W wojnie między bogami nie będzie zwycięzców, zostaną tylko zgliszcza ludzkiego świata.
Świat leczy rany po wojnie z Przeklętymi, ludzie zaczynają zapominać o niebezpieczeństwie. Ale Szepczący – istoty, które niegdyś kroczyły po ziemi jako bogowie, nie zapomnieli o ludziach. I mają własne plany...
W chwili nieuchronnej klęski Olaf Rudnicki zgadza się zapłacić własną wolnością z życie swojej rodziny. Dumny, potężny alchemik trafia do świata, w którym jest jedynie niewolnikiem. Bezlitosnym, posłusznym narzędziem w rękach nowego pana.
Rozpoczyna się wojna, której zasad Rudnicki nie zna, ale wie jedno: od tego, jak wywiąże się ze swojej przysięgi zależy życie. Jego, jego rodziny, jego świata. Jeśli zawiedzie, choćby przeżył, nie będzie już miał gdzie wracać.
Urodził się 14 kwietnia 1965 roku. Ukończył studia historyczne, po czym podjął pracę w szkole. W międzyczasie współpracował z kilkoma czasopismami, w których publikował artykuły historyczne, a także związane z pewnymi aspektami sztuk walki m.in. na temat walki nożem i okinawańskiego karate. Interesował się działaniami służb specjalnych. W roku 2001 uzyskał stopień doktora nauk humanistycznych w zakresie historii, a w 2006 zadebiutował w "Nowej Fantastyce" tekstem "Pierwszy krok", rozwiniętym w wydaną z poczatkiem 2008 roku powieść pod tym samym tytułem. W NF ukazało się także kilka innych jego opowiadań i artykułów publicystycznych. W "Science Fiction & Horror" (wrzesień 2007) pojawiło się opowiadanie "Alchemik", będące fragmentem "Chorągwi Michała Archanioła", kolejnej powieści autora (obie wydane nakładem Fabryki Słów). Jest żonaty, ma dwójkę dzieci.
Słyszeliście może o cyklu „Alchemik Rudnicki”? Ja jak zwykle zabrałam się za coś nie od tej strony co powinnam, bo zaczęłam swoją przygodę od „Sługi krwi”, czyli pierwszego tomu Materia Secunda, gdzie wydarzenia dzieją się po serii Materia Prima. Ale, ale… Nic straconego, bo naprawdę bezproblemowo odnalazłam się w tej historii i bardzo się wciągnęłam także z pewnością wrócę do poprzednich przygód Olafa Rudnickiego.
Adam Przechrzta w „Słudze krwi” przenosi nas do świata, który podnosi się po wojnie z Przeklętymi. Emocje opadły, ludzie poczuli się bezpiecznie. Jednak istoty zwane Szepczącymi, które kiedyś kroczyły po ziemi jako bogowie nie zapomnieli. Mają nawet swoje własne plany, które nie koniecznie pokrywają się z planami ludzi. Rudnicki w zamian za pomoc w obliczu klęski płaci ogromną cenę. Oddaje swoją wolność trafiając do świata, którego zasad nie rozumie, a gdzie wojna zbliża się wielkimi krokami.
Olaf Rudnicki jest świetnym alchemikiem, przez co jego start w nowym miejscu wbrew pozorom jest łatwiejszy. Chociaż on wcale może tak nie myśleć. W końcu tyle przeszkód staje na jego drodze, a i nie jeden czycha na jego życie.
Świetnie napisana książka. Z jednej strony mamy nowe otoczenie, skomplikowane działanie innego świata, a z drugiej naprawdę dobre pióro autora, który prowadzi czytelnika w taki sposób, że ja na przykład w ogóle tego nie odczuwałam. Rzadko kiedy odnoszę takie wrażenie podczas lektury, zwłaszcza przy pierwszym spotkaniu z danym autorem/serią, ale czułam się tak po prostu swojsko. Nie umiem tego inaczej określić. Jakby to było moje miejsce. Jakbym razem z Olafem mierzyła się z coraz większymi wyzwaniami.
Mamy też przebitki ze świata, który w teorii znamy. W teorii bo jednak trochę się różni no i nie dzieje się tam najlepiej. Walki z Szepczącymi wciąż trwają. W obu światach nie jest za ciekawie i to dostarcza czytelnikowi kolejnych wrażeń.
Mam tylko jeden taki malusi minusik. Odniosłam wrażenie, że bohater ma życiowego farta. I może ma, ale momentami czułam jakby ten fart trwał zbyt długo. I to też nie tak, że wszystko przychodzi mu z łatwością, bo tak nie jest, a z drugiej strony momentami właśnie takie odnosiłam wrażenie. Trochę zagmatwałam, ale mam nadzieje, że zrozumiecie co miałam na myśli.
Całość jednak jak dla mnie genialna. Zakończenie - petarda. Cieszę się, że mogłam sięgnąć od razu po drugi tom.
Polecam gorąco! Nawet jeżeli nie znacie serii „Materia Prima”, a ja idę polować na swoje egzemplarze. 😎
Adam Przechrzta powieścią "Sługa krwi" rozpoczyna nowy cykl Materia Secunda, bezpośrednio powiązany z cyklem Materia Prima. Jednocześnie przenosi - i to dosłownie! - znanego z poprzedniego cyklu alchemika Olafa Rudnickiego do zupełnie nowego świata. Rudnicki ponownie będzie musiał uczestniczyć w wojnie - tym razem nie znając jej zasad. Dzięki takiemu zabiegowi cykl Materia Secunda można czytać bez znajomości poprzedniego: czytelnicy, tak jak głównych bohater odkrywają nowy świat i rządzące nim prawa. A stawka jest ogromna - dotyczy nie tylko spisków politycznych, ale i przyzywania Przeklętych, którzy mogą zagrozić całej ludzkości. Inspiracje kulturą chińską połączone z fantastyką, pełną nie tylko magii, ale i alchemii to wyjątkowe połączenie. Jeśli dodamy do tego świetnie wykreowane postacie i dużą dawkę ciętych dialogów uzyskamy przepis na niezapomnianą przygodę!
Jeśli należycie do tej samej grupy co ja - osób, które jeszcze nie czytały cyklu Materia Prima - to na początku lektury możecie poczuć się zagubieni. Adam Przechrzta nie wprowadza nas do swojego świata za rączkę - z dialogów możemy wywnioskować strzępki informacji o tym, co działo się wcześniej. Zdradza to oczywiście co nieco z poprzedniego cyklu, ale pozostawia wystarczająco dużo "białych plam", żeby chcieć sięgnąć po wcześniejsze przygody alchemika. To poczucie lekkiego zagubienia, konieczność poznania bohaterów - porównywalna do bycia nową osobą w grupie ludzi, którzy dobrze się znają - sprawiło, że nie wciągnęłam się od pierwszej strony. Jednak gdy już poczułam się swobodnie w towarzystwie Rudnickiego, to nie mogłam się oderwać od tej historii! Choć można zacząć od Materii Secunda, jak ja - to myślę, że znajomość Materia Prima gwarantuje jeszcze lepszą zabawę - bo od samego początku.
"- Nie słuchał pan uważnie - skarcił Rudnickiego Franko. -W tym świecie intrygi, przewroty, bunty i powstania to chleb codzienny. Przegrany traci wszystko, jego słudzy także. Literalnie wszystko, również życie. Wraz ze śmiercią pana giną ludzie związani z nim przysięgą. Dlatego o prestiżu i potędze rodu świadczy liczba sług krwi i honoru. Bo wszystkich innych można przekonać, przekupić lub zastraszyć, ich nie."
W "Słudze krwi" odnalazłam wszystkie elementy, które uwielbiam w powieściach - ciekawie wykreowany świat inspirowany Azją Wschodnią, pełnokrwistych bohaterów, naturalne dialogi oraz wciągającą historię. Dodam, że w wydaniu papierowym towarzyszą temu świetne ilustracje, a audiobook dobrze się słucha. Inspiracje kulturą chińską, a dokładnie tradycją wuxia wyróżniają "Sługę krwi" - z reguły inspiracje Azją Wschodnią są ograniczone do feudalnej Japonii i opowieści o samurajach (świetnie zrobił to Arkady Saulski w trylogii Zapiski stali). U Przechrzty zamiast katan i honorowego kodeksu bushidō wykorzystano taoistyczne wierzenia o możliwościach, które daje energia chi. Autor zgrabnie wplótł to we wcześniej stworzony świat - alchemik Rudnicki uczy się jakie są podobieństwa i różnice między magią w jego świecie, a energią chi w świecie do którego został przeniesiony - i jak je wykorzystać. Inspiracje nie ograniczają się do wykorzystania samych pojęć, ale wpływają chociażby na opisy scen walki czy zwyczaje panujące w przedstawionym świcie. Nauka panujących w tym świecie zasad razem z bohaterem stanowi istotny element fabuły i nie pozwala się nudzić. Dla mnie była bardziej wciągająca niż sceny akcji: możliwość zagłębienia się w świat alternatywnych "Chin". Nie każdemu przypadnie to do gustu: więcej w tym tomie eksploracji świata i nauki wykorzystania energii chi niż wielkich bitew o losy świata - można przez to odnieść wrażenie, że niewiele się dzieje poza kilkoma pojedynkami i zasadzkami. Jednocześnie całość pozostaje bardzo dynamiczna - Adam Przechrzta "opisuje" wykreowany świat poprzez sytuacje, w których znajduje się główny bohater, upierdliwy alchemik - a nie kilkustronicowe "suche" opisy. Pokazuj, a nie opisuj - to zasada, która idealnie określa narrację w powieści. Autor ma dryg do opisywania (ukazywania!) alternatywnych rzeczywistości - niby znajomych, a jednak pełnych tajemnicy i zagrożenia i wcale nie przeszkadzał mi brak "wielkich" wydarzeń!
Obok świetnie wykreowanego świata przedstawionego - w którym autor zadbał i o takie szczegóły jak wyjaśnienie w jaki sposób bohaterowie mogą się porozumiewać mimo znajomości innych języków - "Sługa krwi" stoi bohaterami. Alchemik Rudnicki jest na tyle dobrze wykreowaną postacią, że zwyczajnie chce się śledzić jego przygody i wraz z nim poznawać nowe postacie - lub przeżywać silne emocje gdy ich życie jest zagrożone. Oprócz przygód Rudnickiego w innym świecie, Autor wraca także do postaci z poprzedniego cyklu, co na pewno nie zawiedzie czytelników, którzy mają już za sobą cykl Materia Prima.
"Sługa krwi" to powieść przede wszystkim rozrywkowa, wyróżniająca się dzięki połączeniu magii i alchemii z klimatem Azji Wschodniej. Nie ma w niej miejsca na pogłębiony rys psychologiczny postaci i ich rozterki wewnętrzne czy budowanie rozległego fantastycznego świata z mnóstwem lokalizacji i rodzajów magii. Skupia się ona wokół bohatera, który wiele osiągnął - i który przyparty do muru niespodziewanym atakiem na rodzinę, przysięga przez trzy lata służyć w nieznanym mu świecie. Stawia to przed czytelnikiem pytania nie tylko o to, jak Rudnicki poradzi sobie z Przeklętymi, ale jak w ogóle poradzi sobie w nowych realiach, w których będzie musiał uczyć się wszystkiego na nowo. Jest to powieść, którą czyta się bardzo przyjemnie i z zaciekawieniem. Autor ma lekkie pióro i styl nie pozbawiony humoru. Moja rada: najlepiej od razu zaopatrzyć się w tom drugi, bo akcja kończy się w momencie kulminacyjnym, jak przecięta nagle zmaterializowanym mieczem!
Absolutnie fenomenalna! Nie ma tutaj co pisać - trzeba po prostu samemu przeczytać. Poprzednia trylogia według mnie była genialna, tutaj mamy do czynienia z czymś równie dobrym jak nie lepszym. W tej książce jest absolutnie wszystko, akcja, przygody, intrygi, genialny świat przedstawiony. Pochłonąłem ją dosłownie w chwilę i Wam też polecam z czystym sercem. Spróbujcie a na pewno się nie zawiedziecie.
Obawiałam się, że Sługa Krwi to nie będą moje klimaty, ale bardzo pozytywnie się zaskoczyłam. Książka napisana jest w bardzo przystępny sposób, nie nudzi, dużo się w niej dzieje. Akcja jest wartka i pomimo tego, że niektóre fragmenty były przewidywalne, Adam Przechrzta zapewnił czytelnikowi również mnóstwo zwrotów akcji. Bohaterowie są stworzeni w świetny sposób, mają skomplikowane i ciekawe historie, które cały czas mają znaczenie. Jest to, według mnie, bardzo na plus, bo czytelnik nie zapomina od razu tego, co przeczytał, jak to często bywa przy dużej ilości informacji. Było to moje pierwsze spotkanie z tym autorem, ale myślę, że zostanę na dłużej. Naprawdę jestem miło zaskoczona tym, jak dobry był Sługa Krwi.
Nie wiem, czy pamiętacie, ale w 2019 roku wręcz rozpływałam się nad cyklem Materia Prima Adama Przechrzty. Olaf Rudnicki i Aleksander Samarin zawładnęli moim serduchem, a doskonały klimat alternatywnej wizji przedwojennej Warszawy połączony z magią oraz alchemią po prostu mnie oczarował. Dlatego wręcz oszalałam z radości na wieść o kontynuacji przygód moich ulubionych bohaterów i z ogromną przyjemnością sięgnęłam po pierwszy tom nowego cyklu Materia secunda pod tytułem Sługa krwi.
Tajemniczy Ling Wei i spłata długu. Olaf Rudnicki, uznany na świecie alchemik i współtwórca potęgi odrodzonej Rzeczypospolitej tylko krótką chwilę cieszył się szczęściem rodzinnym i spokojem w towarzystwie ukochanych kobiet. Wszystko przez to, iż enklawy postanowiły o sobie przypomnieć i to od razu „wielkim stylu”.
Niestety, Rudnicki mimo swych licznych talentów, tym razem nie ma szans na wyjście cało z tej kabały. Na szczęście na jego drodze staje tajemniczy obcy o imieniu Ling Wei, który pomaga mu ochronić najbliższych. Wiadomo jednak, że na tym świecie nie ma nic za darmo i dlatego w ramach wdzięczności alchemik musi opuścić swoją rodzinę, udać się do nowego świata, w którym staje się narzędziem w rękach nowego pana.
W tym samym czasie Aleksander Samarin w odległej Moskwie musi stawić czoło kolejnej, znacznie groźniejszej inwazji Przeklętych i ochronić cara wraz z rodziną.
Kierunek Daleki Wschód. Nie tego się spodziewałam, ale jestem oczarowana i zachwycona.
Przeniesienie Olafa do nowego świata, który wzorowany jest na Dalekim Wschodzie, (dawnym Cesarstwie Chińskim) nadaje całej powieści niesamowitego smaczku i nutkę orientalnego klimatu. Dodatkowo wprowadza do całej tej zabawy sporo nowych, egzotycznych bohaterów wręcz „napompowanych wschodnimi atrybutami” (te wszystkie naturalne energie życiowe qi, medytacje i inne samodoskonalenia).
Sam Rudnicki przy tej zmianie klimatu pozostaje zaś sobą. Oczywiście pozostaje czujny, uczy czy się „kroków nowego tańca”, który właśnie przyszło mu się zmierzyć oraz poznaje granice własnych możliwości i magii, ale przy tym jest tak samo uroczy, a jego cięte riposty wciąż trzymają najwyższy poziom.
Jeżeli chodzi o Aleksandra Samarina, który pozostał w swoim „naturalnym środowisku”, to choć jego działka w tej odsłonie cyklu może nie gra pierwszych skrzypiec, ale doskonale pokazuje, iż bohater jest w najwyższej formie. Jego mocny charakter, pewność siebie i spryt są nieocenione w walce z Przeklętymi, a urok osobisty i poczucie humoru wciąż wywołują uśmiech (a czasem nawet rumieniec ;)) na mojej twarzy.
Wartka akcja i dobra intryga.
Akcja w powieści nie dość, że zaczyna się od pierwszej strony książki, to jeszcze do tego cały czas toczy się wartko, intrygi sypią się jak z rękawa, a jej zwroty potrafią momentami nieźle zaskakiwać.
Owszem jest kilka chwil na złapanie oddechu, poznanie nowego świata, w którym wszyscy szpiegują wszystkich, ale ogólnie nie ma czasu na nudę, a emocje momentami sięgają zenitu.
Podsumowując. Znowu trochę sypnęłam cukrem, ale uważam, że pierwsza odsłona cyklu Materia secunda na te wszystkie słodkości zasługuje.
Jeżeli więc szukacie fajnej fantastycznej powieści przepełnionej magią, alchemią, akcją oraz wyrazistymi bohaterami, koniecznie sięgnijcie po Sługę krwi Adama Przechrzty. Będziecie zachwyceni!
P.S. Jeżeli nie mieliście okazji przeczytać serii Materia Prima, koniecznie nadróbcie to niedociągnięcie, gdyż znajomość faktów i powiązań z tej serii bardzo przydaje się podczas przygody ze Sługą krwi.
„Sługa krwi”, czyli pierwsza z części drugiego cyklu „Materia Secunda” Adama Przechrzty, opowiadająca o przygodach alchemika Olafa Rudnickiego, przenosi nas do innego świata! Dosłownie i w przenośni, bo ta powieść naprawdę jest świetna i może nas porwać.
Olaf Rudnicki jest jednym z najpotężniejszych adeptów na świecie i spokojnie żyje z rodziną w Hiszpanii. Jednak świat nie daje mu zaznać szczęścia zbyt długo, do enklaw przedostają się coraz silniejsze potwory, przez co alchemik zmuszony jest zapłacić własną wolnością za to by przeżyli ci, których kocha. Trafia do świata, gdzie jest niewolnikiem księcia, tytułowym sługą krwi.
Rudnicki musi na nowo odkryć magię, która w tej części opiera się na wewnętrznej alchemii Dalekiego Wschodu. Cały nowy świat wzorowany jest na Chinach, styl walki, architektura, feudalny system państwa i widać, że autor ma o tym pojęcie. Całość jest opisana ciekawie, ale i zgodnie z prawdą historyczną, z tego co wiem. Świetnie zostało ukazane to jak Olaf musi radzić sobie od nowa, nie jest już potężnym magiem, a początkującym w dziedzinie kan. Choć mimo to, potrafi zaskoczyć, zarówno swoich wrogów, jak i przyjaciół. A jednych i drugich mu nie brakuje. Taki właśnie urok Olafa, przyciąga do siebie ludzi niczym magnez. Również kobiety lgną do niego, jak ćma do światła, co prowadzi do wielu świetnych i zabawnych sytuacji.
Cieszę się również, że pomimo tego, że większość akcji dzieje się w innym świecie, autor nie zapomniał o postaciach, których tam nie ma. Dostajemy zatem wstawki o Samarinie, który musi radzić sobie z atakami theokataratos w Rosji, chroniąc cara i jego rodzinę. Niestety, pod koniec dostajemy mało informacji o rosyjskim hrabim, więc nie wiemy co dzieje się z nim potem.
Jestem świadom, że niektórzy mogą narzekać na tę powieść, że jest to skok na kasę i że nie trzyma poziomu „Materia Prima”. Należy jednak pamiętać, że wcześniej autor dodawał jedynie magię i enklawy do istniejącego świata, tym razem musiał stworzyć ten świat od podstaw, jedynie wzorując się na kulturze Dalekiego Wschodu. Moim zdaniem udało mu się to świetnie i nic dziwnego, że ta książka jest inna od poprzednich o Rudnickim. Wierzę w to, że jest to wstęp do świetnej przygody, która cały swój potencjał ukaże w kolejnej powieści.
Choć napisałem, że „Sługa krwi” różni się od poprzednich książek Przechrzty, to jednocześnie jest do nich bardzo podobna. I tego się trochę obawiam, by autor nie przeniósł całej fabuły ze swojej pierwszej trylogii do drugiego cyklu, zmieniając jedynie miejsce akcji, lecz jak na razie się na to nie zanosi.
„Sługa krwi” była drugą najbardziej oczekiwaną przeze mną premierą tego roku (ustępując jedynie „Płonącemu bogowi” Rebecci Kuang) i nie zawiodłem się na niej. Uważam, że pozostałym fanom twórczości Adama Przechrzty również się ona spodoba. Rudnicki ma w sobie to coś; zjedna sobie przyjaciół, spodoba się kobietom, bez problemu narobi sobie wrogów i oczaruje czytelników.
Gorąco polecam „Sługę krwi”, której premiera już 19 maja.
To zdecydowanie najlepsza książka tego roku. Nie rozumiem dlaczego tak niewiele o niej słychać w Internecie. Zarówno wątki Rudnickiego i Samarina są bardzo ciekawe, z masą zwrotów akcji i genialnym humorem. No może niektóre sprawy idą Samarinowi zbyt łatwo, ale i tak nie sposób go nie lubić. Z resztą nawet bohaterowie drugoplanowi, jak i trzecioplanowi, są świetnie przedstawieni, chce się znać losy każdego z nich. Ryba rządzi ;) Nie mogę się doczekać kolejnej części!
Powieść przenosi nas w realia świata (początek XX wieku), który powoli podnosi się z ran odniesionych podczas wojny z Przeklętymi. Wróg nie został jednak do końca pokonany i nie można go lekceważyć. Ludzie zmęczeni długą wojną szybko jednak zapominają o niebezpieczeństwie co prędzej czy później może być bardzo groźne. Przekonuje się o tym Olaf Rudnicki, któremu niezbyt długo przyszło cieszyć się z bliskości żony i dzieci. W wyniku pewnych nieprzewidzianych wydarzeń znajdzie się on w sytuacji bez wyjścia, gdzie w celu ratowania rodziny będzie musiał poświęcić samego siebie. Nie oznacza to jednak ostatecznej „śmierci”. Alchemik trafia bowiem do nowego świata, gdzie zostaje tytułowym „sługą krwi”, którego zadaniem jest służenie swojemu panu. Odpracowanie pewnego „długu” oznacza wplątanie się w kolejną niebezpieczną wojnę. Szybko będzie musiał on nauczyć się zasad panujących w nowym świecie i zdobyć nowe umiejętności, o ile będzie chciał na tyle długo przeżyć, aby móc wrócić do swojej rodziny.
Początek nowego cyklu to coś więcej niż tylko zwykła kontynuacja przygód znanego bohatera. Adam Przechrzta sięga bowiem tutaj po pewne sprawdzone przez siebie schematy (z Materia Prima) implementujące je w nowym ciekawym świecie. Fani jego twórczości z jednej strony otrzymają więc to, co dobrze znają, podane jednak w całkowicie nowej otoczce, w której nie zabrakło kilku innowacji, masy tajemnic i wielu zaskakujących zwrotów akcji.
Dość mocno zmienia się tutaj klimat w stosunku do tego, z czym mieliśmy do czynienia w poprzedniej serii. Nowe realia dobrze obrazuje grafika na okładce, która dość jasno sugeruje „orientalne” tereny akcji. Świat, w którym przyjdzie teraz funkcjonować głównemu bohaterowi, dość mocno przypomina bowiem dawne Cesarstwo Chińskie. Takie realia dla alchemika ze starego kontynentu będą bardzo egzotyczne i mocno intrygujące. Będzie on musiał więc przywyknąć do nowych zasad, poznać reguły panujące w tym świecie oraz szybko nauczyć się tego, że zawsze należy być tutaj czujnym. Autor nie decyduje się tutaj jedynie na mocno rozbudowane opisy nowego miejsca akcji. Zadbał on również o odpowiednią dawkę widowiskowości i napięcia, które będą towarzyszyć czytelnikowi do samego końca książki.
Całkiem dobrze prezentują się również bohaterowie. Na karty powieści powraca nie tylko Olaf Rudnicki, ale również pewne inne znane persony. Są one jednak tylko dodatkiem do całego grona nowych równie ciekawych i dobrze nakreślonych bohaterów. Niektóre z nowych postaci mogą być jednak czasem lekko irytujące w swoim zachowaniu, ale to już kwestia indywidualnego gustu.
Na plus należy zaliczyć również fakt, że książka jest napisana w taki sposób, że mogą po nią sięgnąć nawet osoby nieznające wcześniejszego cyklu. Oczywiście pewne nawiązania do historii, odniesienia do niektórych wątków czy relacje zachodzące pomiędzy pewnymi postaciami, będą dla nich nie do końca zrozumiałe, jednak cały nowy główny wątek powinien zostać przez nich dobrze przyjęty.
Książka zapewniłą mi jakąś tam rozrywkę. Jeśli uspokoić w sobie wenętrzą dociekliwość i nie wnikanie w szczegóły to jest ok. Brak jej trochę logiki, nie wiadomo do końca dokąd ta historia zmierza. Świat, do którego trafia Rudnicki wzorowany jest od czapy na kulturze chińskiej. Dlaczego? Skąd? Czy Chiny znajdujące się na Ziemi to też jakieś istosty nadludzkie? Czekam na wyjaśneinie w kolejnych tomach :/. Jest to jakiś powiew świeżości w stosunku do pierwszej trylogii, ale jakoś mi tam Olaf nie pasuje. Już lepiej było wytworzyć nowego bohatera, a Olafowi dać spokój. Samarin jest, ale te wydarzenia dziejące się w Moskie to takie tło, nic tam z tego nie wynika. Ten tom kończy się nagle, gdzieś w środku akcji. Nie ma tu żadnego zakończenia, które zachęca do dalszego czytania. Na plus Okładka :). Według mnie zmęczenie materiału było już odczuwalne w ostatniej części poprzedniej trylogii, a szkoda bo Adept i Namiestnik były naprawdę bardzo dobre.
Ciekawe uniwersum. Już znane z cyklu Materia Prima jednak tu w "realiach" starożytnych Chin. Postaci mają tę zaletę, że nie denerwują zbytnio. A akcja gęsta. Trochę takie guilty pleasure ale na poziomie. Jak klub go-go gdzie wpuszczają tylko w krawacie. Polecam!