Gdzieś na pograniczu dzisiejszej Polski i Ukrainy na Pogórzu Sanockim stoi chudy i zaniedbany majątek Błudnickich. Do niego zdąża po ośmiu latach wojny i rosyjskiej niewoli syn tego domu Tomasz.
Ojciec jego w niejasnych okolicznościach stracił niedawno życie. Nie zdążyli się spotkać. Syn czuje, że musi tę pośpieszną śmierć wyjaśnić. Wiele pytań, mało odpowiedzi. Od czego zacząć, kto może być zabójcą. Czy miejscowy infamis, czy zbójnicka gromada, czy możny sąsiad, który tak szybko przejął ich dobra ziemskie.
A jak to w życiu się zdarza zazwyczaj – na drodze staje mu piękna kobieta i miłość przychodzi znienacka.
Snująca się jak dym po rzece opowieść sensacyjna z XVII wieku – czasów Zygmunta III Wazy. Wspaniale pokazane sylwetki szlachciców i szlachetków, łotrów i infamisów, spotkania katolików, arian, muzułmanów i żydów, zwykłych chłopów i jednej szczególnej wieśniaczki.
Miękko zapaść się w fotel, przymknąć oczy i poczuć się w tamtym miejscu i tamtych czasach.
100 lat nie zaśpiewam, bo dziś Pan Hen właśnie je skończył.
Napiszę tylko, że książka mimo iż początkowo wydawała mi się taką, która będzie opowiastką filozoficzną (to nie jest źle, ale na okładce napisano "sensacja"), bardzo mnie zaskoczyła!
Początkowo miałam też mieszane uczucia. Znacie ten stan, kiedy nie wiecie czy lubicie, to co czytacie (lub słuchacie) czy jednak ani trochę? Czuł tak mniej więcej do połowy książki, aż zorientowałam się, że słucham w trakcie pracy, kąpieli, śniadania... nieprzerwanie 7 godzin... To znak świadczący o tym, że książkę jednak lubię!
Język całej opowieści jest wystylizowany czy też może lepiej gdy napiszę oddany z taką dokładnością, że gdyby ktoś mi powiedział, że napisała to osoba współczesna Sienkiewiczowi (albo, że została napisana jeszcze ciut wcześniej), to na pewno bym uwierzyła. To co różni tą książkę od tych właściwych tamtym autorom jest rytm akcji..., bo tu naprawdę się dzieje.
Bardzo wartościowa pozycja. Odkopałam sobie przy jej okazji także informacje i artykuły o Lisowczykach o których ostatni raz czytałam pewnie w liceum i mimo, że nie jest to książka bardzo lekka, to ta opowieść mnie wciągnęła i także bawiła.
Polecam tym, którzy lubią powieści około historyczne:)
Powieści z dreszczykiem zwykle mnie nie poruszają, dekoracje szlacheckie – raczej odstręczają. Jednak ta książka jest naprawdę dobrze zrobiona: przebogaty język, wielowymiarowe postaci, historia, która naprawdę trzyma w napięciu. Sama jestem tym dosyć zdziwiona, ale naprawdę mi się podobało.
Piękne, odświeżająca klasyka. Wątek sensacyjny OK, ale świetne bogactwo zróżnicowanych postaci, "odbrązowienie" szlachty, wirtuozowskie panowanie autora nad językiem (który jednocześnie jest archaiczny i zamiennie, subiektywno-obiektywny, tj. narrator przeplata się z postaciami; świetna sprawa). No i ujmujący wątek miłosny z Urszulą, któremu w głębi serca czytelnik kibicuje.