Z krótkimi esejami najwyraźniej zawsze będę już miała jeden problem — przypominają mi wstęp do czegoś większego. Weronika Murek porusza tematy nie tylko ważne, ale też ciekawe, tyle że jej teksty nie dają wiedzy, a jedynie stanowią zachętę do zyskania jej. Bo może i autorka mówi o reklamach podpasek, kieszeniach czy sikaniu, o upodobaniu do lolit, narzucaniu ideału grzecznej dziewczynki czy wchodzeniu w role, ale nie ma w tym analiz ani szerszego spojrzenia. Zwykle bywa zbyt powierzchownie, jedynie liznięte. I jasne, czyta się to dobrze, a kilka myśli ubranych w słowa dzięki Murek musiałam zaznaczyć, bo mocno do mnie trafiły, ale co faktycznie tytuł ten daje? Dla kogoś, kto z poruszanymi tematami jeszcze się nie spotkał, eseje te będą otwarciem oczu, ale dla reszty mogą okazać się zawodem. Sama znajduje się od niego o krok. Krok, przed którym powstrzymało mnie kilka lepszych tekstów (rozdział o sikaniu czy przymierzaniu naprawdę lubię). Niekoniecznie całość polecam, ale lektury też nie odradzam. Tym bardziej, że zdania autorka układa zgrabnie na tyle, że czyta się je przyjemnie i tworzy więź z czytelnikiem, a to zawsze jest w cenie.