Tomasz Różycki (ur. 29 maja 1970 w Opolu) - polski poeta, tłumacz, romanista, mieszka w Opolu. Laureat Nagrody Kościelskich, którą otrzymał za poemat "Dwanaście stacji" (2004). Publikował w licznych czasopismach w Polsce i za granicą. Jego wiersze tłumaczone były na wiele języków europejskich. Fragment utworu "Dwanaście stacji" stał się tematem rozszerzonej matury z języka polskiego w roku 2007. Tom "Kolonie" był nominowany do Literackiej Nagrody Nike w roku 2007 i znalazł się w finałowej siódemce tej nagrody. W 2010 roku został laureatem Nagrody "Kamień", przyznawanej podczas Festiwalu "Miasto Poezji".
Początek mnie wciągnął, bawiłam się, doszukując się odniesień do „Pana Tadeusza”, niestety później zmęczyła mnie już forma. Doceniam jednak, bo dobre to jest!
"Dwanaście stacji" jest poematem, który wzbudził we mnie wiele emocji. Grzechem byłoby powiedzieć, że jedynie te pozytywne, ale końcowy wydźwięk i ocena dzieła jako całości jest jednak na plus. Wspaniała gra z czytelnikiem, którą prowadzi autor oraz ironia, z którą przedstawiana jest ziemia opolska pozostaną ze mną na długo po przeczytaniu tej książki. Dużo zabawy z formą i językiem, często, wydaje mi się, wybija się ona ponad fabułę. Opis ogrodów działkowych i motywy zwierzęce w poemacie były fenomenalne, a rozdział X "Pociąg" z niezwykłą wrażliwością i kreatywnością oddaje rzeczywistość polskich kolei, ich urok. Zdecydowanie polecam każdemu zainteresowanemu literaturą dziwaczną i poszukującemu uczucia nostalgii.
U mnie czytanie wskoczyło na właściwe tory, kiedy, po pierwsze zgodziłem się na heroikomiczną konwencję a'la "Monachomachia", po drugie złapałem rytm zdań (niepokrywających się z wersem ale kończących się zwykle średniówką w połowie wersu). Wtedy zrobiło się ciekawie i nawet poruszająco. Świetne fragmenty o lepieniu pierogów (!), jeździe pociągiem jako zawieszeniu życia, zmiażdżeniu ogródków działkowych przez buldożery... Śląsk znam z nazwy jako obywatel lubelszczyzny, więc pewnie wielu lokalnych, opolskich smaczków, nie łapałem. Widzę, że mało kto to czytał; faktycznie, nie jest to popowa czytanka.
1) było na tyle dobre, że przeczytałam bez potrzeby, bo mi to ani na zajęcia, ani na egzamin 2) jest mi smutno, że akurat wyjeżdżam i nie będę mogła sobie o niej pogęgać na zajęciach 3) ale pogęgałam przy pierogach (pierogi >>> bigos, sorry not sorry) do non-lekturki gurlies i chyba też się nieźle ubawiły przy opowieściach o tej szalonej podróży 4) chwała mrówkom, bo to bardzo silne gałgamy 5) morał z tego taki, że co rodzina, to rodzina, no i żeby lepiej nie dziękować autobusiarzowi za podróż (F) +ilustracje Kamila Targosza – niczym doskonała zakąska do wybornej gorzały! (Ta z karpiem mogłaby mi wisieć nad łóżkiem.)
może kiedyś dodam poważniejszą opinię, ale póki co – nie ma takiej opcji. ❤️
edit ps: aj gejw ju fajf bikos nie mogę przestać o tobie myśleć śmierdzący karpiu.
Może gdybym nie był zmuszony przeczytać tego na zajęcia i jako część w zaliczeniu do tematu intertekstualności to bym lepiej oceniał ten tekst. Był dość zabawny, lecz to nie było nic nadzwyczajnego. To że jest tu dużo hipotekstów nie zmusi mnie do tego, abym postrzegał to jako jakąś "perełkę" bo wow, odniesienie do Pana Tadeusza bo coś tam. Moja profesor na pewno by mnie skarciła za tę opinię XD