„Sadystka z Auschwitz” to historia Marii Mandl, kierowniczki obozu dla kobiet w Auschwitz Birkenau, napisana przez Jarosława Molędę. Jest to książka trochę biograficzna, trochę pisana w formie reportażu, wspomnień o kobiecie- kacie, pani życia i śmierci.
Jest to niezwykle bolesna i trudna książka. Długo się do nie zabierałam, a samą lekturę musiałam sobie dozować. Nie wiem, czy to przez wspomnienia więźniów, czy zeznania samej Marii podczas procesu, ale przed oczami stawały mi najokrutniejsze obrazy, zbrodnie popełniane przez kobiety na kobietach. Pomimo że nie była to pierwsza książka o tej tematyce, którą czytałam, niezmiennie mnie ten temat zadziwia, nie jestem w stanie uwierzyć, że takie rzeczy się działy i wiecie co, czytając ten reportaż miałam nieodparte wrażenie, że często nadzorczynie kobiety były gorsze, brutalniejsze od niejednego mężczyzny.
Nigdy nie zrozumiem, skąd w ludziach tyle agresji, tyle nienawiści do drugiego człowieka i skąd czerpią siłę, by każdego dnia być gorszą wersją siebie, by utracić człowieczeństwo i stać się bestią w ludzkiej skórze.
Książka wywołuje ogrom emocji, niestety tych z rodzaju najgorszych. Po jej lekturze nie dziwi mnie też przydomek, jak nadano Marii- „Bestia”- pasuje do niej idealnie. Ta kobieta pełna była nienawiści, agresji, przemocą reagowała na każde, nawet najmniejsze przewinienie. Sadyzm, upodlenie, poniżenie- nie przesadzę, jeśli powiem, że tym się w życiu kierowała.
To nie była ani łatwa, ani przyjemna lektura. Jest to pozycja dla ludzi o mocnych nerwach, pasjonatów historii i tematyki obozowej. Niemniej uważam, że każdy powinien po tę książkę sięgnąć, by nigdy nie zapomnieć o tych strasznych czasach i okrutnych zbrodniach, do jakich dopuścił się człowiek w imię swoich chorych ambicji oraz ku przestrodze- by te okrucieństwa już nigdy nie wyszły spoza kart historii i ram książek, abyśmy nigdy nie musieli być ich świadkami.