Jak długo można kłamać – zwłaszcza gdy okłamujemy sami siebie? Jak mocno można cierpieć – dla kogo potrafilibyśmy przekroczyć granicę bólu? Jak uciec, gdy dowiadujemy się, że w głowie mamy szachownicę?
Siedemnaście odcieni strachu, siedemnaście opowiadań grozy o piekle świata finansów i korporacyjnych biurowców, o samotności, śmierci i miłości. Sprzedawcy ubezpieczeń, dresiarze, pracownicy koncernów, zrozpaczeni rodzice – co ich łączy? Uczynki ich wszystkich zostały zaksięgowane na tej samej fakturze dobrego i złego.
Pisarz, autor książek: Błędy (2008), Przemytnik cudu (2008), Zaksięgowani (2009), Dżozef (2011), W odbiciu (2011), Odwrotniak (2013) i Dygot (2015).
Napisał rownież kilkanaście opowiadań ogłoszonych w prasie i w antologiach. Przełożył z języka angielskiego wiele pozycji, między innymi Brudne wojny Jeremy’ego Scahilla, Paryż wyzwolony Antony’ego Beevora, Moją prawdę Mike’a Tysona i zbiór korespondencji pod tytułem Listy niezapomniane. Publikował w „Newsweeku”, „Polityce”, Angorze”, „Znaku”, „Nowej Fantastyce” i „Tygodniku Powszechnym”.
Laureat nagrody Śląkfa w kategorii „Twórca roku”, dwukrotnie nominowany do Nagrody im. Janusza A. Zajdla. Za przekład książki Listy niezapomniane na język polski zdobył Nagrodę Literacką Miesięcznika KSIĄŻKI. Za powieść Dygot nominowany był do Nagrody Literackiej Europy Środkowej Angelus i Nagrody Literackiej im. Jerzego Żuławskiego. Mieszka w Warszawie, z żoną Martą i zwierzętami.
Przed lekturą nie czytałam opisu książki, więc nie wiedziałam, czego się spodziewać. Żeby nie psuć nikomu niespodzianki, powiem tylko, że nie jest to Małecki, którego pokochałam za "Nikt nie idzie". Zamiast powieści obyczajowej dostajemy antologię horroru. Czy to dobrze?
Moim zdaniem - niestety nie. Wierzę w autora całym serduchem i jeszcze mnóstwo jego tytułów przede mną, ale "Zaksięgowani" mnie nie porwali. Swego czasu Fabryka Słów wydawała świetne antologie fantastyczne i można było w nich spotkać prawdziwe perełki. Tymczasem tu... Było ok, momentami nawet bardzo, ale problem w tym, że ja już wiem, na co stać pisarza. "Zaksięgowani" zostali wydani w 2009, "Nikt nie idzie" w 2018 i ta pierwsza pozycja może cerować skarpetki tej drugiej. Mam jednak świadomość, że to trochę tak, jakby porównywać krzesło balkonowe z ręcznikiem. Obie pozycje całkowicie różnią się od siebie i w zasadzie nie powinno się ich zestawiać. Ciężko jednak nie odnieść się do tego, jaki postęp widać w twórczości autora, bazując na przywołanych przeze mnie tytułach, a to niewątpliwy plus. I tego się trzymajmy.
PS Małecki z wykształcenia jest ekonomistą i znajomość tego świata zdecydowanie widać w "Zaksięgowanych". Doceniam również nawiązania do Koła, czyli rodzinnego miasta pisarza. Lubię takie smaczki, dzięki temu książki są bardziej osobiste, bardziej prawdziwe.
Bardzo pozytywne zaskoczenie. Pierwsze opowiadanie nie zachęcało do zapoznania się z całością, podobnie ostatnie - kończy zbiór opowieści z dużo niższego poziomu niż cała reszta. A "reszta" to naprawdę niezłe smaczki. Opowiadania łączy wspólny motyw uczucia osamotnienia, odrealnienia. Raz w formie opowiadania grozy, raz wkraczając na teren surrealizmu, a najczęściej przeplatając style i zostawiając czytelnika w zaskakującej zadumie. Bo dużo w tych tekstach każdego z nas. I czy tak naprawdę dużo brakuje, że znaleźć się w skórze któregoś z bohaterów?
Na samym początku chciałabym zaznaczyć, że nie przepadam za zbiorami opowiadań, tak ogólnie, natomiast tutaj (tak jak i wszędzie hehe) Pan Małecki znowu zrobił kawał świetnej roboty. Kilka razy poczułam się, jakbym dostała w brzuch, ale o to chodzi. Styl pisanie niesamowity. no WOWW i tyle.