Kiedy i jak powstał nasz świat; co zdeterminowało aktualny wygląd Układu Słonecznego (US)? Ciekawym takich pytań, proponuję podróż w czasie, by prześledzić ostatnie 4,5 mld lat ewolucji niewielkiego obszaru jednego z ramion spiralnych niczym nie wyróżniającej się galaktyki. To opowieść o budowaniu się z pyłu, dostępnego po wybuchu dawnej supernowej, kawałek po kawałku świata błękitnej kropki i jej 'koleżanek' korzystających z dobrodziejstw powstałego w centrum Słońca.
Na polskim rynku wydawniczym ukazuje się niedużo książek z nauk ścisłych, które pokazując aktualny front badań, trzymają się bardziej naukowego języka, przy czym nie są czystymi podręcznikami akademickimi. Do takich książek należy zaliczyć pracę „Od pyłu do życia. Pochodzenie i ewolucja Układu Słonecznego” dwóch autorów – astrofizyka planetarnego Johna Chambersa i pisarki specjalizującej się w astronomii Jacqueline Mitton.
Książka podzielona jest logicznie na kilkanaście rozdziałów. Początkowe buduję podstawy pojęciowe, przybliżają techniki stosowane w astrofizyce planetarnej. Trochę jest o datowaniu radioizotopami i metodach analizy procesów zachodzących wewnątrz gwiazd. Dodatkowo pada kilka formalnych sformułowań, do których podczas dalszej analizy ewolucji podsystemów US autorzy się odwołują. W szczególności są to rezonanse orbitalne, moment pędu w układach dynamicznych, sposoby ogrzewania i chłodzenia materii. Na szczęście wszystko podane na tyle prosto, choć wciąż bez utraty ścisłości, że powinien sobie poradzić z nimi początkujący czytelnik. No i nie pada ani jeden wzór (choć poczytywanie tego jako bezwzględny plus byłoby jednak nieporozumieniem). W środkowej części publikacji, autorzy opisali krótko charakterystyki każdej planety. Skupili się na cechach wspólnych, pokazali różnice, by na tej podstawie wyciągać wnioski o historii ich powstania. Poznajemy 'planetarne embriony', 'strefę karmienia' i inne zjawiska, które formowały światy planetarne.
Najcenniejszą lekcją z lektury, szczególnie dla czytelnika dalekiego od codzienności pracy współczesnego naukowca, jest chyba opis sposobu prowadzenia badań. Dziś niemal nie da się uprawiać nauk inaczej niż interdyscyplinarnie, co w przypadku badania historii US oznacza łączenie licznych specjalności – geologię, hydrologię, heliofizykę, termodynamikę, astro-biologię, fizykę atmosfery, badania numeryczne czy mineralogię. Takie podejście oznacza nieuchronnie brak ostateczności pewnych ustaleń. Mitton i Chambers wielokrotnie w publikacji dają do zrozumienia co jest faktem, a co hipotezą. Choć pada sporo sformułowań w stylu ‘nie wiemy’, ‘domyślamy się’, to jednak całość pokazuje ogrom pracy, który również dzięki coraz bardziej dokładnym analizom innych układów planetarnych, pozwala zbudować obraz w miarę jednorodny. Analiza hipotez powstania Księżyca czy modele ewolucji pasa asteroid, to rozdziały pokazujące jak prowadzi się badania, łącząc teorię z obserwacjami. Autorzy prowadzą niemal detektywistyczną analizę problemów, które wciąż czekają na rozwiązanie. Niewiele w istocie wiemy o pochodzeniu pierścieni Saturna (str. 299), czy o formowaniu się planetozymali (str. 188-190) - obiektów o rozmiarach powyżej metra, które z czasem musiały zbudować grawitacyjną spójność. Bez tego elementu, nie rozumiemy, jak z drobin pyłu, dostępnych w pierwotnym dysku protoplanetarnym, doszło do uformowania Ziemi i innych planet.
Nakreślony obraz menażerii obiektów i zjawisk, pokazując front badań, uświadamia stopień skomplikowania, zniuansowania i niejednoznaczności. W tej całej złożonej układance zjawisk, autorzy odnaleźli się świetnie z popularnym przekazem. Ich język jest przystępny, a dołączony słowniczek pojęć pomaga dodatkowo w śledzeniu wywodu. Rozważania historyczne stanowią narrację służącą wyłącznie wykazaniu bądź przyczyn błędnego myślenia (jak w przypadku modelu mgławicowego Kanta-Laplace’a), bądź wynikania przyczyna-skutek w spójnym wnioskowaniu prowadzącym do aktualnego stanu badań.
Być może "Od pyłu do życia" czytelnikom, którzy oczekują wartkiej akcji, formy pobudzającej do emocjonalnego odbioru treści, wyda się nieciekawa. Nie ma w niej fajerwerków tej natury. Jest za to solidna dawka wiedzy, która tłumaczy formowanie się naszego najbliższego kosmicznego otoczenia. Trochę szkoda, że liczne zdjęcia są wyłącznie czarno-białe, ale to na szczęście jedyny minus. Pierwsze wydanie angielskie książki, to rok 2013. Polskie tłumaczenie oparto na przejrzanym drugim wydaniu z 2017, zawierającym zaktualizowany dodatek. Ponadto tłumacze w przypisach uaktualnili stan badań (głównie związany z sondami międzyplanetarnymi) do połowy 2018 roku. To duży plus.
Polecam książkę każdemu zainteresowanemu pytaniami i odpowiedziami o pochodzenie Słońca, Ziemi, Księżyca, innych planet, meteorytów, komet i asteroid.
BARDZO DOBRE - 8/10