W sierpniu 1997 roku uwaga światowych mediów skupiła się na Sztokholmie. Czy to prawda, że demokratyczne państwo dobrobytu w imię "higieny rasy" aż do lat 70. XX wieku zmuszało tysiące obywateli do operacji pozbawiających płodności? Że socjaldemokratyczne władze Szwecji dzieliły ludzi na "pożytecznych" i "małowartościowych"? Jak to możliwe, że media przez tyle lat nie podjęły tematu? Tydzień później rząd Szwecji zdecydował o powołaniu specjalnej komisji i zadośćuczynieniu ofiarom programu sterylizacji.
Autorem artykułów, które ujawniły te wstrząsające praktyki, był Maciej Zaremba Bielawski. Higieniści… to rozbudowana książkowa wersja tamtych tekstów, wzbogacona o eseje dotyczące historii eugeniki, jej propagatorów, przeciwników i fanatyków, działających w krajach tak różnych, jak Stany Zjednoczone, Trzecia Rzesza, Szwecja czy Japonia. Nazistowskie Niemcy nie miały monopolu na eliminowanie jednostek "niegodnych życia". Utopia uszlachetnienia ludzkości metodą hodowli ma długą i zaskakującą tradycję. Hołdowali jej także w latach 30. wybitni i postępowi Polacy, m.in. Tadeusz Boy-Żeleński i wielu znanych lekarzy. W rozdziałach napisanych specjalnie do polskiego wydania autor próbuje zrozumieć, co nimi kierowało i dlaczego nie znaleźli w Polsce posłuchu.
Choć dziś nie prowadzi się już państwowych programów "genetycznego ulepszenia" ludzkości, eugenika jako taka wcale nie spoczęła na śmietniku historii. Dochodzi do głosu w nowych formach, jak choćby w Stanach Zjednoczonych, gdzie dzieci zaskarżają rodziców i szpitale za to, że urodziły się z wrodzoną ułomnością.
Zaremba was born in Poznań, Poland. He came to Sweden in 1969 where he worked as a construction worker during the 1970s. In his youth he was active in the League Communist (Swedish: Förbundet Kommunist), but abandoned his communist views when the group was dissolved in 1982. He earned a B.A. in the history of ideas from Stockholm University in 1988. He started writing for the newspaper Dagens Nyheter in 1989 and in 1994 he was recruited to the editorial team of the now defunct magazine Moderna Tider.
In 1997, Zaremba became famous after he wrote a series of articles in Dagens Nyheter about the compulsory sterilization program active in Sweden from the mid 1930s until the mid 1970s. The article sparked much debate in Sweden and led to a government inquiry into the matter.
In 2005 he wrote a series of articles about a labor dispute involving foreign construction workers in Vaxholm. For these articles he was awarded the Stora Journalistpriset ("Great Journalist Award") and Hasse Olssons pris till årets ekonomijournalist ("Hasse Olsson's Award for Business Journalist of the Year") in 2006. In 2005 he also received Gösta Bohman-stipendiet ("Gösta Bohman Award) and a prize from the Swedish Academy through its own funds.
Zaremba has been married since 1982 to the author Agneta Pleijel.
Wspaniala lektura! Doskonale kompendium wiedzy na temat ruchow eugenicznych na swiecie. Pierwsza czesc przetlumaczona przez Wojciecha Chudobe jest mistrzowska pod wszystkimi wzgledami. Czesc napisana po polsku przez Macieja Zarembe sprawia wrazenie nieco pospiesznej i troche niezrecznej jezykowo.
Rowniez historia eugeniki w Polsce zostala potraktowana po macoszemu. Sprawia wrazenie, ze autor szukal przede wszystkim przykladow eugeniki negatywnej wspominajac tylko pobieznie o Irenie Krzywickiej czy Tadeuszu Boyu Zelenskim. Na wolnelektury.pl dostepne sa publikacje Zelenskiego dotykajace bezposrednio tematu eugeniki ("Dziewice konsystorskie", "Jak skonczyc z pieklem kobiet?" czy "Zmysly... zmysly..."), ktore dadza Wam duzo pelniejszy wglad w mentalnosc Polakow zyjacych w dwudziestoleciu miedzywojennym.
Jeszcze pol gwiazdki z oceny urwalam przez zakonczenie tej wspanialej publikacji podaniem przykladu Candy McCullough i Sharon Duchesneau (obie niedoslyszace), ktore "zazyczyly" sobie by ich dziecko (poczete metoda in vitro) bylo gluche. W zamysle autora pewnie mial byc to przyklad ukazujacy wyzsza forme akceptacji ulomnosci, ale mi to zbyt mocno pachnie popadaniem w drugie ekstremum.
To nie jest moja pierwsza lektura na temat eugeniki, wystarczy wspomnieć "Sieroty z Davenport" Marilyn Brookwood wydane przez ArtRage. Maciej Zaremba Bielawski wgryza się w temat inaczej. Mocno, emocjonalnie, w sposób osobiście zaangażowany, przemierzając lata i kraje. Nikt po przeczytaniu nie będzie łączył "higieny rasy" jedynie z nazistowskimi Niemcami, bo tam tylko ułamek całej potworności. Szwedzi, tak dbający o humanitaryzm, z więzieniami o wysokim standardzie, wcześniej dzielnie oczyszczali się z elementów "mało wartościowych". Wiele innych krajów kroczyło drogą, która w radykalny sposób dzieliła społeczeństwo na obywateli lepszej i gorszej kategorii. Głupi, niezaradny, chory, sprawiający problemy? Wysterylizować, bo po co ma sprowadzać na świat podobnych sobie? Ta myśl uwodziła nie tylko rasistów (mocno tu upraszczam cały wachlarz zwolenników) czy innych radykałów, ale i światłe umysły interpretowały chociażby temat kontroli urodzeń szerzej niż byśmy się tego spodziewali. Statystyki sterylizacji są porażające, wystarczy podać, że temu zabiegowi poddano ponad 800 tysięcy Japończyków. I to były zabiegi zwykle wymuszone, zgody uzyskiwano w wyniku manipulacji, wyssanych z palca dowodów albo po prostu bez zgody, sterylizując przy okazji innego zabiegu. W dodatku zwolennicy eugeniki stosowali różne fikołki interpretacyjno-moralne, z dowodzeniem nawet, że takie działanie w ogóle nie jest sprzeczne z chrześcijańskim miłosierdziem. Jest tu też wątek eugeniki w Polsce, którego reprezentacją niech będzie uroczy cytat wenerologa i założyciela Towarzystwa Eugenicznego: "Polak wartościowy, który dzieci nie płodzi, winien być ukarany grzywną. Niewartościowy - poddany sterylizacji. Opornych doprowadzi policja sanitarna".
Ta bardzo dobra i mocno przerażająca lektura zostawiła mnie z niepokojącą myślą o tym, że zbyt łatwo dorabia się ideologię do podłości, wykluczenia i okrucieństwa.
Warto - i to nie dlatego, by przyjrzeć się państwom totalitarnym (choć i to ważne), ale by zobaczyć, jak różne polityki eugeniczne były wprowadzane w państwach demokratycznych w imię dobra jednostek i społeczeństwa. Na głębszym poziomie u Zaremby widać ogromną nieufność wobec tego, w co może się przekształcić bardzo opiekuńcze państwo (nie pierwszy raz pisze krytycznie o Szwecji).
Jedna rzecz bardzo mi się nie spodobała i zastanawiam się, czy to kwestia nierzetelności czy raczej szukanie przykładów pod tezę i na siłę. Chodzi o rozdział dotyczący międzywojennej Polski i Poradni Świadomego Macierzyństwa czy całego ruchu świadomego macierzyństwa z Boyem i Krzywicką na czele. Ten ruch był reakcją na tzw. fabryki aniołków, porzucanie niechcianych dzieci (dziś pewnie byłyby to noworodki znalezione w beczkach) i miało być dążeniem do samostanowienia o sobie przez kobiety. Edukacja i poradnictwo w zakresie antykoncepcji miało przeciwdziałać takim historiom. Nie widzę tu zamysłu eugenicznego. W związku z tym nasuwa się pytanie, czy edukacja seksualna w ogóle, patrząc, co Zaremba pisze o ruchu świadomego macierzyństwa, też nie jest przypadkiem eugeniczna? I gdzie tu podział na to, co państwowe i jednostkowe? Wybór jednostki, by stosować antykoncepcję czy przerwać ciążę nie jest tym samym, co odgórny, państwowy nakaz, by kogoś sterylizować czy zmusić do aborcji.
Bielawski wchodząc w uniwersum światowej eugeniki nie bierze jeńców - cięgi zbiera zarówno lewica jak i prawica, socjaliści i kapitaliści, liberałowie i konserwatyści, katolicy i protestanci. Każdy oczywiście podług swoich zasług i z różnych powodów. Autor w “Higienistach” stara się zbadać historyczne oraz kulturowe aspekty, które pozwoliły z jednej strony narodzić się eugenice, a z drugiej - zdobyć władzę i przetrwać aż do dnia dzisiejszego. Jeśli zdaje Wam się, że ta pseudonauka to głos przeszłości, to książka Bielawskiego definitywnie skoryguje Wasze poglądy. W 1924 roku ustanowiono w Wirginii prawo sterylizacyjne, które stało się wręcz modelową ustawą dla pozostałych stanów USA. [1] Dzięki niemu (za Bielawskim, str. 84) “urządzano [tam] istne polowania na >>the misfits<<, z szeryfem i oddziałami, które tropiły całe rodziny, szukające ukrycia w górach. >>Wszyscy żyjący na socjalu bali się, że z nimi też tak zrobią<<”. Takie osoby przymusowo zabierano na zabiegi sterylizacyjne. Wszystko przy akceptacji społeczeństwa, które nie chciało by rodziło się więcej ludzi pobierających zasiłki. Dzięki temu w latach 1924 do 1979 pozbawiono płodności aż 7000 osób, z czego ⅔ to były kobiety. [2] Prawo to nigdy nie zostało uznane za niekonstytucyjne, a dopiero w 2001 roku rząd stanowy przeprosił jego ofiary. Na rekompensaty natomiast musieli oni czekać aż do roku 2015. Myślicie, że to odosobniony przypadek? Nic bardziej mylnego. Kobiety wszędzie były głównym celem sterylizacji, a dramat drugiej wojny światowej wcale nie zgasił entuzjazmu eugenistów. Zmienił jedynie ich narrację. Nie powinno to jednak Was dziwić - przecież pojęcia roszczeniowości i rodzin żyjących z socjalu są cały czas bardzo żywe. W 1976 roku podczas kampanii prezydenckiej Ronald Reagan uczynił je wręcz częścią narracji i mitu założycielskiego neoliberalizmu. [3] To właśnie on spopularyzował piętnowanie tzw. “Welfare queens”, czyli kobiet żyjących z zasiłków. Dziś wiemy, że była to propaganda oraz część strategii Republikanów na pozyskanie rasistowskich głosów bez bezpośredniego odwoływania się do kwestii koloru skóry. Ten “psi gwizdek”, czyli hasła rezonujące mocniej wśród określonej części społeczeństwa, nazwany został “Southern strategy”, bowiem głównym jego celem były południowe stany USA. Natomiast wiemy o nim z nagrania współpracownika Reagana, Atwatera. [4] Jednakże ten sposób krzywdzącej i poniżającej komunikacji jest żywy po dziś dzień.
Język eugeniki przejawia się dziś nie tylko w przedmiotowym traktowaniu ubogich i chorych. Na przełomie lat 70 i 80 neoliberalna propaganda przedstawiała ekonomię, która od zawsze uznawana była za naukę społeczną, jakby była nauką ścisłą. Skoro gospodarka rządzi się takimi prawami jak otaczający nas świat jest zgodny z fizyką, to nie ma już sensu dyskutowanie i roztrząsanie problemów ekonomicznych, bo wszystko da się zamodelować, a odpowiedzi wyliczyć. Stąd wszystkie tego typu decyzje powinniśmy przekazać ekspertom. Przeciętny Kowalski może się już na spokojnie zająć tylko kwestiami światopoglądowymi, bo w temacie gospodarki osiągnęliśmy szczyt nazwany przez Fukuyamę “końcem historii”. Na marginesie dlatego upadek ZSRR był światową tragedią - przypieczętował on wrażenie jakoby nic więcej już nie istniało. Niestety był to efekt wywołany potężnymi pieniędzmi przekazywanymi do think tanków przez rozmaitych baronów naftowych (np. bracia Koch i ich Cato Institute). Ale dokładnie takiego samego języka używała eugenika. Jej piewcy mówili, że nauka już wie jak ukształtować społeczeństwo. Tu nie ma miejsca na demokrację czy głos ludu. Bielawski przywołuje w książce słowa K. G. Chestertona, który stwierdził, iż eugenika “jest zaproszeniem do tyranii ekspertów” (str. 195). Czyli dokładnie to samo co robiono w gospodarce od lat 80. Naukę społeczną przedstawiono jako ściśle techniczną, a następnie przy użyciu wątpliwych przesłanek wprowadzano legislację godzącą w najbiedniejszych.
Książka jest o tyle zaskakująca, że Bielawski wprost pisze, iż już u samego zarania wiadomo było, że eugenika to bzdury. W 1928 Penrose udowodnił, że zespół Downa nie jest dziedziczny i nie da się ustalić dziedzicznych przyczyn większości odchyleń umysłowych (str. 181), a 1935 roku Otto Klineberg wykazał, że inteligencja jest warunkowana środowiskowo (str. 184). Słysząc pro-eugeniczną narrację ciężko uwierzyć, że mimo wszystko źródłem takiej legislacji były ruchy lewicowe, zaś głównymi oponentami konserwatyści. Tutaj jednak warto przytoczyć przypadek rasistowskiego gubernatora Georgii, Eugene Talmage (str. 47), który zawetował ustawę sterylizacyjną przygotowaną przez feministki stwierdzając: “Tu nie ma wyjątku dla gubernatora i zastępcy, Lindley. Ty i ja możemy kiedyś oszaleć i nie chcemy, by nas wtedy ktoś rzezał”. Dlaczego jednak to lewica jako pierwsza podjęła się implementacji ustaw eugenicznych? Główną osią książki jest historia eugeniki w Szwecji, która uchodzi wręcz za archetyp socjaldemokratycznego społeczeństwa. Bielawski uważa, że specyfika tego kraju oraz etyka wynikająca z panującej w nim religii dała podatny grunt dla tej ideologii. Protestantyzm zlikwidował dualizm pomiędzy sacrum i profanum. To nie duchowieństwo powinno zajmować się zbawieniem, a całe społeczeństwo swoim codziennym życiem. Jednym z założeń najbardziej istotnych w kontekście eugeniki była zasada, że “chrześcijanin nie powinien wspierać żebraków jałmużną” (str. 259). Luter miał ku temu kilka powodów, a najbardziej istotnym było potępienie dobrowolnego ubóstwa. Uważał, że powołaniem człowieka jest “wiara i praca oraz wiara przez pracę, a nie próżna kontemplacja” (str. 259). Jednocześnie stwierdził, że biedni są sprawą wspólną i stąd należy uiszczać specjalny podatek, który pozwalałby miastu zająć się ubogimi. Taką właśnie opłatę wprowadzono w Wittenberdze w 1520 roku wywieszając w tym samym momencie tabliczkę z zakazem żebrania. “To była wielka reforma, poniekąd narodziny idei państwa opiekuńczego” (str. 260). Cała ta logika była mimo wszystko odpowiedzią na działania kościoła katolickiego. Spowodowało to jednak, że pogarda dla ubogich w krajach protestanckich dostała solidne uzasadnienie. Luter chciał wprowadzić sacrum do sfery profanum, jednakże to sacrum zostało przejęte przez profanum. Władze świeckie bardzo chętnie krytykowały ubogich, lecz nie były skore do wypełniania obowiązku opieki. Dorzucając do tego purytański determinizm, stąd już tylko o krok od stwierdzenia, że “pozostawianie w biedzie oznacza więc odrzucenie Bożej łaski i odwrotnie - sukces ekonomiczny znaczy, że ma się w niej udział” (str. 264).
Jak już wcześniej wspomniałem, tego typu eugenika negatywna (czyli sterylizacja zbędnych) tyczyła się głównie kobiet. Mimo neutralnego płciowo prawa w 95% przypadków uderzało w kobiety (str. 279). W uzasadnieniach kierujących do sterylizacji powoływano się nierzadko na absurdalne argumenty, np. “Dziewczynka, lat 13, trudności w szkole, sprawia wrażenie niezdarnej i nieprzedsiębiorczej” (str. 283). Celem były także grupy etniczne i narodowościowe. W 1907 roku w Anglii jeden z autorów programu robotniczej Labour narzekał, że “irlandzcy katolicy, Polacy i niemieccy Żydzi [...] jak i osoby rozrzutne i nieodpowiedzialne mnożą się obficie [...]. Nie może to do niczego innego doprowadzić niż do upadku narodu” (str. 292).
W tym tekście nie poruszam wszystkich wątków, które dotykają "Higieniści" bardzo szczegółowo. Jest to książka, która zawiera całkiem sporo spekulacji, ale które zdają się być solidnie ugruntowane w faktach. Ostatecznie Bielawski dochodzi do jednego, bardzo konkretnego wniosku - każda realna implementacja eugeniki koniec końców koncentrowała się wokół wydatków budżetowych. Ustawy ubierano w różne ideologiczne i propagandowe hasła, by ukryć prawdziwe motywy ich wprowadzenia. Nie zmienia to jednak faktu, że część dyskursu eugenicznego wciąż jest bardzo mocno obecna w dzisiejszym świecie, zaś książka Bielawskiego pomaga zrozumieć skąd tego typu narracja, niezgodna z nauką i podstawowymi faktami, pochodzi.
To nie jest książka (naukowa) historyczna, i to nie jest reportaż. Autor wychodząc od przypadku szwedzkiego analizuje historię ustawodawstwa eugenicznego na świecie, "ustawodawstwa" jest tu słowem kluczem. Na tle historii różnych ustaw, państwowych lub stanowych, rysuje ogólniejszy obraz i różnice w rozumieniu eugeniki w różnych krajach, głównie europejskich. Pokazuje jej różne odcienie od kontroli urodzeń, aż po nordycką higienę rasy. W moim odczuciu historia eugeniki i jej rożne odcienie są mało znane, a bardzo ciekawe. Za całą dość obszerną książką czają się niepokojące pytania: jak możliwa była przymusowa sterylizacja w demokratycznych krajach jeszcze w latach 70. XX wieku, czym właściwie była (jest?) eugenika i komu służyła, czy jest to idea prawicowa czy lewicowa. Odpowiedzi często są zaskakujące i zmuszające do refleksji. I nie, nazistowskie Niemcy nie były jedynym krajem z prawodawstwem eugenicznym, i nie, nie było ono tam najszersze.
Research autora na piątkę, zebranie ogromu materiału i danych i posortowanie go w taki sposób, by miało to ręce i nogi - na piątkę. Ale przywoływanie Judyma z powieści Żeromskiego i interpretacja jego postaci jako lekarza - proeugenisty to już dla mnie za dużo. Daleko można się posunąć w interpretacjach, zresztą te są jak tyłek i opinia: każdy ma (może mieć) własne. Ale wyciąganie słów Judyma z kontekstu i dorabianie do nich ideologii pod tytułem "Judym nie chciał pomóc biednym, nazywał ich motłochem? Och tak, to świadczy o tym, że był eugenistą i chciał oczyścić rodzaj ludzki ze zbędnego balastu". Mam jedno pytanie: bitch, where??? To, że chciał być na własną prośbę samotnym męczennikiem w walkach z chorobami i odrzucił miłość Joasi "dla większego dobra" nie znaczy, że był eugenistą, tylko idiotą, dziękuję, tyle ode mnie A sama książka paraliżująca, zwłaszcza dla takich osób jak ja, które nie były świadome prawie niczego dotyczącego eugeniki. Wniosek: ludzie są obrzydliwi
Książka była średnia. Autor na siłę chciał udowodnić jak bardzo eugenika to było samo zło. Wręcz manipulował odbiorcą na różne sposoby. Do tego w treści widać, że jest on pisarzem i publicystą, a z naukami biologicznymi ma mało wspólnego. Nie zawsze się z nim zgadzałam. DO tego zdarzało mi się znaleźć mniejsze i większe błędy które utrudniały zrozumienie sensu zdania, ale mogła to być wina tłumaczenia, a nie samego autora. Książka na pewno przedstawia pewien problem, portretuje historię i otwiera oczy, ale mi zabrakło spojrzenia lekarsko-biologicznym okiem na całą sprawę.
Pod względem badań, przykładów i ogólnego reaserchu autor zrobił cudowną, potężną pracę. Całość również daje do myślenia. Na tym jednak dobre rzeczy się kończą. Już na samym początku czytelnik atakowany jest drastycznymi obrazami i przykładami wysterylizowanych kobiet, w całości znajduje się dużo emocjonalnych argumentów, przez co trudniej jest niezgodzić się z jakimś argumentem czy przykładem lub też skrytykować. Autor wykazuje się też jednostronnością, brakuje tu większego obiektywizmu.
Bardzo dobra książka. Temat został wnikliwie potraktowany, a treść nie ogranicza się do epatowania szokującymi praktykami eugenicznymi. Mam jednak kilka zastrzeżeń: 1. Autor zdaje się insynuować, że cechy takie jak inteligencja itd. nie są w ogóle dziedziczone. Dziedziczność cech została w ogóle pominięta w książce przez co obraz jest niepełny. 2. Odniesienie eugeniki do religii - tutaj moim zdaniem autor zbyt mocno skupił się na stronie teologicznej, a zbyt mało na codziennym funkcjonowaniu katolicyzmu i protestantyzmu. Treść encyklik nierzadko zupełnie rozmija się z tym, co można zaobserwować w praktyce. Zakładanie, że wyznawcy religii zachowują się tak, jak to im nakazują zasady, przykazania, ustępy świętych ksiąg, encykliki itd. to tzw. "błąd teologicznej poprawności". Nie jest to jednak dla Zaremby jedyny argument (ani nawet najważniejszy) na to, że protestantyzm lepiej "pasuje" do eugeniki, więc nie jest to jakiś duży minus. 3. Zaremba pokazuje jak różne ideologie stały za programami eugenicznymi i jest to bardzo ciekawy wątek. Mamy opis dotyczący tego jak do eugeniki podchodzili z socjaldemokraci, technokraci, konserwatyści, nacjonaliści, naziści, faszyści i komuniści. Zabrakło mi jednak szerszego omówienia ideologii liberalnych i liberartańskich (brak tego ostatniego jest skądinąd zrozumiały, jako że nigdzie nie jest to dominująca siła). 4. Tłumaczenie mogłoby być lepsze. Momentami zdania są zbudowane nieco karkołomnie, występują sformułowania błędne lub potoczne np. "okres czasu", "kasa" zamiast "pieniądze" itd.
Jedna z niewielu książek traktujących przekrojowo o eugenice. Zaczyna się od wyjaśnienia i rozróżnienia pojęć takich, jak eugenika i czystość rasy. Pierwszy rozdział poświęcony jest historii eugeniki, drugi zgłębia jej korzenie (i motywy), trzeci opisuje eugenikę w II RP, czwarty jest zakończeniem i swoistą klamrą ujawniającą niebezpieczeństwo (a dla niektórych możliwość) techno-eugeniki.
Książka przypomina patchwork, bowiem splata się tu forma dyskursu naukowego, reportażu oraz historii w jednym. Autor najprawdopodobniej zlepił różne fragmenty swoich wcześniejszych prac w jedną całość o czym świadczyć mogą liczne powtórzenia. Nie odbiera to jednak wartości pracy wykonanej przez Zarembę Bielawskiego. Z godną pozazdroszczenia erudycją autor prowadzi nas przez rozmieszczone na osi czasu zdarzenia nie tylko ujawniając bolesne fakty z historii, lecz także (a może przede wszystkim) odkrywając przyczynę i skutek splątanych wątków eugeniki. Książka stanowi świetne studium faktu zarówno dla historyków, jak i dla osób zajmujących się ekonomią polityczną, socjologią oraz strategic foresight.
Bardzo rzetelna książka rzucająca światło na chyba najbardziej ocenzurowaną kartę nowoczesnej historii. Naświetla zgubne ścieżki do których prowadzi fałszywa kolektywistyczna aksjologia w połączeniu z pokładaniem zbytniej wiary w naukę, w szczególności przez ludzi, którzy nauki nie rozumieją. Obawiam się, że ludzkość może jeszcze nie raz zabłądzić na te moralne rubieże - jedyną szansę na inną drogę można pokładać w odkłamaniu historii, w czym takie publikacje jak ta są nie do przecenienia.
Bardzo ciekawa i dobrze napisana książka. Jej struktura mogłaby być bardziej uporządkowana, ale poza tym naprawdę trudno jej coś zarzucić. Mimo że jest napakowana faktami i zabiera się za niełatwe tematy, czyta się ją bardzo dobrze.
Rzetelna publikacja. Warto wspomnieć, że polskie wydanie zostało wzbogacone o rozdziały poświęcone eugenice w Polsce, gdzie autor wzmiankuje o swoim ojcu, Oskarze Bielawskim.