Seria Ślady Leszego to opowieści tylko pozornie o bogach i demonach. Przede wszystkim to historie o ludziach uwięzionych w potrzasku między jednym i drugim. To też opowieści o samotności, odrzuceniu i gniewie, który potrafi być tak wielki, że wreszcie musi spłonąć we własnym żarze. To historie o tym, że czasem łatwiej mierzyć się z demonami atakującymi w ciemnym lesie niż z tymi, które czają się w ludzkiej duszy.
W czwartym tomie serii Ślady Leszego zatytułowanym Czerwony Kur, zbliża się święto Kupały, ale gdy z nieba leje się potworny żar, brakuje wody i wszystko usycha na polach, może się okazać, że Kwiat Paproci nie zakwitnie. Ludzie są rozdrażnieni i co chwila wybuchają nowe konflikty. Wtedy w Krukowcu pojawiają się Krowa, Kura i uśmiechnięta dziewczynka. Ten uśmiech nie wróży niczego dobrego…
Magdalena Zawadzka-Sołtysek urodziła się w 1983 roku w Sławnie. Obecnie mieszka w Gdyni. Ukończyła Akademię Sztuk Pięknych w Gdańsku, ale jej rozliczne zainteresowania wykraczają poza obszar sztuki wizualnej. Podejmuje różne wyzwania na wielu polach zawodowych. Literacko zadebiutowała krótkimi formami dla najmłodszych wydanymi w zbiorowej publikacji “365 bajek na dobranoc”. W książkach „Gra bogów”, „Saga jesionu” oraz „Trollscy” wykorzystała swoją pasję historyczną i zamiłowanie do folkloru. Niebawem ukażą się jej kolejne publikacje, w tym opowieść dla dorosłych osadzona w kulturze słowiańskiej. Bierze czynny udział w wydarzeniach promujących kulturę i czytelnictwo.
W Krukowcu robi się coraz mroczniej. Bogowie okrutnie mszczą się na tych, którzy w jakikolwiek sposób ich urazili, zmarli powracają pod postacią upiorów, a ludzie są dla siebie złośliwi i okrutni. W trudnych czasach jest też jednak miejsce na rozkwitającą miłość i przyjaźń, a relacje łączące bohaterów z każdym tomem są coraz bardziej skomplikowane.
Ta część podobała mi się chyba najmniej, ale może wychodzi mi bokiem połknięcie kilku książek z serii pod rząd i potrzebuję chwilowej przerwy. Z drugiej strony - jestem bardzo ciekawa tego, co będzie dalej, bo końcówka "Czerwonego kura" zapowiada, że moje serduszko zostanie rozbite.
To już czwarty tom cyklu „Ślady Leszego”, którym to kompletnie oczarowała mnie Magdalena Zawadzka-Sołtysek. Książki idealne dla mnie, które przenoszą mnie każdorazowo pośród grubo ciosanych, ale niepozbawionych dobrych serc mieszkańców Krukowa.
Czwarty tom w wyjątkowo umiejętny sposób domyka nam pewne wątki i usuwa ze sceny niektórych ważnych bohaterów. Panuje upalne lato. Mieszkańcy są nerwowi i nawet zbliżające się zabawy i rozkosze Nocy Kupały nie są w stanie poprawić ich humorów. Na rozkaz grododzierżcy w okolicy Krukowca powstaje karczma, której tak naprawdę nikt nie chce, zwłaszcza że praca przy niej nie należy do najłatwiejszej. Sambor, uczeń żercy, powoli sączy kwaśne piwo, które sam nawarzył sobie ostatniej wiosny. Jego śladem podąża krok w krok mała demonica, która zdaje się mieć destrukcyjny wpływ nie tylko na niego, ale i na pozostałych osadników. Korzeń i Żywia powoli docierają się w swojej relacji, a z uwagi na fakt, że są ludźmi mocno doświadczonymi przez los, są w budowaniu związku wyjątkowo powściągliwi i ostrożni. W tle jak zwykle oschła, ale jednocześnie o kryształowym sercu Gniewicha, przed którą wyjątkowo ciężki czas, bo pewna od dawna skrywana tajemnica wreszcie zostanie ujawniona.
Książka jak zwykle dla mnie świetna i trzymająca w napięciu. Coraz bardziej lubię drugoplanowych bohaterów i coś mi się widzi, że w kolejnych tomach mogą odgrywać oni jeszcze większą rolę. Pociekło mi trochę łez przy zakończeniu, czego kompletnie się nie spodziewałam. Świetne domknięcie niektórych wątków. Myślę, że wielu czytelników już na starcie kolejną część potraktuje bardziej krytycznie z uwagi na fakt, że odchodzi nam jeden bardzo ważny bohater, a nie wydaje się, żeby autorka planowała z powrotem ściągać go do Krukowca. Choć, kto wie?
Został mi jeszcze tylko jeden tom i przede mną oczekiwanie na kolejne. Biorąc pod uwagę, że piąta część wyszła dopiero w tym roku po dwóch latach od poprzedniczki, muszę chyba uzbroić się w cierpliwość. A Wam bardzo, bardzo, bardzo polecam, bo zdecydowanie warto.
It's my least favourite story in the Ślady Leszego series... :(
The series is supposed to consist of 10 short stories but, TBH, this one finished off with such events and decisions that now I'm not sure if we even get more books about Gniewicha, Korzeń, Żywia and the others... :(
The stories also grow darker and darker and less and less funny. I still loved the characters, especially the kids, and liked the mystery to be solved, but I simply got... wistful? at the end?
I hope I'm wrong and we will get more adventures from this small hamlet engulfed in Slavic beliefs, mythology and monsters...
Cała seria podbiła moje serce w rok! Przesłuchałam audiobooków na Legimi. Lektor sprawił, że historie mieszkańców Krukowca słucha się G E N I A L N I E. Czy jest bardziej klimatyczna powieść, oddająca realia życia dawnych Słowian? Chyba nie.
Los mieszkanców Krukowca znów był zagrożony przez mataczenie złośliwego upiora. Wiele się w tej cześci wyjaśniło i czytelnik wreszcie poskładał sobie wszystkie wydarzenia w jedną spójną całość. Trochę jednak żal, że historia tak się kończy.
--- Kolejny tom - te same, znane nam postacie i ich perypetie. Tym razem akcja przenosi się w środek gorącego i suchego lata. Brakuje wody, susza zagraża plonom, grozi głodem. Dodatkowo mieszkańców Krukowca odwiedza grododzierżca (pan na Ostańcu) nakazując im budowę karczmy pod nadzorem Bolemira - znienawidzonego poborcy podatkowego. --- Oczywiście Gniewicha znów musi mierzyć się z podstępnym, złośliwym Leszym, tym razem jednak definitywnie zamyka sprawę... Trochę robi się to może wtórne i nużące, ale dynamika i folklor języka to rekompensują. Reasumując - bawiłem się dobrze!
Co tutaj się działo. Z każdym tomem coraz bardziej doceniam tę serię, a wcale pierwszy mi się nie spodobał. Jedyny minus tego to fakt, że teraz jestem na bieżąco i muszę czekać na kolejne. Te demony, dzieci i baby na pewno coś jeszcze zmajstrują i ja już się nie mogę doczekać, by się dowiedzieć, co to będzie. Naprawdę dobra, mocno słowiańska seria.
Kocham tę serię! Jest świetna, a ta część chyba najlepsza ze wszystkich. Uwielbiam słowiańskie opowieści i klimat nocy Kupały. Bardzo podoba mi się to, że w tej części dużo się dzieje u wielu mieszkańców wioski, nie tylko u głównych bohaterów. Czytałam z ogromną przyjemnością, uwielbiam i od razu mam ochotę sięgnąć po kolejną część.
Jak zawsze na końcu, wiele wątków mogło być inaczej natomiast atmosfera, uniwersum, pełność czy kompletność tej historii aż dziwi z uwagi na to ze autorka nie za bardzo skupia się na opowiadaniu i budowaniu świata i narracji z tym związanej.
Nie mogę się oderwać, autorka zaskakuje pomysłami i tworzy fajne historie. Poprzednia książka trochę bardziej mi się podobała ale wszystkie historie są spójne i spajają się w jedną ciekawa opowieść. Zabieram się za kolejną książkę z serii. Polecam
O matko, co za świetne zakończenie kilku wątków! Nie spodziewałam się, że tak to wszystko się potoczy, ale jestem zadowolona z tego, jak autorka to wymyśliła. Świetna pozycja!