‘’Ludzie, którzy chcą cię kontrolować, zawsze będą ci przypominać o władzy, której nie posiadasz licząc, że zapomnisz o tej, która jest w twoich rękach”.
Na łamach tej książki nie mierzymy się wyłącznie z hordą krwiożerczych bestii opuszczające swe jamy aby ucztować na zbłąkanych wędrowcach rozsiewając po świecie jakieś demoniczne larwiątką. Ani o pozbawionych rozumu mięśniakach wywijających mieczem czy toporem w prawo i lewo. Ta opowieść jest bardziej zawiła, a kryjące się w niej warstwy pozwalają spojrzeć na historię z zupełnie innej perspektywy.
Rzut kości, parę ruchów nadgarstka, jest w stanie zmienić czyjeś życie, zaburzając bezpieczne i solidne fundamenty, odbierając wolność; wolność wyboru. Zaczynasz żyć pod dyktando, a twoje życie przestaje dłużej należeć do ciebie. Niekoniecznie to kim się urodzisz będzie miało znaczenie, ani tym bardziej kim są twoi rodzice – a załóżmy ta postaci to osławiony w legendy tragiczny bohater– to wciąż w oczach innych będziesz zwykłym potworem jak i wynaturzeniem. Płeć stanowi ograniczenie, a raczej rzeczy, które wymagane są od kobiety jak i mężczyzny w przeróżnych kulturach i całkowicie różnych zakątkach świata decydują o tym kim możesz się stać lub kim musisz się stać.
‘’Łatwo jest patrzeć wstecz i oceniać, trudniej patrzeć w przyszłość”
Gdy w grę wchodzi zmierzenie się z Alagai Kai, jak i resztą piekielnej rodzinki Otchłańców a do pomocy masz jedynie dość nieliczny oddział składający się z twoich braci włóczni, rodziny jak i przyjaciół, oraz wściekłego wujka po siłowni, to co może pójść źle? Tym bardziej jeśli w ciemnej godzinie zaczynasz ufać swym towarzyszom zawierzając im swoje życie, bo wróg zbiera coraz większe żniwo, przyjaciel staje się wrogiem i wiesz, że nawet twój umysł potrafi cię zwieść.
Pamiętasz jeszcze, że historia rozgrywa się w przeciągu paru miesięcy, a bohaterowie to praktycznie dzieci (no dobra nastolatkowie)? Chyba tylko Brett potrafi napisać tak wyrafinowaną książkę, w której dorastanie, burza hormonów nastolatków nie przypomina „Wrednych dziewczyn” czy tych legendarnych scen wyjętych z bractw. Kocham jak ta historia skupia się na tym czym powinna, czyli kreacji bohaterów, świata jak i gorączkowych scen walk. Nie chcę wdrażać się w poszczególny opis postaci i tego co wyniosłam po bliższym zapoznaniu z nimi, to wciąż zbyt świeży temat, a Peter dawkuje informacje, z którymi dzieli się z czytelnikiem. Operujemy wciąż na może, prawie lub kiedyś, wszystko działo się w dość wielkim chaosie aby móc powiedzieć tak to jest to co lubię.
„Jesteś tym kim, przeznaczono ci być”.
Na tę chwilę nie wiem dokąd zmierza ta historia, praktycznie od początku motyw drogi, walki, poznawanie swojego ciała, swoich możliwości czy odkrywaniu pokładów siły. Nie ukrywam, ale ten tom posiada w sobie dość nierównomiernie rozłożoną akcję, momentami działo się dużo, ale w rzeczywistości fabuła skupiała się na dworskich intrygach, maskach pod którymi kryją się ludzie, czy potworach, kiedy to powodzenie swej misji stanowiło dla nich cel. Olive uczy się zastępować matkę, Darin sam jeszcze nie wiem kim jest i jak ważną rolę odgrywa.
Rozwlekłe i długie dialogi, z każdym i o wszystkim, tu rodzic łoi skórę dziecku, tu kwestia wychowania, bitki i walki o honor, a do tego szycie munduru przez Olive i zmienne humorki Darina kryjącego się w każdej szczelinie w poszukiwaniu ciszy i spokoju. Irytująca Selen, dzieci Bezpalcego, które pragną uwagi. Zbyt gładko coś to wszystko idzie, stąd towarzyszą mi wątpliwości, jak i frustrujące jest czekanie na odpowiedzi. Ile czasu musi minąć aby bohaterowie ruszyli tyłek i poszli szukać rodziców? Tak samo czuję się po skończonym ostatnim odcinku Rodu Smoka.
Brett poświęcił niemałą ilość stron, aby zwrócić uwagę czytelnika na nierówność płci, wynikających ze stereotypowego podejścia do przeróżnych spraw, jak kobieta to tylko w domu, a facet to za broń i walczyć. Dlatego autor podkreśla, że usilne wpychanie ludzi w role, które nie są im pisane jest złe. Do tego dochodzi kwestia rozterek miłosnych, zakazanego uczucia, czy traktowania drugiej strony w kategorii nieodpowiedni dla mnie. Aczkolwiek, nie ukrywajmy ukazane jest to w ciekawy a nawet zabawny sposób. Najbardziej daje mi do myślenia kwestia wiary, wręcz momentami ślepego oddania bogu, który w czarną godzinę odwraca wzrok, czy w którego imię popełniane są okrutne czyny. Nie jest to wybitnie najlepszy tom, ale dla fana, miłośnika autora to nie zaszkodzi. Zresztą pamiętajmy, że historia została ucięta w połowie, to zawsze ta druga część ma do zaoferowania najwięcej.