Długo wahałam się, czy w obliczu tak mało pochlebnych recenzji, w ogóle zaczynać lekturę tej książki. Ostatecznie postanowiłam przeczytać i w zasadzie nie żałuję, chociaż oczywiście nie jest to żadna wybitna literatura podróżnicza. Książkę czyta się dość sprawnie, napisana jest w sposób lekki i przystępny, ale w tekście zdarzają się liczne powtórzenia. Wrażenie czytania ciągle tego samego potęgują jeszcze sążniste podpisy pod zdjęciami, które są kopią całych zdań z treści poszczególnych rozdziałów. W książce zawartych zostało wiele cennych i przystępnie podanych informacji z zakresu mitologii, religii czy historii Indii. Brak jest natomiast zwykłej codzienności, którą przecież autor po tylu latach przebywania wśród Hindusów, powinien znać od podszewki. Książka nosi tytuł "Moje Indie", ale te Indie Jarosława Kreta niewiele różnią się od Indii zwykłych turystów. Autor podąża utartymi i dokładnie już opisanymi w przewodnikach trasami zwiedzania. Nie odkrywa przed nami niczego nowego. No i po co te kilkukrotne odwoływania się do bitwy pod Grunwaldem? Jakaś polska megalomania zupełnie nie na miejscu i mocno irytująca. Pomimo tych niedociągnięć, książkę warto przeczytać, gdyż zawiera całkiem sporo informacji "teoretycznych" o Indiach, a dodatkowy rozdział o Bhutanie pozwala nieco poznać ten zamknięty dla większości turystów kraj.