Czego potrzeba do szczęścia kobiecie oprócz czarnych spodni, czarnego swetra i mężczyzny?
Spokoju, ale żeby nie było nudno, rad, ale żeby się nikt nie wtrącał, wina, ale żeby nie było kaca, czułości, ale żeby bez przesady, pracy, ale żeby codziennie? podróży, ale żeby nie samolotem, dobrych sąsiadów, ale żeby bez chomika, dziecka, ale żeby bez kłopotów, no i konsekwencji, ale żeby bez konsekwencji...
Jednym słowem, jak nie wiadomo, o co chodzi, to na pewno chodzi o miłość. Judyta też jest tego zdania. Całkiem jak ja. Katarzyna Grochola
Urodziła się w lipcu 1957 roku w Krotoszynie. Obecnie mieszka pod Warszawą z córką, kotami i psem. Zanim zajęła się literaturą pracowała m. in. jako salowa, korektorka, aktorka, dyrektor składu celnego, a nawet jako konsultantka w biurze matrymonialnym. Pracowała też jako specjalista ds. szkoleń w fundacjach demokracji lokalnej oraz jako pomoc cukiernika. Jej sztuka „Kot mi schudł” otrzymały po cztery nagrody na konkursie dramaturgicznym Tespis 2000, a „Kot mi schudł” w 2001 zdobył Grand Prix pierwszego Krajowego Festiwalu Słuchowisk Polskiego Radia i Teatru Telewizji w Sopocie w kategorii spektakli radiowych. Jest laureatką wielu nagród, m.in. nagrody „AS” EMPiK-u w 2001 i 2002 roku oraz nagrody wydawniczej „IKAR” w 2001. W 2002 r. wspólnie z Andrzejem Wisniewskim wydała książkę "Związki i rozwiązki miłosne". Już bardziej prywatnie boi się wojującego feminizmu i jest przeciwna stawianiu przy garach faceta, który nie lubi i nie umie gotować. Wolałaby, żeby poszedł do szopy naprawiać rower.
Ukochana książka Grocholi to Mistrz i Małgorzata, a ideałem mężczyzny jest Mistrz.
Judyta zawsze uprawiała podwójne reagowanie, odpisywanie na listy, podejmowanie decyzji itp. To znaczy, inaczej wyglądało to w jej myślach, a inaczej werbalizowała swój przekaz interlokutorom, kimkolwiek by byli. Szczególne znaczenie miało to w kontaktach z czytelnikami pism, dla których pracowała, w których obowiązywały przecież twarde reguły, powszechnie uznawane za nienaruszalne normy grzecznościowe. Aż raz sytuacja wymknęła się spod kontroli i do druku poszła niewłaściwa wersja odpowiedzi na skomplikowane czytelnicze pytania i skargi.
Niestety, stało się to dopiero w drugiej połowie powieści, po kilku typowych, prawdę mówiąc dość miałkich i nudnawych przygodach, w jakie jej życie prawie codziennie obfituje, nawet podczas wizyty w Ameryce. Za to awantura w redakcji i mocno zróżnicowany odzew wśród czytelników miesięcznika, z przewagą zachwytów nad szczerością i bezpośredniością Judyty, były naprawdę zabawne. Nawet wybaczam jej zbyt dużą, jak na mój gust, dozę gapiowatości w rozgrywaniu tej sytuacji. Po prostu tak ją Katarzyna Grochola stworzyła wyposażając, na szczęscie, w odpowiednie grono bliskich i przyjaciół, którzy (prawie) nigdy nie zawodzą.
Jednak podejrzewam, że bez Danuty Stenki, czytającej audiobooki, moje wrażenia po całym cyklu o Żabach i Aniołach byłyby znacznie mniej przyjemne.
Ocena może zbyt surowa, bo w zasadzie prezentuje podobny poziom co "Dom nad rozlewiskiem" i jest znacznie lepsza od "Poczekajki" (o co nietrudno, umówmy się), ale nie podoba mi się fakt, że całości słuchało się jak zbioru średnio zabawnych i niezwiązanych ze sobą (nie licząc bohaterów) felietonów na tematy rozmaite- od szczerości dziennikarskiej, przez różnice kulturowe między Polską a USA, aż po relacje damsko-męsko-zwierzęce. W sumie nawet po skończeniu całości, nie wiem do końca co było głównym wątkiem. Zaryzykowałbym, że ślub głównej bohaterki, ale temat ten jest tak rzadko poruszany, że to chyba raczej nie to. Dodatkowo, poza Adamem (partnerem głównej bohaterki) wszystkie postacie to irytujące marudy, którym ciągle się coś nie podoba. Ogólnie więc, słuchanie "A nie mówiłam!" było średnio przyjemnym przeżyciem. Nie polecam.
Mam wrażenie, że coś tu autorce nie wyszło. Kilka wątków nie zostało zakończonych lub zostały zakończone nagle i bez specjalnego uzasadnienia. Co do całej serii, nie ukrywam zawodu. Fabuła jest do bólu liniowa i przewidywalna. Żadnych smaczków, żadnych zaskoczeń. Do tego wszystko absolutnie skupia i się kręci wokół głównej bohaterki, co brzmi sztucznie w książce opowiadającej o prozie życia. Bohaterowie drugoplanowi równie dobrze mogliby być epizodycznymi, bo ich wątki nie istnieją, podczas gdy tkwi w nich głęboki potencjał. Tośka, Adam, Ula - to są samograje, a autorka w ogóle nie skupia się na ich życiu, postrzeganiu, problemach. Wszystko kręci się wokół Judyty i tylko ona i jej uczucia się liczą. Do tego sama Judyta zdaje się nie uczyć niczego na błędach, nie ewoluuje, co jest podstawą dobrego cyklu o jednym bohaterze. Tymczasem my dostajemy cztery tomy tej samej opowieści z lekko zmienionym tłem. N.U.D.A. Nie polecam.