Jest rok 1971. Sławny reporter Ryszard Kapuściński niedawno wrócił do kraju. Przez ponad cztery poprzednie lata był korespondentem w rozpalonej rewolucyjną gorączką Ameryce Łacińskiej. Teraz znajduje sobie nowe miejsce: w przytulnej redakcji „Kontynentów”. Niebawem obejmie w piśmie funkcję zastępcy redaktora naczelnego. Mocno się angażuje – czyta i redaguje, uczestniczy aktywnie w kolegiach i dyskusjach redakcyjnych. Koledzy wspominają, że mimo swej pozycji nie wywyższa się. Z rodzinnych przekazów wiadomo zaś, że żyje życiem „Kontynentów”, w domu to, co się dzieje w redakcji, jest jednym z głównym tematem rozmów.
Pisze. O Santo Domingo, o Chile, Kubie, Panamie, Ekwadorze, Angoli i Ugandzie; o niesprawiedliwości, głodzie, nędzy, dyktaturze, socjalistycznym wrzeniu. Pisze z pasją i erudycją. Ale temat główny zawsze jest ten sam: człowiek.
Dziś opowieści Kapuścińskiego, publikowane w „Kontynentach” w latach 1971-1989 i do tej pory nie wznawiane, można czytać dwojako: jako wnikliwy, uważny zapis wydarzeń, kreślony piórem światowej sławy korespondenta i reportera, ale też jako uszlachetnione upływem czasu, zuniwersalizowane studium ludzkiej natury i nieuchronności procesów społecznych – dzieło wrażliwego i czułego ich obserwatora – pisarza.
Ryszard Kapuściński debuted as a poet in Dziś i jutro at the age of 17 and has been a journalist, writer, and publicist. In 1964 he was appointed to the Polish Press Agency and began traveling around the developing world and reporting on wars, coups and revolutions in Asia, the Americas, and Europe; he lived through twenty-seven revolutions and coups, was jailed forty times, and survived four death sentences. During some of this time he also worked for the Polish Secret Service, although little is known of his role.
Istnieje powód, dla którego te teksty nie znalazły się w „kanonie” dzieł Kapuścińskiego. W większości były one pisane z tezą i miały bardzo wyraźny wydźwięk polityczny, którego oczekiwały ówczesne polskie władze (i zapewne wydawcy). Poza jednym tekstem z 1989r. mamy wiec tutaj pean na cześć socjalizmu wszelkiej maści, jak np. rewolucja kubańska czy angolańska MPLA.
Zupełnie tez nie zgadzam się z posłowiem córki autora, które wszystkie te reportaże stara się przewrotnie interpretować jako traktujące o Polsce. Pozwólmy reportażom opowiadać o świecie, nie sprowadzajmy wszystkiego do własnego poletka.
Mam mieszane uczucia co do "Latynoafryki". Rozumiem niskie oceny publikacji - w moim przekonaniu wynikające głównie z doboru tekstów jak i redakcji zbioru, w którym aż połowę (!!) zajmuje przedruk redakcyjnej dyskusji na temat Afryki, w której R. Kapuściński był zaledwie jednym z prelegentów oraz posłowie córki Kapuscinskiego (niezbyt zresztą przekonywujące). Pozostaje uczucie nieprzyjemnego rozczarowania takim wyborem redakcji. Same teksty Kapuścińskiego, drukowane w latach 70-tych w "Kontynentach" literacko są dalekie od jego najlepszych tekstów, jednak trzeba pamiętać, że cel i adresaci tych krótkich form z "Kontynentów" były całkiem inne - nie da się więc zastosować prostego porównania. Mimo zgrzytów i mankamentów, teksty zebrane w zbiorze potwierdzają w moim przekonaniu reporterską odwagę, bezgraniczne zainteresowanie światem, a także literacką wrażliwość Kapuścińskiego.
8 artykułów z Magazynu "Kontynenty", te z Ameryki Łacińskiej dość sucho opisujące fakty, trochę w stylu "Gdyby cała Afryka". Mnie najbardziej podobał się ten artykuł najnowszy, o Ugandzie, z 1989 roku (disclaimer: najlepsze reportaże RK w moich oczach to te z Afryki, jeszcze sprzed "Hebanu") Nie jestem przekonany do analizy tych artykułów, napisanej na końcu tej książki. Owszem, czyta się "Cesarza" jako alegorię Polski, ale czy każdy tekst o odległych krajach należy do Polski przykładać? Próby tłumaczenia wycieczek w kierunku socjalizmu w świetle wszystkich innych tekstów o Kapuścińskim można by chyba sobie już darować.
Ciekawe jako dokument historyczny, ale zdecydowanie nie są to teksty, które wytrzymały próbę czasu. Pisane "po linii" teksty dziennikarza z bloku wschodniego wyrabiającego wierszówkę pisaniem na tematy międzynarodowe. Pewne przebłyski wskazujące na wybitność Kapuścińskiego znaną z jego książek są tylko w jednym, tym najpóźniejszym już z 1989 dotyczącym Ugandy.
trzeźwe, suche, konkretne; bardziej rysy historyczne niż reportaże; świetne — moim zdaniem — wprowadzenie do głębszych refleksji nad dawnym i obecnym kolonializmem; w tekście o Kubie podobała mi się sympatia dla postaci Fidela Castro
Wszyscy się oburzają co do sposobu narracji autora, ale widać, że ktoś tu nie doczytał książki do końca. ;] Gratulacje dla Kapuścińskiego za świetną mowę ezopową i porównania do ówczesnych czasów PRL, gdy pogrążeni byliśmy w kryzysie. Dla mnie the best wśród reportaży. M.in. dlatego, że niewiele jest takich o Ameryce Łacińskiej, a przedstawienie skutków zimnej wojny w tym rejonie bez narracji lewicowej jest praktycznie niemożliwe ze względu na tematykę samej książki.