Ostrość obrazu, płynność granic. Tak bodaj najprościej można byłoby ująć specyfikę narracji w Tęczującym popiele Sheng Keyi. Ten sposób pisania – niestroniący od naturalistycznej wręcz dosadności i brutalności, balansujący nieraz na granicy dobrego smaku, ale też pozostawiający wrażenie tajemnicy i niedopowiedzenia, dryfujący pomiędzy światem materialnym i rzeczywistością duchową – sytuuje powieść w bliskim artystycznym sąsiedztwie znanego już dobrze polskim czytelnikom realizmu magicznego Mo Yana czy mitorealizmu Yan Lianke. (Fragment Posłowia Joanny Krenz)
Born in the 1970s in Hunan province, Sheng Keyi now lives in Shenyang, Guangdong province, and is usually considered one of the group of "female writers from Guangdong" that includes Wei Hui. Sheng is one of the newer generations of writers who deal primarily with modern China (as opposed to rural themes), but displays none of the immaturity or naivete that often plagues China's younger writers. She tends to begin with female characters and themes, but is a ferocious experimenter with style and voice, and her works cover a wide range of emotional and social territory.
Wow. Po prostu wow. Jestem pod ogromnym wrażeniem jak można wymyślić tyle określeń na tak straszne sytuacje, które miały miejsce kiedyś w Chinach. Autorka ciągnie nas przez całą książkę w takiej tajemniczości, ciągle jakbyśmy byli w takiej niewiedzy, a mamy ją podaną na tacy. Bardzo podobało mi się to, że język jest prosty i dosłowny. Nie ma owijania w bawełnę, tylko jak trzeba nazwać rzecz po imieniu to tak jest. Książka zrobiła na mnie piorunujące wrażenie, wywołała pełno emocji w głowie i jest to coś wyjątkowego, niespotykanego. Piękna pozycja w całej swojej okrutnej historii. Weszła na wysokie miejsce w moim rankingu książkowym, bo jest to ten typ, którego się nie zapomina, a wręcz ciągle się o nim myśli. Pełno pytań, rozmyśleń i niedopowiedzeń... Polecam.
“Tęczujący popiół” jest jedną z tych polifonicznych, szkatułkowych opowieści z elementami mitorealizmu, o których nie wiem jak się wypowiadać - czytałam ją przez zaskakująco długi czas, ale nie żałuję ani sekundy spędzonej przy prozie Sheng Keyi. Swtorzyła absurdalny świat na podstawie Chińskiej Republiki Ludowej, w którym Yao Minzhu odwiedza Nowy Raj, tzw. Ewangelię, a jednocześnie wraz z poznawaniem nowego otoczenia, poznaje zapomniane fakty o sobie.
Odkrywanie Ewangelii przeplata się z utraconymi wspomnieniami dziennikarki z odwyku od “metaforozy”, osądem sytuacji z perpsektywy Króla Yamy, a także pospolitego knura umierającego w upadającej dystopii. “Ktoś powiedział, że nawet pies wie, że trzeba dobrze trzymać z władzą” - ludzie oddają całe złote na rzekome przetapianie go na posąg Bodhisattwy, umierają w imię lepszego jutra danego od oświeconej istoty po wyrzeczeniu się Chrześcijanizmu na rozkaz Ośmiokieszennego, który trzyma całe społeczeństwo w ryzach przez jedynie swój statut wyrażany przez posiadanie największej ilości kieszeni w swoim ubiorze.
Pod alegoryczną przykrywką Sheng pokazuje gnijące drewno skrywające się pod pozłacaną powłoką posążku Bodhisattwy, a także przedstawicieli Nowego Raju. Charaktery mieszkańców na przestrzeni opowieści zmieniają się, ulegają mutacji aż w końcu ciężko rozpoznać w nich ludzi, którzy pojawili na pierwszych kartkach książki - ukazuje co zostaje z człowieczeństwa w reżimie i ślepym podążaniu za autorytetami. Może z tego powodu cenzura chińska nie przepuściła powieści do druku.
Nawiązania intertekstualne były dla mnie dosyć mylące - tj. twórczość Borgesa, z którą nie jestem zaznajomiona, jednak posłowie tłumaczki Joanny Krenz w większym stopniu rozjaśniło mi znaczenie wspomnianych w książce tworów. To samo odnosi się do realiów przedstawionych w książce: zarządzanie przyrostem naturalnym w społeczeństwie oraz indoktrynacją religijną - to wszystko w jakiś sposób nawiązuje do historii Chin i posłowie przybliża znaczenie przedstawionego onirystycznego świata. Nagromadzenie metafor i wielowątkowość historii nie sprzyjają liniowemu rozwojowi akcji, ale ubarwiają przeżycie czytelnicze po tysiąckroć i nadają niepowtarzalny klimat.
“Jej [Minzhu] niestrudzona reporterska dusza, błądząc po widmowym miasteczku, prowadzi wywiady z żywymi i umarłymi, odkrywając po drodze przerażającą historię Ewangelii - dystopijnego mikrokosmosu, w którym pieniądze i władza wydobywają z ludzi to, co najgorsze, obnażając ich najprymitywniejsze instynkty” - cytat z posłowia Joanny Krenz.
„Tęczujący popiół” to historia o okrucieństwie systemu (ale także jednostki) oraz o duszy uwikłanej w machinacje władzy w świecie, w którym dobro ludu przestaje być ważne i liczy się wyłącznie dobro rządzących. Akcja toczy się na granicy między jawą a rzeczywistością, w przeszłości, teraźniejszości i przyszłości - właściwie trudno stwierdzić, co jest prawdą, a co jedynie snem głównej bohaterki, która egzystuje pomiędzy światem żywych a umarłych. Bohaterka, czyli dziennikarka chora na metaforozę - uzależnienie od metafor, postanawia wyruszyć na poszukiwanie ukochanego do Ewangelii, miasteczka, które opisuje w listach jej partner. Już od samego początku zostajemy wplątani w skomplikowane i przerażające życie jej mieszkańców, gdzie miejscowy rząd chce za wszelką cenę wprowadzić projekt Nowej Wiary. Jednak ze względu na odstręczające, naturalistyczne sceny i opisy, które jedynie mnie odrzucały, nie uważam tej lektury za powieść dla mnie. Może gdyby nie to, przeczytałabym „Tęczujący popiół” z prawdziwym zainteresowaniem, ale obecnie czuję jedynie niesmak. Ale może właśnie o to chodziło autorce…
Książka dla dorosłych. Początek i koniec powieści są bardzo trudne do zrozumienia, część środkowa trochę ratuje książkę. Niemniej, bardziej polecam inne książki w temacie Chin drugiej połowy XX wieku (np. reportaż "Prowadzący umarłych").
Absolutnie genialna książka. To aż przerażające jak dokładnie opisuje sytuację w tak wielu krajach dzisiaj. Chwilami jest na prawdę trudna do czytania, ale wciąga niesamowicie. Nie umiem pisać dobrych recenzji, ale uważam, że ta książka zasługuje na to by ją czytać wiele razy.
Trochę mnie zawiodła? To nie jest zła książka, jest bardzo kompetentna, surrealistyczna i naturalistyczna co, mimo iż brzmi absurdalnie, łączy się ze sobą bardzo dobrze. Mam jednak wrażenie, że ilekroć autorka zaczynała się rozkręcać, rozdział się kończył i cała ekscytacja gasła. Dodatkowo, pomimo że wiem, jak istotny jest to temat, powoli mam dość krytyki totalitaryzmu, jest wiele innych rzeczy które także tej krytyki wymagają, a pozycje, jakie ostatnio pochłaniam, bardzo się tej tematyki trzymają. Dobre, ciekawe, ale nic wybitnego.