W "Spotkaniu" Kundera prezentuje wielkich świata kultury i ich dzieła - zachwyca się, dyskutuje, czasem się z nimi kłóci. Nie znałam Kundery - eseisty, ale cieszę się, że go poznałam.
Fizyczność i bebechowatość malarstwa Bacona dialoguje tu z rozstrojem jelitowym przesłuchiwanej dziewczyny. Dostojewski odsłania świat śmiechu bez humoru. Wzniosłe piękno śmierci psa u Céline'a obok farmerów z islandzkiej powieści, którzy obserwują się przez lornetki, by nie czuć samotności. "Tworki" Bieńczyka, który jest tłumaczem tej (i nie tylko) książki Kundery. Muzyka Janáčka wpisana w geny estetyczne autora...
Szczególnie cenne wydają mi się refleksje o literaturze jako takiej, o tym, że historia literatury jest "patchworkiem skrojonym z urywkowych obrazów, które czystym przypadkiem każdy z tysięcy czytelników dla siebie wytwarza". Bo przecież ilu czytelników, tyle opinii, dla jednych mistrzostwo, dla innych ledwie przeciętność, a co ciekawe, oceny mogą zmieniać się jak w kalejdoskopie. O tym jest najlepsza część, "Czarna lista...", w której wychodząc od manifestu Apollinaire'a, w którym artysta rozdawał innym twórcom "g*wna" i "róże", Kundera rozważa, jak płynna może być granica między tymi trofeami...
Tom kończy świetna analiza dwóch utworów Malapartego, która przekonała mnie, by "Skórę " znacznie przesunąć w kolejce stosu "do przeczytania ".