Jan Brzechwa, born Jan Wiktor Lesman was a Polish writer of Jewish descent. He is mostly known for his contribution to children's literature as well as for his translations of Russian literature, translating works by Aleksandr Pushkin, Sergey Yesienin and Vladimir Mayakovskiy.
Wzruszające zakończenie serii o profesorze Ambrożym Kleksie. Za pomocą niesamowitej wyobraźni Brzechwa stworzył wyjątkową serię, która zachwyca od lat. Z zastrzeżeń, w drugiej i trzeciej części zbyt dużo światotwórstwa, a za mało akcji w stosunku do długości książek.
Ostatnia część słynnej trylogii o niezwykłym profesorze i jego podopiecznych. Niestety, finał tej magicznej serii okazuje się najmniej satysfakcjonujący, zarówno pod względem fabuły, jak i atmosfery. Czytając tę książkę, miałem wrażenie, że sięgnąłem po nią zdecydowanie za późno. Jako dziecko pewnie byłbym oczarowany fantazją, pomysłami i światem, w którym wszystko wydaje się możliwe. Teraz jednak to, co kiedyś czarowało, wydaje się tylko bladym odbiciem wspaniałej Akademii Pana Kleksa. Co więcej, sam Kleks w tej odsłonie bywa zaskakująco złośliwy, co odbiera mu część uroku znanego z poprzednich tomów. Mam również poczucie, że Tryumf... powstał nieco na siłę, jak „zapchajdziura”, w której Brzechwę poniosła zbyt daleko wyobraźnia. W efekcie historia bywa sztuczna i oderwana od tego, co tak urzekało w Akademii... czy nawet w Podróżach... Tamte części miały lekkość i magię, tutaj natomiast brakowało spójności i świeżości. Jako zakończenie trylogii książka niestety rozczarowuje. To szkoda, bo seria miała ogromny potencjał, by pozostawić po sobie jeszcze silniejsze wrażenie. Podsumowując: Tryumf Pana Kleksa to książka, która nie dorównuje swoim poprzedniczkom. Choć nadal można w niej odnaleźć przebłyski kreatywności Brzechwy, całość pozostawia niedosyt. Poleciłbym ją raczej tym, którzy chcą poznać całą serię dla porządku, ale jeśli ktoś szuka najbardziej magicznej i poruszającej przygody, zdecydowanie warto sięgnąć po pierwszą część.
genialny humor. jest w nim coś osobliwego i fantazyjnego, zarazem, ale te drugie określenie raczej nie dziwi. natłok szalonych tworów narzucanych przez autora wzmógł dzikie kłęby burzy w moim umyśle, na które szykowałam się od samego początku (taka sobie metafora). stawiam, że niektórych taki zabieg bardzo irytuje, natomiast mnie przypominało to moment, w którym autor wpada w niepohamowany trans i rozrzuca swoje kolorowe wizje jedna po drugiej. ubolewam tylko nad tym, że ta część nie jest jakoś szerzej promowana i znana, bo nadaje się na mroczną ekranizację, chociażby zrobienie jakiejś animacji
Nie czytałam jako dziecko, ale to i dobrze, bo w tej części Pan Kleks wychodzi na złośliwego, wręcz wrednego typa. Jeszcze lektor, którego słuchałam w audiobooku był okropny. Uwielbiam jednak Brzechwę za to szaleństwo i inteligencję, która tworzy bardzo śmieszne powiązania, sytuacje i nazwy. Naprawdę dziwi mnie, że Hollywood się jeszcze do Pana Kleksa nie dokopało :)