Kolejny tytuł spod lekkiego pióra Jacka Piekary, który jednak nieco zawodzi na całej linii. Być może dlatego, że w krótkim czasie zdążyłem przeczytać jeszcze dwa poprzednie tomy, więc widzę schematy, jakimi kieruje się autor. A to zaczyna być niestety mocno powtarzalne, kiedy w środku lektury już wiesz w jakim kierunku potoczy się całość.
I jeżeli miałbym wskazać spośród tych dziewięciu tytułów w świecie inkizytorskim, to ten właśnie omawiany będzie najbardziej zbędną pozycją, jaką trzeba przeczytać, aby poszerzyć sobie wiedzę na temat tego niepokojącego, brudnego i ciekawego świata, gdzie quasi-średniowieczną Europą rządzi religia, z papistami i Świętym Inkwizytorium na czele. I to bodajże pierwszy tom, gdzie autor kończy zabawę w okruszki i nie zapewnia nam nic nowego.
Znów obserwujemy uczącego się Mordimera, który po ostatnich wydarzeniach trafia do Hezu, gdzie służy u jednego z pośledniejszych inkwizytorów. nie mając żadnego przydziału i oczekując na coś do roboty. W tym tomie mamy dwa opowiadania. Pierwsze, zatytułowane "Wiewióreczka" ukazuje jak Madderdin robi za wichrzyciela i ma zebrać dług z bardzo upartego jegomościa, który jednak okazuje się bardzo ciekawą personą, grającą na nosie nawet znamienitemu Słudze Bożemu.
Nie ma tu nic nowego, chociaż cała intryga jest sprawnie napisana i może w kilku fragmentach bawić. Potem przechodzimy do tytułowej historii pt. "Głód i pragnienie" od której oczekiwałem treściwszej części tej książki. Dostałem to co zawsze, tyle że pozbawione drobiazgów, które rozwijały by lore tego świata. Znika córka bogatego kupca, więc ten zleca odnalezienie dziewczyny. Jednakże sam zleceniodawca już od samego początku podkłada Mordimerowi kłody pod nogi. Śledztwo prowadzi do innego kupca, który ma kilka sekretów, a które doprowadzą Inkwizytora na trop jeszcze czegoś dużo gorszego.
Mamy tu kobietę, która wręcz z radością oddaje się bohaterowi, aby ten błysnął, jakim ogierem jest. Mamy śledztwo, które idzie jak po nitce z motywami, więc nie trudno domyślić się zakończenia, jak zostają odnalezione czyjeś zwłoki. Mamy bohatera, który jest sarkastycznym hipokrytą. Dorobkiewiczem, ale którego nie ma miłości, bo celem jest kariera. Piekara daje nam też w końcu postaci z jego najwcześniejszych czterech odsłon serii, więc wypadałoby się cieszyć?
Właśnie, że niestety nie. Bo te postacie są wprowadzone co prawda odpowiednio, ale ich droga do zacieśnienia relacji z bohaterem cyklu jest mało realna. Coś się dzieje w zasadzie na pstryk palca i takie rozwiązanie popsuło mi te relacje. Najbardziej niepotrzebna odsłona serii.
Na regale leży zakupiony jakiś czas temu "Kościany galeon" i sobie trochę odczeka, abym nieco odwykł od stylu Pana Piekary. Proza autora potrafi zachwycić, ale gdy ją się odpowiednio dawkuję. Szkoda tylko, że autor wyraźnie odcina na tym etapie kupony od marki, jaką stworzył. Ze strony finansowej rozumiem, jako fan jednak czuję się zawiedziony.