Dobry przykład oceny 3,5 – za dobrze bawiłam się na 3, ale nie spodobała mi się na 4.
Na początku błądziłam po niej po omacku, będąc w przekonaniu, że mimo ten tom na okładce ma 0,5 to coś przegapiłam. Jednak im dalej w las, tym więcej wątków wskakiwało na swoje miejsce. Akcja cały czas pędzi do przodu i nie ma w niej miejsca na nudę.
Mimo że bohaterowie zostają trochę wrzuceni w akcję bez zbędnych ceregieli, to i tak nie przeszkadzało mi to w śledzeniu ich losów. Każdy z nich jest inny, ma inną historię i pochodzi z innej części Rozkrzyczanych Krain, ale tworzą razem całkiem zgraną ekipę (pomijając kilka wewnętrznych burd). Tylko mam z nimi mały problem – jako grupa spisują się świetnie, ale jako osobne jednostki są dosyć nijacy. Niby mają tam jakieś swoje motywy, charaktery, ale nie jest to jakoś mocno nakreślone. Najlepiej moim zdaniem broni się gadający kruk i głuchoborski rycerz, a to, co autor zrobił z badassową Strażniczką wolę przemilczeć.
Bardzo podobał mi się klimat — dużo mroczniejszy i bardziej przygodowy w porównaniu do Kociołka, ale jednocześnie niepozbawiony humoru autora, który za każdym razem do mnie trafia. Zresztą co tu dużo mówić — uwielbiam przygodówki rodem z rpegów z motywem drogi i skrzyknięcia drużyny, a tutaj to dostałam, więc jestem spełniona.
Trochę irytowała mnie zabawa w detektywa naszego porucznika, który wypytuje każdego o motyw podróży, a sam się z niczym nie zdradza i sam sposób bycia Madsa, który wszędzie był, wszystko wie i potrafi, a reszta, za przeproszeniem w dupie była i gówno widziała. Jakoś ciężko było mi go polubić i finalnie mogę powiedzieć, że w najlepszym wypadku jego losy są mi obojętne, bo ta cała jego otoczka tajemniczości mnie po prostu irytowała.
Mam też wrażenie, że niektóre wydarzenia szły naszym bohaterom aż za gładko, wszystko układało się po ich myśli i było bardzo wygodne dla fabuły. Do tego często zgrzytał mi sposób narracji, chociaż to są moje osobiste preferencje, bo nie przepadam za narracją trzecioosobową i bawi mnie takie lawirowanie pomiędzy powtórzeniami w odniesieniu do danej postaci.
Jest to druga seria, którą czytam od autora zaraz po Kociołku i muszę przyznać, że wydawnictwo robi świetną robotę, jeśli chodzi o wydawanie jego książek. Pan Piotr Sokołowski jak zwykle zrobił niesamowitą okładkę, która całkowicie oddała klimat historii, a błędy w tekście zdarzają się naprawdę bardzo rzadko. Brakowało mi jedynie mapki gdzieś na wyklejce albo początkowych stronach, żeby lepiej nawigować po całym świecie, ponieważ pojawia się w książce dosyć sporo nazw różnych miejsc.
Koniec końców nie bawiłam się źle i mam nadzieję, że postać Madsa jakoś zyska w moich oczach, bo na razie nie jest za dobrze. Może reszta postaci też dostanie jakichś rumieńców i będą bardziej wyraziści.
„[…] nic nie płonie żywiej od nienawiści człowieka rozkochanego w sztuce”
„Burza to przeszłość i to w sumie nie moja. Dla mnie liczy się przyszłość, a ta nagle stała się nieco wyraźniejsza”