Pełna rasistowskiego jadu sztuka o fanatyzmie i obsesjach samego autora. To jest jak sen, który trzeba po freudowsku przeanalizować: nienawiść do bezdusznego ojca przeniesiona jest na wszystkich, wobec których autor miał kompleksy, bo nie tylko Żydom tutaj się obrywa, ale zwłaszcza innym pisarzom. To ich Krasiński nazywał Żydami, bo nienawidził i jednych, i drugich: pierwszych za to, że są, drugich- że są od niego lepsi. Chodzi tu głównie o Mickiewicza, przeciwko któremu faszystowska endecja czciła Krasińskiego, by zrobić mu przeciwwagę. Stworzyli w ten sposób trzeciego wieszcza, który jako pisarz i człowiek był Frankensteinem. Sztuczne wyświęcanie kogoś na wielkiego pisarza tylko w imię polityki i religijnego fanatyzmu nie sprawdza się nigdy. "Szumowiny opadają na dno", jak pisała Ćwierczakiewiczowa, a Norwid, Żeromski, Orzeszkowa, Brzozowski świecą w polskim mroku.