No dobra, powiedzmy to otwarcie – Rebelia na Arenie Dłużników upadła i sobie głupi ryj rozbiła, a jej niedobitkowie rozpierzchli się po całym świecie, niczym koraliki po podłodze.
Natomiast Ezekiel Siódmy, eks-Komornik, eks-Stwórca Świata, w tej chwili ponownie wciągnięty na krzywy ryj w skład Korpusu Komorniczego, ma o wiele większe problemy niż ubolewanie nad tym, że zamiast dzięki swojej wiedzy z przyszłości coś zrobić lepiej, to zrobił tak samo, a w sumie to nawet gorzej.
Bo wygląda na to, że cała jego (wszech)wiedza się, delikatnie rzecz ujmując, zdezaktualizowała.
Świat, podobnie jak ciasto drożdżowe, nie lubi jak do niego zaglądać kiedy rośnie, tykać go palcami i pokazywać znajomym. I wszystko wskazuje na to, że w jedynej wciąż działającej linii czasowej zrobił się przez to wszystko paskudny zakalec.
Ale to wszystko nic w stosunku do tego, gdzie znajduje się teraz Zek.
A to, gdzie się znajduje, to pikuś w porównaniu do tego z kim tam jest uwięziony.
No cóż – mamy siódmy tom trylogii, której zakończenie miało być nieodwołalne i ostateczne, więc chyba nic w tej książce nie może pójść ani zgodnie z planem, ani jakimikolwiek oczekiwaniami.
Jeśli masz jakieś prognozy co do tego, co się tu wydarzy, to spisz je sobie na karteczce, a potem się śmiej, widząc, jak bardzo się mylisz.
Nadchodzi najdziwniejszy koniec wszystkiego, jaki kiedykolwiek widział świat!
Zżyłem się z tymi postaciami, oj zżyłem. Zek i kilku innych to po prostu charaktery, które będzie się pamiętało dłuuuugo po skończeniu książki. Emocji i bicia serca tu sporo, a na końcu może nawet zakręcić się łezka. Takie książki chciałbym zawsze czytać!
Jak już ostatni tom z Zekiem i spółką stanął ma półce. Ciężko było mi się oprzeć i musiałam przystąpić do działania i przeżyć, najdziwniejszy i najbardziej memiczny koniec świata, który zafundował mi Michał Gołkowski w Komornik. Arena dłużników #4. :D
Najdziwniejszy koniec świata! No dobra, powiedzmy to otwarcie – Rebelia na Arenie Dłużników upadła i sobie głupi ryj rozbiła, a jej niedobitkowie rozpierzchli się po całym świecie, niczym koraliki po podłodze. Natomiast Ezekiel Siódmy, eks-Komornik, eks-Stwórca Świata, w tej chwili ponownie wciągnięty na krzywy ryj w skład Korpusu Komorniczego, ma o wiele większe problemy niż ubolewanie nad tym, że zamiast dzięki swojej wiedzy z przyszłości coś zrobić lepiej, to zrobił tak samo, a w sumie to nawet gorzej.
Bo wygląda na to, że cała jego (wszech)wiedza się, delikatnie rzecz ujmując, zdezaktualizowała.
Świat, podobnie jak ciasto drożdżowe, nie lubi jak do niego zaglądać kiedy rośnie, tykać go palcami i pokazywać znajomym. I wszystko wskazuje na to, że w jedynej wciąż działającej linii czasowej zrobił się przez to wszystko paskudny zakalec.
Ale to wszystko nic w stosunku do tego, gdzie znajduje się teraz Zek.
A to, gdzie się znajduje, to pikuś w porównaniu do tego z kim tam jest uwięziony.
No cóż – mamy siódmy tom trylogii, której zakończenie miało być nieodwołalne i ostateczne, więc chyba nic w tej książce nie może pójść ani zgodnie z planem, ani jakimikolwiek oczekiwaniami.
Jeśli masz jakieś prognozy co do tego, co się tu wydarzy, to spisz je sobie na karteczce, a potem się śmiej, widząc, jak bardzo się mylisz.
Nadchodzi najdziwniejszy koniec wszystkiego, jaki kiedykolwiek widział świat!
Przeżyj to sam. Na samo wspomnienie czwartego, ostatniego (chyba ;)) spotkania z Zekiem i spółką, automatycznie pojawia się banan na mojej twarzy i konsternacja, co Wam o tej książce napisać.
Bo ciężko oddać słowami, tę radochę, jaką miałam, gdy autor mrugał do mnie oczkiem i w sposób wyrafinowany nie dość, że sam natrząsał się z przedłużającej się serii, to jeszcze obsypywał mnie złotymi myślami i memami dobrze znanymi mi z Internetów.
Ciężko też powiedzieć nieco więcej o dialogach i bohaterach, bo każda wzmianka byłaby spojlerem, za który mielibyście ochotę wtrącić mnie do karceru. ;)
Mogę Was jedynie zapewnić, że akcja całego tomu, to prawdziwa petarda bez hamulców, wypełniona purpurą i brawurą oraz dialogami, które samego Michała Archanioła zwaliłyby z nóg. Samo zakończenie zaś do tych banalnych nie należy i jest dobrym zwieńczeniem całej serii.
Więc wkraczajcie na Arenę oraz przeżyjcie wraz z Zekiem i jego wesołą ekipą ten totalnie spie... koniec świata!
Michał Gołkowski doskonale wie, jak szokować i za nic mieć wszelkie świętości. Powraca Ezekiel Siódmy z nową misją. W Komorniku. Arenie Dłużników nie da się narzekać na nudę.
Zek zajmuje Tron Boga i sam nim się staje. Nie dane mu jednak jest długo cieszyć się tym stanem, bo w bramach Raju pojawia się Anioł Szemijazasz, skazany przed wiekami na wieczne spadanie i nie ukrywa, że to właśnie on powinien zajmować miejsce należące obecnie do eks Komornika. Zek nie tylko musi utrzymać swą nową pozycję ale dodatkowo postanawia zapobiec Apokalipsie, aby to zrobić musi dokładnie wylądować w punkcie Przed, w którym wszystko zaczęło się. Misja ta nie tylko napotka na spore trudności, ale nieustannie musi zmagać się z Aniołem oraz stawić czoła Archistrategowi Michałowi.
O ile w pierwotnej trylogii Komornika przemierzaliśmy połacie postapokaliptycznej ziemi, to teraz cofamy się do czasu, kiedy ten cały bałagan się zaczął. Michał Gołkowski doskonale sprawdza się w ramach powieści drogi, w której to wraz z Zekiem przemierzamy Stany Zjednoczone, docieramy do Włoch - a zwłaszcza do Rzymu. Oczywiście w pewnym momencie okazuje się, że należy ruszyć dalej. Towarzysząc byłemu Komornikowi ponownie nie zabraknie sporej dawki adrenaliny, a może nawet jest ona zdecydowanie w większym stopniu niż wcześniej. Wraz z nim i grupką nowych towarzyszy obserwujemy świat, w którym absolutnie nie mielibyśmy ochoty znaleźć się na prawdę. To świat pełen przemocy, zdrady, fanatyzmu i okrucieństwa. Ostrożność jest potrzebna na każdym kroku i pod żadnym pozorem nie wolno zaufać Świętym, bo bardzo szybko potrafią przysporzyć nie lada problemów. Szybko okazuje się, że w momencie końca świata wszystkie drogi prowadzą do Rzymu. To w Wiecznym Mieście przebywają dłużnicy w miejscu zwanym Areną Dłużników. Życie w niej składa się z ciągłych ćwiczeń i walk gladiatorów. To miejsce znane Górze, ale jakoś specjalnie nie przejmuje się ona nim. Do czasu.
W Komorniku. Arenie Dłużników na nowo pojawią się znane z wcześniejszej trylogii postacie, jednak ukazane w dość intrygujący sposób. W obecnym sequelu non stop jesteśmy zaskakiwani. O ile poprzednio akcja była powolna, to mam wrażenie, że teraz zdecydowanie od samego początku przyspiesza. Staje się dynamiczna, nieoczywista i wszystko zmienia się niczym w kalejdoskopie. Całość dąży do tego decydującego momentu. Chwili, w której porządek ustalony przez anielskie istoty zachwieje się, a słudzy postanowią zrzucić jarzmo. Równocześnie zdajemy sobie sprawę w jakim kierunku zmierzamy i że od raz podjętej decyzji nie ma odwrotu. Tego nie da się zatrzymać, a konfrontacja jest nieunikniona. Początkowo pod względem obrazoburstwa i bluznierczości Michał Gołkowski złagodniał, jednak to tylko pozory i tak, jak w wcześniej, tak teraz nie jest to pozycja dla osób wrażliwych na tle religijnym. W Arenie Dłużników warstwa ta nabiera nowej formy. Motywy biblijne ograniczone są do niezbędnego minimum, a ostrzu ironii poddana zostaje ślepa religijność. Przy czym w jednym momencie przekroczone zostaje poczucie dobrego smaku.
Dopiero w kontynuacji przygód Ezekiela Siódmego uzmysławiamy sobie, że pod płaszczem rozrywki ukryte zostają istotne kwestie dotyczące despotyzmu politycznego i zniewolenia człowieka. Sprowadzenie go do podrzędnej roli, a jego życie jest w oczach dyktatora bez znaczenia. Obserwujemy, jak ślepe posłuszeństwo staje się prawem. Po ulicach pełno sługusów nowego reżimu. Powstają obozy, do złudzenia przypominające nazistowskie miejsca kaźni. Gołkowski wykorzystując temat apokalipsy ostrzega czytelnika, wzbudza czujność i nieustannie stawia pytanie dokąd zmierzamy, dokąd zmierza świat.
Komornik. Arena Dłużników nie tylko dorównuje pierwotnej trylogii, ale mam wrażenie, że jest zdecydowanie lepsza. Nie radziłbym jednak zaczynać tego cyklu, bez znajomości wcześniejszej serii. Pełno bowiem spoilerów do tamtych tomów. Michał Gołkowski ponownie bryluje ciętym językiem i czarnym humorem. Aż żal żegnać się z Zekiem i jego ekipą.
Gdy Zek budzi się na początku czwartego tomu Areny Dłużników czytelnikowi może się wydawać, że obecna sytuacja bohatera jest gorzej niż opłakana i nie da się z niej wyjść obronną ręką. Spokojnie, spokojnie! Może nie zaraz obronną ręką, ale jak jesteś komornikiem i bogiem jednocześnie, to jakieś tam skille masz, a przede wszystkim - znajomości. Po tym jak rebelia w Wiecznym Mieście rozsypała się w drobny mak, Zek skupia się na tym, żeby choć częściowo przywrócić ustawienia fabryczne na Ziemi. Przemierza setki kilometrów, kilka razy ląduje w tarapatach, z których mało kto wyszedłby cało, a do tego… udaje mu się odnaleźć i odzyskać przyjaciół. A oni pomogą mu zatrzymać apokalipsę. Dwie postacie, które z podstawowej, można rzec, serii komorniczej były przeze mnie raczej nielubiane, bardzo zyskały w moich oczach w ostatnim tomie. Najbardziej moje serduszko poruszył Azrael, Anioł Śmierci, którego zachowanie w kluczowym momencie książki spowodowało, że uroniłam nawet łezkę. Ale nie martwcie się, jak to u Michała Gołkowskiego, ta apokalipsa nie jest tak całkiem na poważnie!
Teksty autora po prostu łamią mi klatę czasami i siedząc nad książką śmiałam się do rozpuku prowokując spojrzenia domowników w stylu „ona chyba nie jest do końca normalna”. Uwielbiam poczucie humoru autora i już niebawem wrócę do całej serii ale w audiobooku, bo cała seria jest genialnie czytana! Trudno nie czuć sympatii do bohaterów a ich niejednokrotnie trudne decyzje w obliczu apokalipsy są całkowicie uzasadnione. Bardzo podziwiam determinację Zeka, który chcąc jednocześnie zatrzymać apokalipsę, chce chronić także swoją rodzinę. Wrócić do córeczki. O tym, że ta książka jest dobra mogę mówić godzinami. Cała ta seria ma wszystko, czego szukam w książkach- ciekawe uniwersum, różnorodni bohaterowie, cała masa plot twistów, fascynujące opisy walk, emocje i dodatkowo, świetne poczucie humoru. Czy można chcieć więcej? Dziękuję wydawnictwu Fabryka Słów za egzemplarz książki do recenzji. Jestem dumna, że jako stowarzyszenie mamy patronat nad świetną książką świetnego autora!
Zek, Zekuś… to była zajebista jazda bez trzymanki!
Z racji, że 3 i 4 tom najnowszego Komornika, były wydane razem to postanowiłem, że napiszę opinię o obu częściach. O ile, z tomem trzecim poszło mi bardzo szybko, tak czwarty czekał długo na swoją kolej. Oba tomy przesłuchałem w formie audio i to był strzał w dziesiątkę. Grzegorz Pawlak podbija fabułę wielokrotnie!
Pozostając w duchu narratora, jakim jest Ezekiel VII, jakie to było pięknie pojebane. Michał Gołkowski odpiął, już i tak luźno wiszące wrotki, i bawił się fabułą na całego. Burzenie czwartej ściany, parodia, ironia, autoironia. Wyciągnął cały swój arsenał i napierdalał nim na całego. Zwłaszcza tom czwarty to esencja spierdolenia świata po apokalipsie. I to takiej w chuj nieudanej. Łezka w oku nie raz zakręciła mi się od pięknych tekstów padających z ust naszego komornika. Akcja momentami była tak dziwaczna, że po czasie już naprawdę niczemu się nie dziwiłem. Owszem, autor ma tendencję do zbaczania z tematu głównego wątku i nadmiernego rozgadywania się. Gdy czytałem tradycyjnie to trochę mnie to męczyło. Za to w formie audio, Grzegorz Pawlak nawet lejącego wodę Zeka, zmieniał w wino.
Nie chciałem analizować przesadnie fabuły. Szukać na siłę minusów. Dałem się porwać historii i bawiłem się nią tak dobrze, jak mam wrażenie sam autor. I kurde po cichu już tęsknię za tym draniem Zekiem. Nie chciałbym, żeby to był definitywny koniec. Nie i chuj. Michał Gołkowski zostawił sobie solidną furtkę i mam nadzieję, że kiedyś z niej skorzysta. Może bez kolejnego prequelo-sequela, ale o tym, co po.
Jestem wiernym fanem autora. Cieszę się, że pisze dużo i bardzo dobrze. Arena dłużników to kapitalny cykl. Nie bez wad. Nie idealny. Ale dający masę frajdy. Trochę meczący, ale w gruncie fajny. Dajcie mu szansę, jeśli jeszcze nie znacie Zeka. Nie zawiedziecie się.
Zakończenie długiej drogi, jaką przebył Zek okazało się nie tylko całkiem satysfakcjonujące, ale przede wszystkim tak samo zabawne i rozrywkowe, jak cała przygoda. Pomimo tego, że nie pamiętałam już wielu szczegółów z poprzednich części, dość szybko zostałam ponownie wprowadzona w świat Blasku, Rewersu i Kantu. Było epicko, było memicznie i bez przystanków, a więc dokładnie tak, jak powinno, gdy mówimy o Ezekielu Siódmym.
Czy wiele szczegółów z finału epickiej próby odbudowania świata zostanie ze mną? Raczej nie. Za to bawiłam się przednio dzięki niezwykłej narracji pisanej memami i żartami, którymi na co dzień oddycham i absorbuję przez skórę. Dużo imion i postaci uleciało z mojej pamięci już w połowie książki, ale na szczęście to nie miało większego znaczenia, gdyż pociąg się nie zatrzymywał, a rozkładem jazdy był memiczny rozpierdziel z okrzykiem "Śmierć Górze" i "Archanioł Michał Kozojebca".
Finał Areny dłużników to jazda bez trzymanki. Pierwszy tom wywrócił do góry nogami wszystko to, co dostaliśmy przy ostatniej części (pierwszego) Komornika, a ostatni tom Areny dłużników nie dość, że trzyma w napięciu od pierwszej do ostatniej strony (w moim przypadku - minuty) tak pięknie rozbudowuje świat i tak przesiąknięty dziwnymi bytami, kultami, magią i grozą.
Jeżeli lubicie demoniczne obrazy końca świata, nie przeszkadzają Wam soczyste wiązanki wulgaryzmów i szukacie dużo akcji w dynamicznej powieści postapo z monstrami, rozczłonkowanymi niewiernymi i cherubinami strzelającymi z oczu laserami, to Komornik jest dla Was.
Oj, to była szalona przygoda. Seria, na którą trafiłam przypadkiem, i która tak mnie wciągnęła, że nie wiem nawet jak to się stało, a tu już koniec siódmego tomu... Mój narzeczony też się wciągnął i właśnie czyta całość od nowa, tak ciężko mu się pożegnać z Zekusiem i ekipą. Ja na pewno też wrócę do tej serii, bo jest to czyste złoto. No i naprawdę mocno polecam audiobooka czytanego przez p.Grzegorza Pawlaka - myślę, że nie miał on lekko w trakcie nagrywania, a mimo to wyszło perfekcyjnie <3
Tak powinna się pisać zakończenia. Żal żegnać się z serią całe szczęście przede mną jeszcze sybirpunk i Siedmioksiag grzechu. Zdecydowanie polecam osoba znudzonym zwykłym post Apo i obecna fantastyka.
Czasem lekko się dłużyła, czasem miało się wrażenie, że chyba już wystarczy, ale nie można nie przywiązać się do tych wszystkich postaci. Bardzo przyjemne zwieńczenie wszystkich, siedmiu, tomów.