No i doczekaliśmy się kolejnych przygód naszego ulubionego Inkwizytora. Przygód tym razem nieco bardziej przyziemnych, poruszających problemy tak dobrze nam znane, z humorem i wzruszeniami.
We wstępie Jacek Piekara przedstawia miejsce i czas akcji książki w całym cyklu - nie uważam, żeby umiejscowienie rozgrywanych wydarzeń po trylogii ruskiej, która, co tu dużo mówić, nie była najlepszym popełnionym dziełem autora, było dobre. Dostajemy strzępki informacji o tym, że niby to Mordimer nic nie pamięta, czego osobiście nie kupuję. No ale trudno, taki był zamysł Jacka Piekary.
Sama fabuła wzorowana jest oczywiście na niedawnej pandemii, ludzie zapadają na chorobę zwaną 'kaszlicą', część ludzi umiera, część zdrowieje, część mierzy się z powikłaniami - znajome, prawda? Do tego dochodzi wątek kryminalny, niezbyt intrygujący, ale zmuszający Mordimera i 2 jego 'ziomków po fachu' do działania, a jak wiemy - inkwizytorzy, bez podstaw, wręcz niechętnie korzystają ze swoich przywilejów do osiągnięcia celów.
Niechętnie muszę stwierdzić, że pewna era Mordimera się skończyła. Nie jest on już tak charyzmatyczny jak go zapamiętałem, a płomień jego wiary już nie jest sięgający nieba, a jedynie lekko rozświetlający to, co znajduje się przed nim. Tak, wypalił nam się chłop, czytając taki Dotyk zła, czy Młot na czarownice czułem, że Mordimer robi to co robi dla większego celu, a tutaj folguje swoim zachciankom, pozwala innym na manipulowanie sobą (chociaż tutaj Piekara się postarał, nawet najmniejszą drobnostkę opisał w taki sposób, jakby to filozof dawał upust swoim frustracjom, czyli tutaj niezmiennie, za co w moim odczuciu wielki plus dla autora). Sporym zaskoczeniem była dla mnie postać farmaceuty Bauma, który od początku kręcił się wokół Mordimera, często ukazywany był z dosyć zabawnej strony, ale potrafił też rozbudzić ciekawość i zainteresować swoimi przemyśleniami o kaszlicy i ogólnie życiu w zamkniętym mieście.
Właśnie, zamknięte miasto. Strach, kaszlica, to i bramy do miasta zamknięte. Czy powieść na 600 stron z akcją tylko w jednym miejscu może zaciekawić? Może! Co chwilę dzieje się coś, co zmusza naszego bohatera działania, a to ktoś zamorduje żonę, jakaś służka zdzieli ważną personę w twarz, do tego spisek goni spisek i nie możemy się nudzić. Najbardziej odczułem na sobie wątek pewnej kobiety, o której losach dowiadujemy się na dosłownie ostatniej stronie, a losy te nawet mnie wzruszyły, uderzyły we mnie, mimo, że nie było to coś bardzo odkrywczego, ale ukazało Mordimera w bardziej ludzki sposób.
Oczywiście jest dużo niepotrzebnych dłużyzn, ale nie są one czymś, z czym nie mieliśmy już do czynienia w poprzednich odsłonach przygód jego inkwizytorskiej mości.
Ktoś kto na bieżąco śledził informacje związane z pandemią również w książce odnajdzie kilka smaczków nawiązujących do naszej niedalekiej, zamkniętej przeszłości, o czym wspomina sam autor w posłowiu.
Nie jestem fanem przypisów na końcu książki, co właśnie tutaj dostajemy (bo jak to tak, klocek w ręce i co kilkanaście stron wertować na sam koniec książki, żeby dowiedzieć się mniej lub bardziej interesującej rzeczy?), ale przyznać trzeba, że przypisów jest sporo, na kilka dobrych stron.
W podsumowaniu mógłbym napisać, że książka jak najbardziej dobra, ciekawa, zmuszająca do refleksji, ale jako fan Jacka Piekary, w sumie całej jego twórczości, nie zrobię tego. Dostajemy czytadło, z bardzo rozciągniętą akcją, dłużyznami, refleksjami, nie brakuje tutaj wspominek o świetnym powonieniu naszego Inkwizytora (kto czytał chociaż jedną z pozostałych odsłon części, ten zrozumie), sporo zbliżeń z pewną młodą wdówką, ale nie ma zbyt wielu konkretów. Łatwo rozpisać zwykłą scenę korzystając z wieloletniego doświadczenia i po prostu lać wodę w formie filozoficznych dysput. Mi osobiście książka się podobała, samo obcowanie ze światem, w którym 'Jezus zstąpił z krzyża i ukarał swoich wrogów', sprawiło mi ogromną przyjemność, chyba po prostu towarzystwo Mordimera, jaki by on nie był, bardzo mi odpowiada. Fanów więc zachęcam, no bo to jednak nasze podwórko, raz jest dobrze, drugi raz piach nam w oczy, a jeżeli ktoś przygodę z Inkwizytorem planuje rozpocząć od 'Dziennika czasu zarazy', to raczej odradzam, po co zniechęcać się już na wstępie, zwłaszcza, że mamy kilka faktycznie dobrych i zawieszających wysoko poprzeczkę części?
A 'Płomień i krzyż IV' już w przygotowaniu!