Rzadko sięgam po książki traktujące o drugiej wojnie światowej i Zagładzie. Boję się mocnych wrażeń, jakie może wyzwolić we mnie taka lektura, i nie specjalnie umiem o takich książkach pisać.
Czasem jednak robię wyjątek — i takim zdarzeniem było przeczytanie Muzeum oprawców i bohaterów Simona Strangera. To powieść opowiadająca historię dwóch rodzin, z których jedna ucieka przed strasznym losem i składa swoje życie w ręce drugiej, mającej umożliwić im przetrwanie.
To mroczna lektura, dotykająca najmroczniejszych kart historii XX wieku, osadzona w Norwegii. Dla autora musi być bardzo emocjonalna, bo opisuje osoby i fakty związane z rodziną swojej żony.
Wspomnienia, pamiątki i zdjęcia z tamtych czasów otwierają każdy rozdział i wraz z opowieścią pisarza tworzą coś na kształt muzeum — takiego, którego eksponaty nie pozwalają zapomnieć.
To proza wywołująca napięcie i głęboki smutek. Pokazuje, że w ekstremalnych czasach nie można ufać nikomu i że bohaterowie mogą stać się oprawcami.
Dlaczego tak się dzieje? Tego dowiecie się, sięgając po tę powieść.
Splecione są tu nie tylko losy norweskich rodzin, ale też nastroje i emocje towarzyszące postaciom — i, choć może słabiej, udzielające się czytelnikowi.
To bardzo dobra książka, spoza mojej czytelniczej strefy komfortu, ale cieszę się, że ją przeczytałem. Mogę ją z czystym sumieniem polecić.
Za egzemplarz dziękuję @wielkalitera