Rzeczy czasem śmiesznie się układają, bo dwa zjawiska niezależne współwystępują w tym samym czasie. Miałem przyjemność (serio) przeczytać najnowszą książkę: „Najlepsze miejsce na świecie” niejakiego dr Bartosiaka, bowiem obiecałem kiedyś, że nie będę hejtował bez uprzedniego zapoznania się.
Jednocześnie zbiegło się to w czasie, gdy okazało się, że doktorat tego pana jest tzw. „doktoratem nowego wzoru” zgodnego z nową myślą strategiczną, czyli został zwyczajnie pod*****olony z zagranicznych źródeł. Przynajmniej w sporej, bo 25% jego części (przypominam, że 5% wartości intelektualnej stanowi plagiat). Sprawa jest aktualna, więc polecam – zwłaszcza, że fanatycy bronią.
Trochę rozumiem pana mecenasa, bo nie ukrywam, że jeśli masz wymodzić kilkaset stron tekstu, pokusa by temat zamknąć jest potężna. O ile jeszcze, gdybym tak uczynił, najpewniej strata społeczna byłaby niewielka. Jednakże, gdy ktoś peroruje o „zmianie map mentalnych”, „stworzeniu wielkiej kultury strategicznej”, „powrotu do mackinderowskiej geopolityki na lądowych masach Eurazji”, tudzież „panowania na pomoście bałtycko-czarnomorskim”, to jest to sytuacja nieco inna. Zwłaszcza, gdy jak deklaruje, stara się mieć „wpływ na wieżę”, czyli ośrodek sterowania kraju / Nowogrodzką.
Dodam, że przeczytałem wszystko od tego autora, swego czasu subskrybowałem S&F, a w momencie rozpoczęcia wojny, uważałem gościa za geopolityczną wyrocznię. To się jednak zmienia, gdy okazuje się że król jest nagi. Armia Nowego Wzoru to lipa, a jego przepowiednie są co najmniej, nietrafione.
Nie ukrywam, gościowi zazdroszczę bajki w której żyje i którą sam pisze. Z jednej strony, wierzy że jest człowiekiem z zewnątrz, nie angażującym się w politykę. Z drugiej, JEDNYM zdaniem przemyka, że był przez jakiś czas prezesem CPK – oczywiście nie jest człowiekiem układu.
Książka jest de facto reklamą think tanku Strategy & Future. Chwali się współpracą z zagranicznymi ekspertami, w tym Philipem Karberem z Potomac Foundation. Czym jest ta fundacja? Nie wiemy, bo strona to krzak, wywala błędy 404, a publikacji zagranicznych nie ma. Chyba, że jest to element głębokiego deep-state, który nie jest dostępny dla plebsu. Jak tak, to przepraszam. Poświęciłem sporo czasu, by znaleźć coś sensownego w zagranicznych periodykach, ale wydaje mi się, że jest to trochę zespół hobbystów. Ktoś mnie poprawi?
Ponadto, ekspertami z dziedziny geopolityki, wymienionymi w książce, są także Jacek Komuda, autor książek o szlacheckiej Polsce, który porównuje dzisiejsze konflikty do kampanii Sobieskiego z XVII wieku oraz ksiądz litewskiej parafii, który „wie więcej, niż mądrale w Warszawie”. Temu drugiemu akurat nie przeczę.
I taka jest mniej więcej książka – oparta na niedopowiedzeniach, aurze tajemniczości, dwuznacznościach, nigdy nie mówiąca w sedno. Kontrariańska, bo przecież nikt nie jest prorokiem we własnym kraju. Na przekór obecnej polityce i układom sił. Niesamowita jest jednak wiara w sprawczość. Przykładem są pseudo-anonimowe opisy spotkań: alfa, beta, gamma, jota. Oczywiście, chodzi o wpływ S&F na najważniejsze osoby w państwie. Jaki jest realnie wpływ S&F? Tego nie wiemy, bo przecież nie chodzi o oficjalne spotkania w MON czy prezentacje dla BBN.
Moje ulubione momenty są dwa. Pierwsze, gdy czytamy o długich naradach przy cygarach i whisky, „samo gęste”. Panie doktorze, jak ja piję wódkę z moimi chłopakami i gadamy o polityce, to nie nazywam siebie think-tankiem. A też czytamy książki i gramy w Cywilizację i lubimy Hearts of Iron.
Najpiękniejszym momentem jest jednak, gdy dr Bartosiak opisuje „grę wojenną”, w której „koroniarze biją moskali”, ponieważ niejaki „jota” dostał możliwość grania Amerykanami. Tak, dobrze przeczytaliście. Kilkadziesiąt stron książki opisuje jak w bodaj 13 dni, wojsko polskie, grające na kodach, niszczy Rosję, kontrolując drabinę eskalacyjną. Ja też kocham gry strategiczne, a przy określonych założeniach, nie ma najmniejszego problemu, by wygrywać. Tylko obiecywanie tego Polakom jest szkodliwe.
Na końcu, najgorsze jest to, że czyta/słucha się tego fantastycznie. Dokładnie jak wspaniałe dzieje polskiego oręża i sukcesy pod Kłuszynem, tudzież Kircholmem. Miałem powrót do gimnazjalnych czasów ekscytacji wojną i husarią.
Problem jest taki, że to bajka, sprytne sztuczki i zakłamywanie rzeczywistości. {omijam już straszenie, że „NATO nie włączy się do gry, musimy bić się sami” i inne cuda, bo to że się to nie sprawdziło to wiemy.
Polecam, by samemu się przekonać.