8/10
Ilekroć przypadkiem natrafiałem na "Meira Ezofowicza" myślałem sobie: "Powieść Elizy Orzeszkowej o Żydach? To nie może być ciekawe!" A jednak było. Wystarczy tylko przebrnąć przez niezbyt zachęcający do dalszej lektury wstęp, by dostać historię, choć bardzo prostą, naprawdę poruszającą.
"Meir Ezofowicz", podobnie jak "Marta" tej samej autorki, również posiada znaczne znamiona powieści tendencyjnej. Jednakże tendencyjność w tej powieści Orzeszkowej jest znacznie bardziej subtelna i mniej rażąca w oczy. Historia tytułowego Meira, żydowskiego młodzieńca będącego potomkiem zamożnego rodu kupieckiego z Szybowa, oraz jego konfliktu ze starszyzną wioski nabiera w powieści charakteru paraboli o odwiecznej walki zacofania i ciemnoty z mądrością i oświeceniem. Będący powieściowymi antagonistami Todrosowie, sprawujący władzę religijną w Szybowie, przed wiekami wprowadzili Kabałę do nauczania. Sprzeciwiał się temu Michał Senior Ezofowicz, który wolał podążać za naukami Majmonidesa i czerpaniem z dorobku Arystotelesa i innych świeckich, nie-żydowskich nauk. Widać więc, że pisarka z pomocą żydowskich badaczy bardzo zagłębiła się nie tylko w obyczajowość polskich wyznawców judaizmu, ale też konflikty religijno-ideologiczne pomiędzy poszczególnymi sektami, dzięki temu powieściowy konflikt nabiera znacznego prawdopodobieństwa.
Podłożem fabuły jest wspomniana różnica zdań na temat rozwoju, ale akcja podąża za Meirem próbującym odnaleźć swojego miejsce na ziemi. Choć dobrze mu się żyje w Szybowie i dzięki swoim przymiotom (altruizm, umiłowanie prawdy, miłosierdzie do bliźniego) jest lubiany przez wszystkich, pozostaje marzycielem pragnącym od życia znacznie więcej niż zgłębianie nauk Talmudu. Pragnie posiąść wiedzę, by za jej pomocą czynić dobro. Poszukujący mądrości Meir, choć może się wydawać przeidealizowany przez nasuwające się skojarzenia z Chrystusem, pozostaje jednak realnym bohaterem z krwi i kości. Dzięki temu łatwo podążać za Meirem, wczuć się w jego sytuację i mu sprzyjać w jego walce z zacofaniem i poszukiwaniu mądrości.
W powieści autorka podejmuje się także studium małej żydowskiej społeczności, zapełniając ją różnorodnymi postaciami od kupców i rabinów, po nędzarzy i wyklętych karaimów. Rytm opowiadanej historii, choć niestety wciąż bardzo prostej, jest jednak doskonały. Orzeszkowa stopniowo wprowadza na karty kolejnych bohaterów, dzięki czemu łatwo się odnaleźć nawet wśród licznych członków społeczności i samego rodu Ezofowiczów. Dyskusje o religii żydowskiej czy różne ludowe opowieści stanowią przerywniki pomiędzy faktyczną akcją, za którą podąża się bez większego problemu. Zaś kultura zaprezentowana przez autorkę jest na tyle odmienna od tego, co znamy w kulturze chrześcijańskiej, że "Meira Ezofowicza" czyta się ją momentami jak fantastykę o fikcyjnych ludach lub baśń o specyficznym klimacie. Ciekawe są zwłaszcza charakterystycznie dialogi, wystylizowane na wręcz śpiewną mowę Żydów, a także samo podłoże konfliktu religijnego pomiędzy zwolennikami Kabały a nauk Majmonidesa.
Oczywiście, powieść Orzeszkowej zachwyci przede wszystkim osoby zainteresowane obyczajowością i wierzeniami żydowskimi. Dla nich czeka w "Meiru Ezofowiczu" prawdziwa uczta. Gdyby powieść rozszerzyć i stworzyć z niej epicką sagę rodzinną rozgrywającą się na przestrzeni kilku pokoleń Ezofowiczów, mogłaby to być powieść mająca zadatki wybitności. Historia rodu jest jednak zaledwie zarysowana, ale na tyle ciekawie, że pozostawia poczucie niedosytu. Nie wiem jednak czy Orzeszkowa by podołała takiemu zadaniu. Wiem jednak, że stworzenie parabolicznej opowieści z baśniowym wręcz klimatem wyszło jej znakomicie, tym samym "Meir Ezofowicz", choć nieoceniany przeze mnie szczególnie wysoko, jest jednym z moich największych czytelniczych zaskoczeń w tym roku.