Jako oddzielne felietony jak najbardziej oceniam na 4. I że Leopold Tyrmand właśnie tak pisał te teksty, to na taką ocenę zasługuje. Problem jest taki, że ktoś zebrał to w jedną książkę. Dzięki temu dzisiejszy czytelnik może poznać wszystkie te teksty bez siedzenia w archiwach, niestety też w efekcie czyta po kilka razy te same przemyślenia, bo (nic dziwnego) Tyrmand jednak w kolejnych tekstach się powtarza. Książka sama w sobie staje się więc mocnym 3/5, bo jako „ciągły” tekst nuży.
Polecam zatem czytać ją na raty;) wtedy teksty stają się cenniejsze, skłaniają do przemyśleń i wciągają kwiecistym językiem, zamiast irytować tym samym komentarzem po raz drugi czy trzeci w jednym czytaniu.
„Najprawdziwsza Warszawa - to Warszawa porywu i uderzenia, [...] miasto ginących na stokach Cytadeli i ostatniego, tragicznego Powstania. Zgoda - przyznam - lecz to tragicznie piękne oblicze, ten bohaterski patos Warszawy poznaliśmy wszyscy i ukochali; mnie zaś chodzi o inną Warszawę, [...] Warszawę dzielnego, różnokolorowego życia.”
To po latach się nie zmieniło. I dzięki temu teksty Tyrmanda o Warszawie są ponadczasowe.