Miejscem wydarzeń tej baśni dla dorosłych jest zwykła, nienazwana polska wieś. Życie tam przypomina drzemkę przeplataną codziennością. Jest leniwe, spokojne, ziewające. W życie to wkrada się chichot śmierci, który zabiera głównemu bohaterowi, małemu chłopcu, rodziców, ukochanego psa a na samym końcu Wuja. Wszystkie te straty, skłaniają chłopa do podjęcia decyzji by spróbować przywrócić to, co odeszło, odwrócić nieodwracalne. Postanawia więc ukryć się w trumnie swojego Wuja i razem z nim zamieszać gdzieś na styku światów. I nauczyć się "sztuki tracenia", mimo że ona tak bardzo boli.
Kończę rok z baśniową i poetycką historią o odchodzeniu, przekraczaniu nienazwanych granic. Pełno w niej symboliki, strony otwierające należą do jednych z najbardziej zapadających w pamięć ze wszystkich książek, które czytałam w tym roku. O przemijaniu, o stracie, poszukiwaniach sensu, naprawdę mi się podobało. Przeczytam kiedyś jeszcze raz. Pięknych książek w 2022 roku!
„Weź tę miłość, co masz do mnie, co do Zojki masz, do ojca, tą Gustawową też, i rozrzuć wokół siebie. I czekaj. Cierpliwie czekaj.”
Książe w młodym wieku traci wszystkich - nigdy nie poznał ojca, a matka, wuj i ukochany pies odeszli od niego zdecydowanie zbyt szybko. Jak pogodzić się z tak wielką stratą? Czy jest to w ogóle możliwe?
Książe nie pozwala tak łatwo odjeść bliskim. Razem ze zmarłym wujem podróżuje przez las, w baśniowy i magiczny sposób opisuje drogę do pogodzenia się ze stratą. „Czarnolas” jest niczym sen - tajemniczy, poszatkowany i nieodgadniony. Nic nie jest tu jasne, ale jednocześnie wszystko ma sens. Przeraża, uczy i daje nadzieję, jak na baśń przystało. Pięknie napisane, szczere i niesamowicie magiczne!
„Józef mówił, że kto ma szorstkie dłonie, ten ma gładkie myśli. I rzeczywiście – gdy wieczorem jego ręce rozgarniały kruchą od świeżości pościel, to przed snem w głowie nic się już nie gniotło.”
Subtelna, paraleliczna do słowiańskich mitów baśń o śmierci. Ale śmierci przedziwnie namacalnej, mającej zapach i dłonie. O śmierci wyrosłej w środku lasu, śmierci będącej prachichotem życia. I paradoksalnie - śmierci, która uczy umiejętności pozostania. W świecie wiecznych, rozwarstwionych na ludzi i czasy odejść i zaniknięć. Spodziewałam się po tej książce trochę więcej stylistycznego nacisku, czegoś, co uczyniłoby ją wyraźną, czegoś dającego się pochwycić i obejrzeć dokładnie. Ale może właśnie taka miała być - ulotna, cicha i mdła, jak wiatr oplatający szyje drzew o zmierzchu.
Krótka, bardzo osobliwa opowieść o stracie i sposobach (nie)radzenia sobie z nią. To historia smutku, tęsknoty i samotności. Prowadzona jak baśń, charakteryzująca się pięknym bajkowym językiem.
Może "Czarnolas" nie skradł mojego serca, aby stać się ulubieńcem, ale na pewno zostanie w mojej pamięci na jakiś czas.
2,5 zaczęła się cudownie, ale się rozjechała, wyszło dość pretensjonalnie, zwłaszcza jeśli chodzi o fantazje na temat polskiej wsi (wypadają raczej miastowo-burżujskie) i truistyczne mądrości
Podchodziłam do niej ze sceptycznym nastawieniem, bo oniryzm nie jest dla mnie, ale okazała się bardzo pozytywnym zaskoczeniem. To kameralna i niezwykle klimatyczna lektura. Pięknie napisana!
" - Wuju, a jak właściwie mam być bez ciebie? [...] - Weź tę miłość, co masz do mnie, co do Zojki masz, do ojca, tą Gustawową też, i rozrzuć wokół siebie. I czekaj. Cierpliwie czekaj".
Pierwszej straty Książę doświadczył, gdy jeszcze nie było go na świecie. Następna przyszła kilka lat później, potem kolejna i kolejna. Jego najbliżsi odchodzili jeden po drugim, co w sercu dziecka rodziło coraz większy bunt. Jak poradzić sobie ze stratą? Jak pozwolić odejść ludziom, których kochamy?
„Czasem tak w życiu jest, że niektórzy mają jakoś gorzej. Nawet jeśli nie chorują, to szklanki tłuką, autobusy im odjeżdżają, a kwiaty w doniczkach marnieją."
Na skraju wsi znajduje się mroczny las, w którym łatwo można zniknąć. Ludzie nie darzą go zaufaniem, a nawet obwiniają za stratę bliskich. Może rzeczywiście zamieszkuje go coś, czego szept słychać w szumie liści, a może stanowi on jedynie prostą drogę do wyjaśnienia młodszym czym jest śmierć. Niezależnie od prawdy — wśród starych drzew, które potrafią słoneczny dzień zamienić w noc, można poczuć, jakby czas się zatrzymał. Jakby to, co na co dzień niewidoczne, nareszcie zyskiwało formę.
Jaga Słowińska stworzyła baśń dla dorosłych, w której rzeczywistość miesza się z snem, sen z omamem, omam z codziennością. Granica między tym, co realne a wymyślone jest bardzo cienka i łatwo jest ją przekroczyć. Nic tutaj nie jest dosłowne i poszczególne elementy każdy może dowolnie odebrać, co sprawia, że choć książkę czytałam trzy razy, to wciąż nie jestem pewna, czy byłam świadkiem postępującej choroby psychicznej, wybujałej wyobraźni dziecka, obrazowemu przedstawieniu uczuć czy ukazaniu magii, która zdaje się kryć w cieniu świata. Ta dowolność stanowi drugi punkt na liście „Dlaczego «Czarnolas» zdobył moje serce", bo pierwszym zdecydowanie jest język. Autorka posługuje się stylem tak poetyckim, że przez jej powieść czytelnik płynie. Momentami miałam nawet wrażenie, że całość ma rytm niczym muzyka, jaką usłyszeć można jedynie w środku lasu. Tworzyło to niesamowity klimat, który zachwycił moje serce.
Od ilustratorki do pisarki. Jaga Słowińska od kreowania światów rysunkami przeszła do tworzenia ich zdaniami i wychodzi jej to równie fantastyczne. W jej powieści jest mrok i wiele bolesnych uczuć, ale ma sobie również lekkość. Lekkość, którą jest nadzieja i miłość, któreych nawet śmierć nie potrafi odebrać.
Z serca polecam. „Czarnolas" jest tym, czym baśń być powinna i tym, czym literatura piękna może zachwycić. Osiada na duszy i wprowadza czytelnika w stan, który przypominać może sen. Cudowne uczucie!
„Przeszłość należy do przeszłości, teraźniejszość do teraźniejszości, młodość do młodości, starość do starości, życie do życia, a śmierć do śmierci."
3.5 konwencja baśniowa zachowana i wyszło to naprawdę dobrze. koncepcja piękna, a włączenie w to piesków - miód na serce. ale czegoś mi brakowało! chociaż teoretycznie wcale nie potrzeba tutaj większych wyjaśnień i szczegółów, ja z chęcią przeczytałabym tę historię w wersji choćby tylko trochę bardziej rozwiniętej i pogłębionej
Idealny przykład tego, że uczucia, smaki i zapachy są w stanie wciągnąć w słowa. A ich jest niewiele. Wyważone i przemyślane, jak gesty Józefa, poruszają ten okruszek tęsknoty za domem. Piękna baśń, do której będę wracać.
Przeczytałem ją w dwa poranki, 1 i 2 stycznia. Jest krótka i to może być recepta na przeczytanie 52 książek w rok, takie krótkie się szybko czyta. Ale tej nie czytało się, aż tak szybko, bo trochę muliła, gubiła się w próbie nadawania sobie jakieś szczególnej symboliki i znaczenia, głębi, gdy w istocie fabularnie to tu się niespecjalnie wiele i nic zaskakującego nie wydarzyło. Trochę taka bajka, ale kiedyś były lepsze bajki. Wiem, bo kiedyś byłem dzieckiem.
Trochę zastanawiałam się co mam napisać o tej książce. Jaki nadać ton słowom i jak przekazać wartość tego co się przeczytało, tak aby nie zgubić rytmu nadanego przez tą bardzo krótką historię. Czarnolas to moja pierwsza książka wydawnictwa i z wielkim przytupem wkroczyła w mój świat czytelniczy. Nie spodziewałam się tej dziwnej formy ani takiego sensu opowieści. Specjalnie nie zajrzałam na tył okładki by móc dać się zaskoczyć I wiecie co? Udało mi się to osiągnąć. Osiągnąć zaskoczenie pozytywną jego formą i przekazem. Choć to nie jest łatwa opowieść. To co spodobało mi się w tej mikro-książce to było, to że autorka poszła swoim własnym torem, nie poddała się narzuconym formom lecz dała czytelnikowi swój własny świat, stworzony swoim własnym słowem. Nie wiem jak długo nad tym pracowała, być może wystarczyła długa chwila jednak wiem, że to co napisała jest i było szczere. Bo szczerość tu się czuje. To jest magia, baśń dla dorosłych, bez zbędnych ozdobników, nienachalna lecz prosta. Tu spotkasz zwykłych ludzi śniących zwyczajnym życiem, płynącym przez świat powolnym strumykiem. Masz cztery pory roku i każda wyprzeda kolejną o kilka lat. Autorka namalowała swój własny świat w sposób oryginalny i niekoniecznie łatwy do zrozumienia. Choć tu mogę się mylić. To tylko moje odczucia i moja interpretacja. W tym świecie są ludzie, prawdziwe istoty, którym było dane życie. Pojawił się brat i siostra, następnie była miłość kobiety i mężczyzny, kolejnym krokiem było dziecko a potem przeczucia, dziwne natchnienia, nachodzące myśli niedające spokoju. Bliskość i prostota. To takie pierwsze narzucające się na świeżo po lekturze, przemyślenia. Taki styl jest dla mnie ciekawy choć inny od tego, z którym mam doczynienia na codzien w czytanych przeze mnie książkach. Podobało mi się. Czy to książka dla wszystkich? Nie wiem ale na pewno warto dać jej chwilę, otworzyć swój umysł i serce oraz dać się ponieść tej historii. Polecam.
"Czarnolas" liczy zaledwie 77 stron. Nie pamiętam, czy kiedykolwiek dostałam tak skondensowany obraz, tak poetycki język i tak synestezyjnie odczuwaną rzeczywistość, która balansuje na granicy sielanki i niepokoju od pierwszych stron, jak właśnie w tej książce.
Znajdujemy się w przeciętnej, niczym nie wyróżniającej się wsi. Czas płynie tu spokojnie, natura i człowiek są blisko siebie, nastają kolejne pory roku. W ten błogi, niczym nie zmącony obraz wkrada się śmierć, która odbiera kolejnych członków rodziny chłopcu, pragnącemu ten zły czas odwrócić.
Jestem pod ogromnym wrażeniem tej książki, która jest swego rodzaju baśnią dla dorosłych. Połączenie człowiek - natura, natura - człowiek jest jednym z tych, które natrętnie poszukuję w literaturze. Musicie mi uwierzyć, że "Czarnolas" jest książką, przy której nie można przejść obojętnie. A liczy zaledwie 77 stron...
Tę książkę polecała znajoma na Instagramie, a że ten tytuł pojawił się w formie audiobooka, to odpaliłam i na godzinę przepadłam. Realizacja genialna!
Krótka forma, lecz niezwykle bogata - naprawdę tak się da! Niesamowity klimat tej książki obłapia czytelnika swoimi mackami i wciąga do Czarnolasu nie dając możliwości na obronę.
Czarnolas może być dla każdego czymś innym. Autorka daje duże pole do interpretacji, a jeszcze większe do obudzenia w sobie emocji. Smutek miesza się z radością, mroczne myśli przeplatają się z tymi świetlistym, a to wszystko w bardzo baśniowym klimacie.
Strata - to główny temat tej niezwykłej historii. Trudno jednak o niej napisać coś więcej, bo gdzieś tam w środku kłębią się jeszcze zbyt świeże emocje. Gorąco polecam tę maleńką-wielką książkę.
jedyne słowa jakimi mogę opisać tę książkę to "okropnie piękne", bo teoretycznie nie powinno się zestawiać słowa "okropnie" z pozytywnymi przymiotnikami, ale nie da się inaczej; bo była piękna ale też niewypowiedzianie smutna i rozdzierająca.
Na początku mnie urzekła, potem trochę zmieszała i w pewnym momencie nie do końca byłam pewna o czym czytam by na koniec urzec mnie jeszcze mocniej. Piękny język, baśniowo mroczny las i akceptacja starty. A to wszystko na nie całych stu stronach, za to kocham krótką formę <3
Taka objętościowo niepozorna książeczka, ale o potężnym ładunku emocjonalnym. Cała historyjka ta rozgrywa się w spokojnej nienazwanej polskiej wsi. Ludzie mieszkający tam są prości. Żyją w zgodzie z przyrodą. Zmieniające się pory roku wyznaczają ich tryb życia.
Początkowy sielankowy obraz w miarę rozwoju sytuacji zmienia się w niepokojący i mroczny. To smutna historia o małym chłopcu, który powoli traci kolejnych członków rodziny i jego poczuciu tęsknoty za nimi.
Miłość i marzenia mają ogromną moc. Cud narodzin niesie pociechę. Śmierć przynosi dojmujący żal i smutek. Traktuje o przemijaniu w baśniowy sposób. W przyrodzie, wraz z zmianami pór roku wszystko rodzi się i umiera, tak i w życiu ludzkim, naturalna, nieunikniona kolej rzeczy: rodzimy się, żyjemy i odchodzimy.
Jak silna może być rozpacz po stracie bliskich i pragnienie odwrócenia skutków śmierci? Napisana jest w ciekawy sposób, ma niezwykłą formę, poetycko i wierszowo. Baśniowa i oniryczna. Ta historia snuta jest w bardzo obrazkowy i plastyczny sposób, można to wszystko sobie wyobrazić i poczuć. Warto znaleźć na nią chwilę. To coś niesamowicie pięknego i niepowtarzalnego, nie da się w pełni oddać słowami tego, jakie emocje wyzwala ta historyjka. Polecam!
zaledwie 80-stronicowy, a zatem kameralny w swej formie „czarnolas” to klimatyczna opowieść o granicy spraw doczesnych i wiecznych. biorąc za przykład losy dwójki rodzeństwa onirycznie osadza się w wiejskiej rzeczywistości i przywodzi na myśl coś niezwykle ulotnego, choć swą tematyką podejmuje jedne z największych egzystencjalnych trudów - przygląda się figurze śmierci, straty, ich akceptacji.
baśniowość i realizm magiczny znajdują tu swoje stałe miejsce głównie w naturze, a ekopoetyczna warstwa narracji zasadza się tu w szczelinach codzienności. istota budowy świata przedstawionego skupia się na nieustannej symbiozie między przyrodą a człowiekiem, zawartej już na poziomie dźwięków, zapachów czy cyklach ekosystemu. przez pryzmat szczegółowości ujmuje się tu rzeczy wielkie, a kontrast ten oczarowuje.
jednak mimo poetyckości przywodzącej na myśl pisarstwo olgi tokarczuk czy wrażliwość warsztatu joanny brach-czainy całość nieco rozjeżdża się po bardzo mocnej, intrygującej początkowej fazie budowania konceptu. to wciąż bardzo dobre otwarcie jak na debiut, jednak cała otucha wynikająca z prostych prawd potrzebnych w obliczu straty wkrótce wyczerpuje się na rzecz niedosytu - skrótowość podjętego tematu ucina go zbyt boleśnie.
Dłuższe opowiadanie. Zaczyna się realistycznie, od połowy mniej więcej przechodzi w pewną wizję zaświata.
Bohaterowie: Józef i jego młodsza siostra Zojka, ojciec jej dziecka Mikołaj i jego pies Gustaw. Tajemniczy Fago i dziecko Zojki i Mikołaja: strupek Książę. Dziecko jest nazywane strupkiem chyba dlatego, że strup powstaje na skutek rany (zwykle bolesnej) i krwawienia. I faktycznie: dekada życia Księcia (delikatne aluzje do "Małego Księcia" zamierzone) przyniesie mu wiele zranień.
Opowiadanie-przypowieść mierzy się z problemem żałoby. Miłość pozwala w nim wyjść z tytułowego czarnolasu. Ciekawa forma literacka. Proza delikatnie poetycka, szczęśliwie wolna od banału. Chyba dobra do polecenia smutnym.