O starzeniu się bez owijania w bawełnę, z humorem i dystansem.
Długo wydawało im się, że wciąż się świetnie zapowiadają, a prawdziwe życie jeszcze jest przed nimi. Sukcesy, super szczęście, te rzeczy. Teraz okazuje się, że zanim rozwinęły skrzydła, czas je zwinąć. Jak z tym żyć? Jak się starzeć? Z godnością czy może jednak bez?
Odpowiedzi na tak poważne pytania, że można osiwieć, szukają w swoim antyporadniku dwie doskonałe i wielce przy tym dowcipne reporterki – Magdalena Grzebałkowska i Ewa Winnicka, twórczynie podcastu Jak się starzec bez godności.
Jest to przekochana książka. Chociaż osobista, to uniwersalna. Bardzo śmieszna, ale skłaniająca do refleksji. Totalnie życiowa i szczera, ale zupełnie bez krindżu i narcyzmu. Chociaż do wieku przedstarczego mam jeszcze kilka lat znalazłam wiele sytuacji, które łączą mnie z dziewczynami, nie mówiąc o rozterkach, które za wyjątkiem jednej (nigdy nie byłam na diecie!), wszystkie mamy wspólne. Dlatego bardzo dziękuję Magdzie i Ewie, że mogłam zostać zaproszona do ich przyjacielskiego dialogu (bo tę super energię między nimi czuć tu bardzo) i razem z nimi pośmiać się i powzdychać nad swoim losem. Mówię wam, nikt tak już nie pisze! Te teksty są ze starej (sic!) dobrej szkoły, mogłyby napisać je Lucyna Legut, Mira Michałowska i Maria Czubaszek. I jeśli to świadczy o moim boomerstwie - trudno. Wszyscy się starzejemy, nie ma co udawać wiecznej nastolatki. Hasło „wiek jest w głowie” to tylko marna afirmacja, którą próbujemy się pocieszać. Spytajmy młodych co o nim sądzą. Wydaje mi się jednak, że pewna kultura tworzenia tekstu, inteligentny, pozbawiony złośliwości, humor i dużo czułości od autorki dla czytelniczki, ale też dla samej siebie, to ponadczasowe składniki udanej lektury. A ta właśnie z nich się składa. Do tego jest to książka prześliczna, kolorowa jak jej autorki, ozdobiona świetnymi fotograficznymi portretami i jeszcze lepszymi kolażami autorstwa Agaty Endo Nowickiej, które wyglądają jakby Terry Gilliam narysował je do nowej serii Monty Pythona. Bardzo polecam na poprawę nastroju, dla mnie to była czysta frajda. Jeśli jesteście kobietami w wieku 40+, ta książka może zostać waszą nową przyjaciółką.
Bardzo lubię felietony i eseje, zwłaszcza te lżejsze i zabawne. I za te dwie cechy tę książkę doceniam. Brakowało mi za to, żeby przy obu tych cechach sięgnąć chociaż odrobinę głębiej we wnioskach. Bo chociaż lekko i wesoło, to wyszło płytko.
Inteligentne, pełne humoru i delikatnej złośliwość spojrzenie na świat, w którym żyją kobiety w tzw. okresie "przedstarczym". Autorki z dużym dystansem do siebie próbują przygotować się do starości i to nie tylko mentalnie. Podsumowanie przeszłości, refleksja nad teraźniejszością i nieśmiałe spojrzenie w przyszłość, a to wszystko okraszone sporą dawką sarkazmu. Audiobook czytają również same autorki. Książka na pewno trafi do serc tych, którzy aktualnie mają za sobą jakieś pół wieku życia.
To jest książka, której potrzebowałam. Co prawda jestem od autorek o dekadę młodsza, ale czuję jak one, że zaczynam być przezroczysta i że niektóre drogi są już przede mną zamknięte. I ponieważ mnie to trochę martwi, tak wspaniale się tę książkę czytało. Chłonęłam poczucie humoru i piękną ironię, ale użytą mądrze, by dodać pikanterii mądrym przemyśleniom. Jedna z ostatnich myśli książki, że niedługo będzie w Polsce 14 milonów ludzi po 60 roku życia i oni wszyscy będę mieć problemy z wyglądem, sportem, seksem, rodzicielstwem, modą czy zainteresowaniami napawa jednak optymizmem. Po pierwsze w grupie raźniej, a po drugie może jednak perspektywa się przesunie z patrzenia tylko na młodość, na patrzenie na różnorodność. Dziękuję autorkom.
Nie znam podcastu, na bazie którego wyrosła ta książka, znam za to i cenię obie autorki. Dotychczas znałam je tylko jako profesjonalne reporterki, postaci niewidzialne, skupione na przekazaniu historii. W tej książce obie pisarki pokazują się od zupełnie innej, prywatnej strony. Obie urodzone w pierwszej połowie lat 70. orientują się, że dla szerokiego społeczeństwa stają się kobietami starzejącymi się – a co za tym idzie, niewidzialnymi, odsuniętymi od wielu aktywności i skazanymi na ów proces.
6/10⭐ I burst out laughing a few times :) The author's describe how their lives change after entering the "age of transparency". While still feeling young on the inside, they notice age-related changes on the outside. It is told with disarming honesty, but it is funny and light. For all those who have four decades of life behind them.
Dobre dziennikarki napisały słabą książkę. Na siłę zabawną i niby osobistą, ale jednak ślizgającą się po powierzchni ogólnoludzkiego doświadczenia jakim jest starzenie.
Uwielbiam takie pozycje, pełne dystansu do życia do siebie, napisane z ironią i wielkim poczuciem humoru. I wszystko takie codzienne, takie nasze, polskie w krzywym zwierciadle. Niekontrolowane wybuchy śmiechu gwarantowane. Czytając miałam wrażenie że czytam swój pamiętnik. Dziękuję Autorkom za uświadomienie, że w wieku 45 najwyższy czas bym zaczęła się starzeć bez godności.
Świetnie napisane. Odrywałam się tylko dla tego, że trzeba czasem żyć.
Temat starzenia się, upływu czasu jest dla mnie ostatnio frapujący. W książce znajdziemy pokłady humoru i dystansu autorek. Wątki o akceptacji ciała, umysłu, otoczenia i polityki.
Zabawnie, miło, powierzchownie. Panie są obdarzone lekkim piórem, więc czyta się ślizgiem z piruetem. Myślę, że może książka się nada na poprawę humoru, na jaśniejsze spojrzenie na życie w wieku niewesołym. Potrzebowałam jednak dużo samozaparcia, żeby zabawić się w motylka i przefrunąć po tekście. Zupełnie nie moje klimaty.
Chyba nie moje pokolenie, takie tam pogaduchy. Sięgnęłam po takie czytadełko w tle, ale w połowie straciłam zainteresowanie. Skończyłam żeby odhaczyć i co by zniknęło z listy nie doczytanych.