nie wiem czy ta książka-afirmacja-poradnik-recepta jest wystarczająca.
po bardzo solidnym i dobrym wprowadzeniu do wywodu filozoficznego na temat "najważniejszych gałęzi" życia czytelnik otrzymuje solidne, aczkolwiek w niektórych miejscach słabo merytoryczne przemówienie, namawiające nas do określeń zaczerpniętych z przemów mistycznych coachów i szamanów, "musisz/masz coś zrobić... " chwilę po rozdziale, w którym autor twierdzi, że w sumie nic nie muszę robić, a wręcz przeciwnie, "mam nic nie robić". do innych określeń należą zwroty "uzdrowi cię", "zmieni cię", choć tak naprawdę nie wiemy, czy jesteśmy na coś faktycznie chorzy lub czy mamy się zmienić. takich błędów logicznych jest tu kilka i niestety obniżają one dla mnie wartość tej książki
o ile Ryszard Kulik popiera sporo swoich wniosków na temat obecnej kultury pracy, dystansowania się badaniami to w miejscach, w których jego opinie na temat tego co należy robić (lub nie robić lub robić "nic"), opinia jest tylko i wyłącznie opinią, niepopartą faktami lub badaniami, a reklama swojej fundacji, jako drogi do "uzdrowienia" jest moim zdaniem banalnym zaprzeczeniem i godzi w czytelnika po tym, co przeczytał w poprzednich rozdziałach.
warto natomiast docenić te fragmenty, w których autor pokazuje ogromną erudycję, znajomość najnowszych badań i metaanaliz, w szczególności jest to rozdział o oddechu. bibliografia liczy tu ponad 100 pozycji, które są niezwykle ciekawe. i te właśnie fragmenty wypadają w tej książce najlepiej. poparte wiedzą naukową, opiniami, fragmentami tekstów literackich, perłami, znalezionymi we współczesnej wiedzy, filozofii i kulturze, z których utkany jest piękny materiał, który można założyć na siebie i przyjąć. dobrze czyta się również te fragmenty, które dr Kulik bazuje na swoich własnych doświadczeniach, rozmowach i wyciągniętych z nich wnioskach. na plus również obszerna lista polecanej literatury. wcześniej wspomniany początek również zasługuje na pochwałę. nawet osoba, która nie lubi się z naukami ścisłymi jest w stanie się w nim odnaleźć i zaufać autorowi na tyle, żeby płynąć w tym manifeście dalej.
wielka szkoda, że cała ta książka taka nie jest i niektóre, moim zdaniem równie ważne tematy ograniczają się do raptem kilku akapitów, jak na przykład kwestia jedzenia, nieporównywalnie krótsza od fragmentów o emocjach lub właśnie oddechu. autor ma problem z przekonaniem nas do swojego odrębnego (a może właśnie już kiedyś wypowiedzianego?) zdania.
"Wystarczająco dobre życie" jest dobrą pozycją dla osób, które są zainteresowane współczesną psychologią "dobrostanu", szukają pozycji, w której oderwą się od szumu informacyjnego, zrozumieją podstawowe zagadnienia z psychologii emocji, które odgrywają tu ogromną rolę. bardzo, bardzo chciałbym dać tej książce 4/5, ale brak odrębności i odlatywanie autora wysoko, bardzo wysoko, gdzie traci merytoryczny grunt pod stopami obniża tę ocenę do 3/5.
(piszę te recenzje tylko i wyłącznie dla siebie, by ćwiczyć formułowanie moich myśli i krytyczne podejscie do literatury i szczerze? to super zabawa)