W lepszy czas ta książka nie mogła trafić - gdy dwóch pajaców, w taki dzień!, obrzuca błotem swojego poprzednika, warto by "polskość" przejrzała się takim warmijskim zwierciadle. Recz absolutnie obowiązkowa.
Tym razem najlepsze będą cytaty:
- "Być mniejszością. Jeśli być kimkolwiek, to tylko przedstawicielem mniejszości. Nigdy większości, nigdy. I tego się trzymam, choćby mniejszość miała być jednoosobowa."
- "Przynależność narodowa zwierząt jest absurdem, ale i ludzka coraz bardziej mierzi. Dziewiętnastowieczny pomysł na segregowanie ludzi, na ich zbieranie w te ideowe kupy, od razu śmierdzi zabijaniem, już z daleka. Dziwne, że się tak długo utrzymał."
- "Sompś. Jedno z najprzyjemniejszych warmińskich słówek, jakie poznałam. Oznacza samotnika, odludka."
Pamiętam jak w ostatnich dniach tamtego sierpnia wracałem od dziadków, ze swojej "Warmii" - z lasów parczewskich. Ducha kolejnych miesięcy zbyt dobrze pamiętam, nie odnajduję go ani trochę w endeckiej paplaninie, pożal się Boże... "prezydentów", ale odnajduję w tej wspaniałej opowieści.