego, który zresztą tutaj również się wypowiada, więc bardzo dużo rzeczy już na starcie wiedziałam w sprawie tej tragicznej wyprawy, wyposażenia, warunków etc. Jednak jest to inne spojrzenie na sprawę, a wnioski czytelnik już sam wyciągnie. Książkę czyta się błyskawicznie.
wciągająca przyznam szczerze, że nigdy górami i wspinaczkami się specjalnie nie interesowałam, wydarzenia opisane w książce wydarzyły się, kiedy nie obchodziło mnie nic innego niż nastoletni weltrzmerz, więc część z tego obiła mi sie o uszy, niektóre nazwiska bardziej lub mniej znałam, ale ogólnie pierwszy raz świadomie zaczęłam się sytuacją interesować. podoba mi się jak ta książka jest napisana, jak wątki i informacje się przeplatają i mimo iż wydarzenia od początku są znane, to nadal czytałam to w napięciu. jedyne do czego mogę się doczepić to występujące powtórzenia pewnych faktów, bo czasami miałam wrażenie, że autor bierze mnie za idiote, który nie zrozumial za pierwszym razem. niektóre z nich mają jednak uzasadnienie. koniec końców podobało mi się bardzo, ciekawe przeżycie, aczkolwiek nie mam też żadnego porównania, bo to moja pierwsza książka o tematyce górskiej, więc może kiedyś zmienię opinię, ale póki co piateczka dla niej, bo zachęciła mnie, żeby czytać inne książki o podobnej tematyce.
Dla mnie jest to chyba jednak najsłabsza książka Hugo-Badera - nie ze względu na temat, treść - bo są one niewiarygodnie intrygujące i ciekawe - lecz wykonanie. Mam problem z tym, że autor władował się z butami (i z kamerą) w tragedię i żałobę rodzin zmarłych himalaistów (a wiele wskazuje na to, że jedynie szef wyprawy miał tutaj coś do powiedzenia w sprawie jego uczestnictwa), po czym opisał wszystko ze szczegółami - niby delikatnie, jednak dokonał wiwisekcji bardzo świeżych uczuć. Do tego opowieść niepotrzebnie mocno uwypukla postać samego autora zamiast usunąć się w cień - mam wrażenie, że książce lepiej zrobiłaby niewidzialna narracja. Tutaj, przy tak delikatnym temacie, ego Hugo-Badera zbyt mocno wychodzi na prowadzenie. Plusem na pewno jest to, że autor nie dołącza do oskarżeń, nie szuka winnych tragedii; fragmenty opisujące historię himalaizmu polskiego, rzeczywistość wspinaczki na szczyty - są świetne, to kawał mocnego, mięsistego reportażu. Gorzej, jeżeli chodzi o język - miejscami styl jest świetny, jednak zdarzają się powtórzenia co bardziej efektownych fraz, a słynne zdanie Izaaka Babla - znak rozpoznawczy reportera ("... i oplata mnie jedwabnymi rzemykami przydymionych swoich spojrzeń...") wstawione jest kilkukrotnie na siłę. Cieniem na książce na pewno kładą się też wszystkie zawirowania wokół niej - konflikt z Jackiem Berbeką, nieszczęsny wywiad udzielony Tygodnikowi Powszechnemu, jeszcze bardziej niefortunne sprostowanie i wreszcie oskarżenia o plagiat (nieważne czy dotyczą one 3 zdań czy 20 - reporter o doświadczeniu Hugo-Badera powinien chyba jednak pewnych pomyłek unikać). Teoretycznie plusów jest bardzo wiele, jednak przez całą lekturę książki towarzyszyło mi uczucie, że podczas zdobywania materiałów, pisania ksiązki i jej promowania wyrządzono zbyt wiele krzywdy.
Nie tego spodziewałam się po tej książce. Liczyłam, że dowiem się czegoś o obu wyprawach i jej uczestnikach, ale czegoś więcej niż tylko tyle, ile można wyczytać na stronach w Internecie. Ta książka nie wnosi właściwie nic, bo nawet nie ma w niej za wiele rozmów z rodzinami zmarłego Kowalskiego i Berbeki, żadnych większych wspomnień. Podobno wynikało to z kłótni między uczestnikami, głównie Jackiem Berbeką, a reporterem. Ich spięcia są w książce i bardzo mocno czuć niechęć JHB względem Berbeki. Pozostawia to bardzo duży niesmak, bo jednak chyba nie taki miał być zamysł książki upamiętniającej tragicznie zmarłych himalaistów, gdzie to żałoba po stracie powinna grać pierwsze skrzypce. Niejasne wydaje mi się dlaczego Berbeka zabrał JHB na tę wyprawę oraz dlaczego JHB w ogóle napisał tę książkę, bo ona w takiej postaci nie powinna była powstać, bo ja nie chcę czytać o problemach reportera w dogadaniu się z ekipą lub jego trudności w aklimatyzowaniu się na dużych wysokościach. Niestety widzę tu wytłumaczenie czysto finansowe. Bardzo słaby reportaż, sklecony z ochłapów informacji, bez jakichkolwiek przypisów, bez znikomej ilości pozytywnych emocji, bez jakiejkolwiek nostalgii. Tylko tytułu szkoda...
Miałam sporo problemów z oceną tej książki. Z jednej strony - JHB, którego talentu nie da się zakwestionować, plus świetny i wciąż budzący kontrowersje temat, z drugiej - widoczne błędy, dziury w narracji, niestaranność i wyzierająca ze stron tej książki chaotyczna prowizorka. Czy zabrakło czasu na porządne przygotowania i "wygładzenie" materiału? Książka przypomina bardziej nieskładny kolaż wpisów na bloga i krótkich wideoklipów przetykanych komentarzami użytkowników (skądinąd dobrze dobranych) niż rzetelny reportaż. JHB jest wnikliwym obserwatorem, ma niezaprzeczalny dar przekuwania uczuć i wydarzeń w niezwykle plastyczne i trafiające w sedno metafory, ale nie sposób nie odnieść wrażenia, że tym razem wszystko się rozmyło - zabrakło "iskry", celowości i... odrobiny ludzkiej empatii. Całość "wciąga" i czyta się świetnie, niemal z zapartym tchem, ale mocno odczuwa się brak prawdziwego punktu kulminacyjnego, do którego czytelnik jest od początku przygotowywany. Pozycja na pewno do polecenia, ale z zastrzeżeniem, że po lekturze warto zapoznać się z relacjami każdej ze stron, by uzyskać pełniejszy obraz tamtych dramatycznych wydarzeń.
Bardzo zaskoczyła mnie ta książka. Przyznam się bez bicia - nie czytałem wcześniej reportaży Hugo-Badera. Wyszedł ze mnie totalny ignorant, ale co zrobić. Natomiast na koncie mam już przeczytanych trochę książek górskich. Ta jednak mnie miło zaskoczyła. Jest mocna. Są słowa i zdania, których bym się nie spodziewał. Bo nie wypada, bo to tabu, bo lepiej przemilczeć. Tutaj o wielu rzeczach powiedziano wprost, zadano sporo niewygodnych pytań (nie na wszystkie uzyskano odpowiedź). Przy okazji książka obala wprost obraz wspinacza - romantycznego, niezłomnego i prawego. Dobrze pokazuje, że wspinacze tak jak wszyscy ludzie - mają swoich ulubieńców i wrogów, są wśród nich ludzie prawi, jak i zwykłe sukinsyny.
Dobra, trochę krótka, ale dobra. Przy czytaniu stenogramu z radiotelefonu przeszły mnie ciary. Szczególnie, że miałem okazję poznać zarówno Bieleckiego, Małka jak i Wielickiego, a górami żyję już od lat.
Niesamowita książka, przy której czytaniu człowiek dostaje gęsiej skórki. Nigdy nie załapałam górskiego bakcyla, ale dzięki tej książce zaczynam trochę rozumieć o co w tym wszystkim chodzi i czemu ci ludzie świadomie pchają się na śmierć. Pozwala osobom niechodzącym po górach zrozumieć co to znaczy himalaizm i jak nieludzki jest to wysiłek. Odnośnie tragedii podaje suche fakty, przeprowadzając wywiady z każdym z uczestników pechowej wyprawy, jak również z ich rodzinami oraz innymi osobami z tzw. branży. W książce brak osądzania i obwiniania tych, którzy przeżyli, w przeciwieństwie do raportu PZH. Czytelnik sam może wysunąć wnioski z tego co się stało, nic nie jest podane na tacy. Gorąco polecam. Jedna z najlepszych książek, jakie w życiu czytałam... A Pan Jacek i jego dar opowiadania jest nieoceniony. To już trzecia książka tego pisarza przeczytana przeze mnie i nie mogę się doczekać następnej.
Nie lubię tematyki wspinaczkowej w książkach i zupełnie nie rozumiem zdobywania wysokich szczytów zimą. Dlatego na warsztat wziąłem nazwisko, któremu ufam - „Długi film o miłości. Powrót na Broad Peak” Jacka Hugo-Badera. I to był strzał w dziesiątkę. Autor nie tylko przybliża kulisy tragedii z 2013r., ale sam decyduje się wziąć udział w wyprawie po zaginionych, razem z ich najbliższymi, żeby na własnej skórze doświadczyć tego, co czuli uczestnicy tragicznej wyprawy. Świetnie napisany reportaż, pisarz nikogo tu nie ocenia. Każdy ma możliwość przedstawienia swojej wersji, z kolei osoby, które nie chcą się wypowiadać są nieobecne w tej książce. Po tej lekturze mam poczucie, że każdy wspina się samotnie, a taka wyprawa to głównie walka o przeżycie (dosłownie) i walka z samym sobą. Ktoś w książce powiedział, że „można być jak Kukuczka i zdobyć czternaście ośmiotysięczników, ale po co?” No właśnie, po co?
Ten Jacek to potrafi! I wkręcić się na wyprawę i przekonać (mniej lub bardziej) do siebie uczestników wyprawy, i zrobić z tego materiału kawał dobrej książki, którą się czyta jednym tchem, z lekkim niedowierzaniem, że to wszystko wydarzyło się naprawdę. Do przeczytania koniecznie dla wszystkich, którzy nie twierdzą, że starli zęby na internetowych dyskusjach o himalaizmie.
Dobry reportaż o kontrowersyjnym temacie. Teraz nawet bardziej kontrowersyjny w związku z artykułami o plagiacie z Tygodnika Powszechnego. JHB jest świetnym reporterem, który uniósł temat. Ale oczywiście na swój sposób.
Od kilku lat szalenie pasjonuje mnie literatura wysokogórska. Odczuwam jakąś dziką przyjemność zaczytując się w historiach ludzi gór - zwłaszcza Polaków - którzy mają odwagę i siłę, aby wychodzić w góry, w których już same warunki atmosferyczne panujące na wysokości zabijają.
Raptem kilka, kilkanaście tygodni temu zakończyłam lekturę ksiązki reportażowo-biograficznej autorstwa Bartka Dobrocha i Przemysława Wilczyński zatytułowaną po prostu "Broad Peak". Zrobiła na mnie piorunujące wrażenie i bardzo chciałam przeczytać na temat tragicznej wyprawy z 2013 roku jeszcze więcej.
Sam opis książki niesamowicie zachęcał. Oto bowiem doświadcozny reporter wyrusza pod górę z rodziną dwójki zmarłych wspinaczy. Jacek Berbeka, brat zmarłego Macieja, planuje odnaleźć na szycie ciała i należycie je pochować. Niekoniecznie stosując czyste gierki - do czego od razu się zresztą przyznaje - Jacek Hudo-Bader ma niepowtarzalną okazję przeżywania tej eskapady wraz z bliskimi ofiar. Przeprowadza wiele dłuższych i krótszych rozmów. Nie tylko z tymi, którzy wyruszają na wyprawę poszukiwawczą, ale i z himalaistami, którzy brali udział w zdobywaniu góry rok wcześniej.
Autor miał ciekawy zamysł na książkę, ale kompletnie mu on nie wypalił. I odpowiedzialne są za to według mnie dwie przyczyny.
Po pierwsze, Hugo-Bader miał wyjątkowo skąpy materiał. Książka, która w założeniu miała opierać się na relacjach bliskich ofiar, na opowieściach tych, którzy wyruszyli po ciała Maćka i Tomka jest tych opowieści praktycznie pozbawiona. Autor sam często powtarza (w ogóle, powtórzenia fraz i informacji jest nagminne i potrafi zirytować), że jego rozmówcy nie byli mu w stanie zuafać. I nie ma się co dziwić, bo nie mieli na to praktycznie czasu. Ciężko wymagać od ludzi w żałobie, by ot tak otworzyli się przed obcym człowiekiem, który na dodatek jest reporterem i wiadomym jest, że ich słowa upubliczni.
Po drugie, książka napisana jest na szybko. Autor pisze co mu ślina na język przyniesie, byleby tylko liczba stron się zgadzała. Gdzieś pojawia się wzmianka o jakimś filmie, którego w sumie nie ma, ale książka wypchana jest pourywanymi kadrami nakręconymi czy może wymyślonymi przez Hugo-Badera. To wprowadza chaos do historii i często ciężko się połapać, o kim jest mowa. I z kim.
Do tego wydaje się, jakby Hugo-Bader na siłę starał się być kontrowersyjny. Nie chce trzymać żadnej ze stron, wiec podpuszcza tak Adama Bieleckiego i himalaistów jemu przychylnych, jak i rodzinę Maćka i Tomka. Czasem wychodzi to karykaturalnie, czasem żałośnie. A zazwyczaj po prostu niepotrzebnie.
Podsumowując, nie podobało mi się. Czytało się szybko, ale wątpię, żeby ta lektura została ze mną na dłużej. Na pewno nie zachęciła mnie też do tego, by sięgnąć po inne reportaże Hugo-Badera.
Sięgnąłem po ta książkę, żeby zrozumieć co ludzi pcha w strefy śmierci i czy w himalaizmie jest coś więcej niż tylko pogoń za ‘wpisywaniem się na karty historii’. Dla mnie nie ma. Sport ekstremalny w którym nagroda i chwila chwały są stawiana na szali z własnym życiem. To nie jest sport jak każdy inny. Równie krytycznie patrzę na idee wspinaczki wysokogórskiej w zimie. W ludzkiej naturze jest chęć odkrywania nowych rzeczy i przekraczania granic. W momencie, kiedy wszystkie góry w sezonie są już zdobyte to… można je zdobywać w zimie… a następnie bez użycia tlenu, bez raków, idąc wspak, w T-shircie itd. W pewnym momencie granica pomiędzy sportem a chęcią ustanowienia kolejnego rekordu Guinnessa się zaciera. Książka o górach, więc czytało się przyjemnie, tym bardziej jeżeli jest to sprawne pióro JHB. A to wszystko jest polane sosem współzawodnictwa, skłócenia środowiska alpinistycznego w Polsce i niezdrowej rywalizacji. Motywacja bohaterów książki do zabrania autora jest dla mnie niezrozumiała. Z jednej strony chcieli w spokoju uczcić pamięć zaginionych a z drugiej latali od radia do radia, żeby zebrać środki na wyprawę i informować o progresie. JHB jest reportażysta nie himalaista. Było o tym wiadomo od początku wyprawy. Stawianie zarzutów ze nie był obyty ze wszystkimi zwyczajami i czasami zachowywał się jak turysta jest niezrozumiale. Autor jest odtrącony przez większość uczestników grupy co powoduje ze niektóre fragmenty książki wydają się zdawkowe i pominięte. Opis ataku szczytowego, żeby odnaleźć ciała i je pochować to raptem kilka stron. Apetyt nie został zaspokojony. Z tego tez powodu można odnieść wrażenie ze autor jest bardziej obecny od bohaterów, którzy niechętnie zgadzają się na wywiady i rozmowy z dziennikarzem.