Strasznie przykre tak zawodzić się książką, na którą się tak długo czekało i wobec której miało się tak wybujałe nadzieje. Nie do końca wiem po co i o czym traktował Kontratak. Czuję, jakby autorka oparła całą książkę na przemyśleniach, które można wyczerpać w jednym zwięzłym opowiadaniu, aniżeli pełnoprawnej powieści, dlatego też nie do końca spodobał mi się ten chaos, który tu zawitał. Pomimo bardzo słabych kwestii fabularnych, widzę te wnioski, widzę te smutne przemyślenia odnośnie odnajdywania własnej drogi, zderzania się ze światem, który nieczęsto miewa skrupuły, ale to chyba dla mnie okazało się zbyt prozaiczne i oczywiste, aby kupić tę wersję opowieści.
To co zadziałało w Almondzie, poprzedniej, bestsellerowej książce Won-Pyung, to bardzo oszczędny język, który bezpośrednio rezonował z przypadłością głównego bohatera. Wówczas, nie odczuwał on emocji, dlatego też taki był styl tej książki, kompletnie odarty z upiększeń, pełen krótkich, nierozbudowanych zdań. Niemniej jednak, nie podoba mi się powielenie tego motywu w tej książce. Całość była napisana praktycznie identycznie, często to było dla mnie po prostu mierne literacko. Taka oszczędność w stylu może mieć dobre skutki i wywierać dobre wrażenie, ale w tym przypadku aż prosiło się o większe pogłębienie niektórych wątków, rozbudowanie ich za pomocą jakichś opisów wewnętrznych, a tego tu nie było. Niestety, nie wywołała ta książka we mnie praktycznie żadnych emocji, po lekturze nie umiem o niej zbyt wiele powiedzieć, była dla mnie żadna. Może to dlatego, że nie jestem targetem tej powieści? Koniec końców, autorka nie funduje nam jedynie przykrych rozważań o poczuciu zagubienia u schyłku swojej młodości, ale też snuje opowieść o człowieku zestawionym z machiną korporacyjnego świata (zawsze z resztą skazanego na porażkę), o samotności, co jest chyba najbardziej przejmującą częścią tej książki, o ciekawej, lecz niestety nierozbudowanej wersji swoistego buntu przeciwko niesprawiedliwym i nierównym traktowaniu. Sporo tu tego, a jednak całość była dla mnie kompletnie pozbawiona emocji, jakoś się totalnie odbiłem od tych treści, chociaż sporo można było z nich wycisnąć. Autorka trafnie i mimetycznie obrazuje samotność i to, w jaki sposób trzeba jej przeciwdziałać, ale chyba końcowe wnioski o powrocie do trochę takiego konformizmu trochę tutaj psują przekaz.
Nie była to moja książka, kompletnie się nie polubiliśmy. Jestem w stanie zrozumieć, czym można się tutaj zachwycać, jest tu bowiem zawartych naprawdę dużo istotnych wątków, które po dodaniu jakże interesującego i wstrząsającego kontekstu społeczno-politycznego, snuje naprawdę przygnębiający obraz pokolenia, które spragnione jest bliskości, towarzystwa i takich pierwotnych potrzeb. W zamian wybierają zanurkowanie do machiny świata biurowego, które na pewnym etapie każdego dorwie ze swoją dawką niesprawiedliwości. To było spoko, ale czy cała książka, tak chaotyczna, tak niespójna, tak nijaka i koniec końców tak mierna fabularnie była dobrą formą na wysnucie tej historii?