Pierwsza, krótsza część, obejmuje ponad 300 lat. Narracja budowana jest wokół m.in. postaci Bohdana Chmielnickiego, Mazepy, Piotra Wielkiego, carycy Katarzyny i Potiomkina, Gogola, Szewczenki, Petlury i Bandery. Uwzględniona jest głównie perspektywa polityczna, związana z niezależnością od Rzeczpospolitej/ Rosji i podporządkowaniem ziem Ukrainy.
Druga, najdłuższa część, referuje historię niepodległej Ukrainy od roku 1991 do wybuchu wojny w 2022. Narracja postępuje kadencjami kolejnych prezydentów: Krawczuka, Kuczmy, Juszczenki, Janukowycza, Poroszenki, Zełenskiego. Sporo miejsca - obok ciekawie opisywanych relacji ukraińsko-rosyjskich na szczeblu prezydentów i najważniejszych, najbardziej wpływowych polityków obu krajów - zajmuje wątek kariery Zełenskiego jako komika i gwiazdy tv. Przy czym historia polityczna Ukrainy nie spina się z tym wątkiem, ich sąsiedztwo jest oparte jedynie na chronologii, zestawione są mechanicznie.
Opowiada to dziennikarz Rosjanin, który większość polityków, o których pisze, poznał osobiście i rozmawiał z nimi. Książkę kończy pisać w październiku 2022. Jego motywację napisania tej książki dobrze wyjaśnia epilog, który dla zainteresowanych tu przytaczam:
Epilog
24 lutego, w pierwszy dzień wojny, około 140 milionów ludzi obudziło się pozbawionych przyszłości, jaką mieli przed sobą jeszcze poprzedniego dnia. Wszelkie plany, wszelkie marzenia zostały tego ranka pogruchotane. I to nie przez kaprys jednego człowieka. Pochłonęło je imperium.
Nie wszyscy jeszcze zdają sobie z tego sprawę. Wielu wciąż jest otumanionych, pijanych świetnością imperializmu.
Paliliśmy ten narkotyk przez wieki, karmiąc naszą własną próżność. Mit wielkości wciskano nam do gardeł, wstrzykiwano nam do żył – i nas odurzał. Uciekaliśmy od rzeczywistości, przestawaliśmy dostrzegać, co się dzieje wokół nas, postradaliśmy naszą empatię i ludzkie oblicze. Czas odstawić towar. Bo stanowimy zagrożenie dla innych i dla nas samych.
Imperialne dzieje to nasza choroba, to coś z natury uzależniającego. A syndrom odstawienia będzie bolał. Lecz nie da się tego uniknąć. Musimy powrócić do rzeczywistości i zdać sobie sprawę z tego, co zrobiliśmy.
Musimy tę lekcję odrobić. Przestać wierzyć w naszą własną wyjątkowość. Przestać czerpać dumę z naszego rozległego terytorium. Przestać uważać się za szczególnych. Przestać wyobrażać sobie nas samych jako centrum świata, jego sumienie i źródło duchowości. To wszystko banialuki.
Musimy pozbawić państwo prawa narzucania nam swego własnego oglądu przeszłości. Musimy zakasać rękawy i dokonać całkowitej reinterpretacji naszych dziejów czy też raczej dziejów narodów, które padły ofiarą imperium. Musimy przyjrzeć się historii tych, którzy przez wieki żyli w Rosji, których przez wieki gwałcono i mordowano, ból uśmierzając morfiną imperializmu. Podawaną przez władców, którzy nigdy nie wahali się przed zwiększeniem dawki.
Gdy patrzymy wstecz, dostrzegamy przerażający widok: nasi przodkowie, indoktrynowani tak, by
uważali się za zwycięzców, sami byli ofiarami. Zmuszano ich do tego, by zabijali, by czerpali radość z zabijania, by zabijanie napawało ich dumą. I byli w tym dobrzy. Byli dumni, byli odurzeni, pisali piękne wiersze, piosenki i książki opiewające krew i przemoc, gruchotanie kości. I zapomnieli, że była to ich własna krew i ich własne kości.
Ma się rozumieć, nie tylko Rosja jest tym narkotykiem odurzona. Dotyka to wszystkich imperiów. Ale one muszą poradzić sobie same. My ich nie uleczymy, my musimy uleczyć sami siebie. To my jesteśmy winni wobec Ukraińców, Polaków, Finów, Gruzinów, Kazachów, Kirgizów, Uzbeków, Tatarów, Kałmuków, Tunguzów, Jakutów, Buriatów, lista się ciągnie i ciągnie.
To moja wina, że nie zrozumiałem tego wcześniej. Jestem winny wobec Nadii, a także wobec Mustafy, Sierioży, Antona, Sewgil, Koli, Swiety, Niki, Nataszy i innych przyjaciół, a także wobec ludzi, których nie znam, a którzy żyją teraz w Ukrainie pod rosyjskimi bombami.
Lecz teraz imperium już na zawsze zostało wyekspediowane do przeszłości. Niektórzy mogą uważać, że jeszcze za wcześnie, aby to stwierdzić. Ależ nie, nie jest. Przyszłe pokolenia Rosjan będą z przerażeniem i wstydem pamiętać wojnę rozpętaną przez Putina. Będą się dziwić, jak archaiczna pycha zdołała zawładnąć umysłami ludzi w XXI wieku. I nie podążą tą samą ścieżką, o ile my, ich przodkowie, przyjmiemy na siebie dzisiaj karę.