Jump to ratings and reviews
Rate this book

Podróż nieoczywista

Wenecja. Miasto, któremu się powodzi

Rate this book
Przewodnik po Wenecji, który czyta się jak powieść.

Gretkowska połączyła encyklopedyczne treści z literackim stand-upem.


Miasto papieży i grzeszników, artystów i złoczyńców. Kościoły buduje się tu z pieniędzy ściąganych od prostytutek, a współcześni mafiozi wykradają zwłoki dawnej świętej. Wenecja to też miejsce ukochane przez wielkich tego świata: malarzy, muzyków, pisarzy. Miasto, które oszałamia bogactwem estetycznym i wywołuje objawy somatyczne zwane syndromem weneckim.

Jestem przewodniczką po mieście bezcennym, już nieistniejącym. Poznasz moją wersję Wenecji – muszli zostawionej na lagunie przez ludzkie potwory, święte i utalentowane dziwki, szubrawców i geniuszy, zamieszkujących to miejsce przez ponad tysiąc lat. Oglądana – to turystyczny kicz. Przyłożona do ucha – zamiast szumieć morzem, wytwarza informacyjny szum: tonie, zachwyca. Idealna na podróż poślubną

400 pages, Paperback

First published June 17, 2020

12 people are currently reading
85 people want to read

About the author

Manuela Gretkowska

41 books57 followers
Gretkowska studied philosophy at the Jagiellonian University in Kraków. In 1988 she left Poland to live in Paris, where she studied anthropology at École des hautes études en sciences sociales. It was France where she wrote her first short stories.

Gretkowska's literary debut was the novel We Are Immigrants Here (My zdies' emigranty) (1991), in which she ironically described the experiences of the young generation leaving Poland. Gretkowska's next three books described the life of a modern artistic-intellectual bohemian living in France: Paris Tarot (1993), Metaphysical Cabaret (1994), and Textbook for people. Skull: The First and Last Volume (1996) connects gnosis, kabbala, the character of Mary Magdalene and the skull motif in global culture. In this period, the writer earned the title of "scandalist" and "postmodernist." Manuela Gretkowska's prose eschewed grandiose language, more similar to the ease and austerity of the essay. In 1996, Gretkowska wrote a screenplay for the Andrzej Żuławski film Szamanka (She-Shaman).

In 1997, Gretkowska moved to Sweden, where she published several collected stories in the book Namiętnik (The Passionate One) (1998), notes from her world travels in Światowidz (World-View) (1998), and her columns, under the collective title Silikon (Silicon) (2000). She also co-wrote the screenplay for the first season of the TV series Miasteczko (Small Town) (2000).

Gretkowska's newest work is more personal, almost intimiate prose. Polka (Polish woman) (2001) was the writer's pregnancy journal, while Europejka (European Woman) (2004) presents a humorous view of a changing Poland through the eyes of Gretkowska the intellectual. In 2003 the author, together with her partner Piotr Pietucha wrote Scenes from Extramarital Life.

Ratings & Reviews

What do you think?
Rate this book

Friends & Following

Create a free account to discover what your friends think of this book!

Community Reviews

5 stars
15 (9%)
4 stars
48 (29%)
3 stars
65 (39%)
2 stars
30 (18%)
1 star
6 (3%)
Displaying 1 - 13 of 13 reviews
Profile Image for NerwSlowa.
782 reviews65 followers
August 12, 2020
Niniejszą recenzję, już to wiem, skończę pisać z bólem serduszka. Ale cóż, czasem trzeba.

Na początek chciałam dodać jedynie pewne zastrzeżenie: wszystko, o czym zaraz napiszę, zdecydowanie zmniejsza swoją intensywność w ramach postępu książki - czyli im dalej, tym lepiej. Nie mogłabym jednak z czystym sumieniem napisać, że wszystko jest w porządku, bo pod koniec (ostatnie 150 stron) byłam już tak zmęczona początkiem, że czytałam z niezbyt dużą przyjemnością, raczej patrząc na (przepiękne zresztą) zdjęcia i chłonąc pewien "ogół" niż rzeczywiście wczytując się w weneckie koligacje rodowe i historyczne.

Dobrze, zaczynam więc.

O Manueli Gretkowskiej przed lekturą wiedziałam tyle, że jest to intelektualistka i pisarka, której językiem ojczystym jest polski. W bardzo mglisty sposób kojarzyłam też jej książkę "Trans", którą przeczytałam w zbyt młodym wieku, by coś z niej zrozumieć. Nic więcej.

Moje oczekiwania do książki budowałam więc głównie na tym, co dostałam w poprzednich tomach serii - udanym pod niektórymi względami (a odrobinę denerwującym pod innymi) o Lizbonie oraz w każdym momencie moim zdaniem świetnym o Sztokholmie (ten drugi napisany został przez Katarzynę Tubylewicz). Chciałam przenieść się do innej rzeczywistości, do jednego z moich ukochanych krajów, do wspaniałego miasta, które znam tylko z opowieści, filmów, gier, książek i wszelkich innych historii. Obejrzeć piękne zdjęcia, poczuć, że jestem gdzieś indziej bez wyjeżdżania z domu (bo chyba się zgodzimy, że w połowie roku 2020 dalekie wojaże mogą okazać się dość nieprzyjemne w skutkach, i że wielu z nas jednak będzie obstawać przy unikaniu tychże).

I... z jednej strony wszystko to dostałam. A z drugiej... nie, po prostu nie.

Nie odmówię Manueli Gretkowskiej wiedzy historycznej czy wiedzy o Wenecji - oczywiście przepuszczonej przez osobisty filtr, ale właśnie na tej "personalności" polega przecież piękno przewodników nieoczywistych. Nie umiem tej wiedzy merytorycznie w krótkim czasie zweryfikować, ponieważ nigdy się na tyle Wenecją nie interesowałam, i nie jestem w pozycji, które pozwoliłoby mi na wytykanie Autorce błędów merytorycznych. Oczywiście, jak to ja, boleję nad brakiem redakcji naukowej, która dawałaby gwarancję zweryfikowania pewnych podstawowych faktów - nieładnie, Wielka Litero, nieładnie! - ale powiedzmy, że to jest akurat najmniejszy ze wszystkich problemów.

Co więcej, będę najgłośniej bronić prawa Autorki do opisywania rzeczy w taki sposób, jaki uważa za stosowne, czyli przez różnego rodzaju filtry, odwołania, maniery językowe czy środki literackie. Przyznam też w tym momencie, że istniały fragmenty, w których tę finezję językową czy odwoławczą uznawałam za przewspaniałą, i po prostu się nimi cieszyłam.

Muszę jednak napisać, że Manuela Gretkowska ma bardzo, bardzo, bardzo charakterystyczny styl pisania i prowadzenia narracji, i akurat mi - zwłaszcza w pierwszej połowie książki - wręcz wybitnie nie przypadł on do gustu. Opowieści o Wenecji są krótkie, jakby poszatkowane, co z jednej strony zwiększa dynamizm, a z drugiej wywołuje poczucie urwania historii w połowie, powierzchowności opisu. Tak, jakby dobrze było dopasować sobie miejsca czy wydarzenia do narracji, ale wejście głębiej i skonfrontowanie swoich przekonań z rzeczywistością nie było już możliwe ani pożądane.

Gretkowska jednocześnie lubuje się w bardzo wyszukanych metaforach czy wysublimowanych połączeniach między zdaniami czy akapitami, co sprawia, że książka, która miała być rozrywką, zaczyna nieco męczyć (zamiast, jak chyba miało być, nakłaniać do refleksji egzystencjalnej).

Podam przykład: opisywana jest Campanila, czyli dzwonnica na głównym placu/rynku Wenecji (w tym miejscu nie wchodźmy w szczegóły nazewnictwa architekturalnego) "Wenecjanie nazywają Campanilę <> - szefem, gospodarzem Piazzy i Wenecji. Ze szczytu - wjazd windą - panorama miasta, laguna, wyspy. Taras widokowy jest tak wysoko, że widać kulący się horyzont. Nie z powodu kulistości Ziemi, ale strachu przed nieskończonością kosmosu (moja teoria kwantowo-egzystencjalna" (str. 35-38). Coś podobnego, tzn. dość rozbudowana i bardzo mocno kontrastująca swoje części metafora (tak mocno, że aż zgrzytająca w uszach) jest też np. na stronie 44. I na str. 55. I na str. 60. I tak dalej, i tak dalej. I nie chodzi mi tylko o to, że w ogóle znajduje się w książce "jakaś" metafora, że jest to bardziej wymagający sposób opisu, że jest to mocno literackie, a mniej reportażowe. To, co chcę powiedzieć, to to, że w tej książce umieszczone zostało tak obfite nagromadzenie skomplikowanych i często wielozdaniowych metafor, że po prostu trudno jest niekiedy odcyfrować, co właściwie Autorka miała na myśli, co chciała przekazać, jakie było jej przesłanie, i dlaczego, kurczę, musiała do tego użyć kolejnej metafory.

Ten zabieg (nie wątpię, że świadomy, bo akurat warsztatu Manueli Gretkowskiej odmówić nie można) nieco wytrąca z rytmu. Nie chodzi tylko o kontrast (str. 103: "Za kawą ciągnął się aromat konkurencyjnego dla chrześcijan seraju. Była wenecką amfetaminą. Nakręcała to nadaktywne miasto działające jak Wall Street połączona z Las Vegas. Turcy hamowali działanie kofeiny dawkami opium. Zachód dla spokoju sumienia, nie układu nerwowego, wdychał opium dla ludu w kościołach. Co odkrył dopiero Marks"). Chodzi po pierwsze o konieczność ogromnego skupienia i ciągłego odcyfrowywania tego, co Autorka miała na myśli, pisząc te słowa, a po drugie - śledzenia ukrytych sensów i kontrastowania ich ze swoimi poglądami. I po trzecie zastanawiania się, czy ja właśnie czytam książkę relaksującą, otwierającą moje horyzonty i pokazującą mi inny świat, czy głęboki traktat filozoficzny na temat okropieństw konsumpcjonizmu.

I tak, są tutaj momenty językowo przewspaniałe, które do mnie trafiają, poruszają mnie, zachwycają. Jak np. str. 104: "We Florianie [kawiarni - przypis mój] bywali też Sartre, Dickens, Byron. Przesiadują tu nostalgia i turyści". I są rzeczy ciekawe i interesujące, i jest trochę magii tej Wenecji. Co więcej, ta nadmierna złożoność metafor jest totalnie subiektywna i pewnie zaraz okaże się, że te, które ja uważam za przekombinowane i wręcz językowo ostentacyjne, ktoś inny będzie obwoływał genialnymi. Jestem z tym całkowicie pogodzona, a wręcz zadowolona, że komuś innemu ta książka spodoba się bardziej.

Co do rzeczy wydawniczych, oprócz wspomnianego już powyżej być może zbyt dużego poszatkowania oraz kwestii braku redakcji naukowej: po pierwsze nie rozumiem, nie pojmuję, nie ogarniam, jak do książki, za którą bierze się pieniądze, i którą kreuje się na bardzo osobiste doświadczenie osoby jej piszącej, można wstawić zdjęcia stockowe. I okej, cieszę się, że został podany autor, a nawet rodzaj licencji, i strony, na których zdjęcia zostały umieszczone w książce. Ale wziąć zdjęcia (nawet przepiękne!) kogoś innego i je "podpinać" pod czyjeś doświadczenie, nawet z całkowitym oznaczeniem i poszanowaniem praw własności intelektualnej to naprawdę nie fair w stosunku do czytelnika. Zwłaszcza że w pewnym momencie Gretkowska wyraźnie pisze, że jej córka pojechała z nią do Wenecji, by pomóc jej w robieniu zdjęć do książki. Z jakiegoś powodu córka pojawia się także na zdjęciu na IV stronie okładki, jest też wspomniane jej nazwisko, jednak w spisie zdjęć (który pewnie tylko ja analizuję) nie ma żadnych zdjęć przez nią wykonaną (chyba że ukrywa się pod pseudonimem). To też powoduje zgrzyt: bo dlaczego Autorka, skoro napisała książkę samodzielnie, nie jest na zdjęciu sama. Albo, jeśli chciała swoją córkę uhonorować, bo np. bardzo jej pomagała, nie ma jej wspomnianej chociaż drobniejszym drukiem na okładce> Albo na stronie tytułowej? I dlaczego, dlaczego, dlaczego p. Gretkowska po prostu nie wynajęła fotografa albo nie poprosiła któregoś z przyjaciół/znajomych o współtworzenie z nią tego projektu? Wzięcie przypadkowych zdjęć z internetu sprawia, że całość zaczyna nosić znamiona szkolnego projektu na geografię pisanej przez buntowniczą nastolatkę, a nie "prawdziwej" książki, za którą ktoś bierze pieniądze. I jest tym bardziej nie w porządku, że, jak widać z recenzji na portalach czytelniczych, większość czytelników nawet tego braku autorstwa nie zauważy, zachwycając się tak po prostu pięknymi zdjęciami. A nie wspominam już o całkowitym braku jakiejkolwiek bibliografii (która jest wymagana przecież nawet w szkolnych projektach)...

To chyba wszystko, co mam do powiedzenia. Nie jestem zawiedziona, że tę książkę kupiłam ani że poświęciłam jej czas, ale boli mnie, że nie była lepsza, bardziej dopracowana wydawniczo i mniej wydumana literacko. Szkoda.
Profile Image for Kinga (oazaksiazek).
1,448 reviews174 followers
July 27, 2020
Podchodziłam do tej książki wiedząc, że styl pisania Manueli Gretkowskiej nie do mi końca odpowiada. Można więc uznać, że nie rozczarowałam się tą pozycją tak bardzo jak niektórzy czytelnicy. Już na wstępie wiedziałam bowiem, czego mogę się spodziewać po tej autorce. Dzięki temu skupiłam się na tym, co chciała mi ona przekazać a nie w jaki sposób to zrobiła.

Sięgnęłam po ten tytuł tylko i wyłącznie dlatego, że byłam ogromnie ciekawa odbioru Wenecji przez kogoś z zewnątrz. To piękne włoskie miasto jest niezwykle ciekawe i skrywa w swoich granicach wiele wspaniałych miejsc. Niektóre z nich są łatwiej dostępne dla zwykłego turysty, inne wymagają włożenia nieco większej energii i pomysłowości. Wspólnie z Manuelą Gretkowską pokonujemy mniej i bardziej znane zakamarki weneckiej przestrzeni. Zaglądamy do licznych kościołów, płyniemy na sąsiednie wyspy a nawet poznajemy tajemnicze historie.

Cieszę się, ponieważ dzięki tej książce dopisałam kilka punktów do swojej listy miejsc do zobaczenia podczas ponownej wizyty w tym mieście.

Zdjęcia były dobre i stanowiły uzupełnienie tekstu, jednak nie zachwyciły mnie tak jak początkowo myślałam. Z drugiej strony nie były one dopieszczone i podkoloryzowane a to powinno się doceniać. Autorka pokazała Wenecję taką, jaka jest naprawdę.
229 reviews
May 7, 2025
Ocena: 3,5
Bardziej niż typowy przewodnik, to zbiór ciekawostek, anegdotek i pikantnych faktów o Wenecji. Jako że nie znam się na sztuce, za dużo było dla mnie chwilami nazwisk, odniesień do 3dzieł itd. Poza tym bardzo przyjemna lektura przed wizytą w Wenecji :)
Profile Image for Szyszynka95 .
126 reviews10 followers
September 25, 2025
A mnie się podobało. Nie jest to typowy reportaż podróżniczy, ani literatura faktu. Ot, taki zbiór historii i ciekawostek o Wenecji, często gorszących i pikantnych. Może czytało mi się tak dobrze, ponieważ chodziłam tymi mostami i uliczkami. Trochę zdobyłam wiedzy, trochę się ubawiłam. Spojrzenie autorki na Wenecję nie było obiektywne, raczej ironiczne i przekorne. Nie szukałam przewodnika ani książki historycznej. Podczytując sobie i zwiedzając, mogłam zwrócić uwagę na miejsca i budynki, które niekoniecznie szczycą się chlubną historią oraz nie są ujęte w przewodnikach.
280 reviews1 follower
September 23, 2023
2.5💫
Za dużo chaosu. Lubię krótkie rozdziały, ale w tym przypadku miałam wrażenie, że były o niczym. Autorka zaczynała jakiś wątek, często nawet interesujący, ale brakowało puenty, finiszu. Gdyby nie to, ze miałam okazję zwiedzić Wenecję, ta książka chyba by mnie do niej zniechęciła, a byłaby to dla mnie olbrzymią strata. Okropna jest również postawa autorki, która stawia się powyżej jakiegokolwiek innego turysty. Nawet zgadzam się z częścią argumentów, ale wciąż uważam, że to że autorki nie zachwycają "Typowe atrakcje turystyczne" Wenecji sprawia, że są gorsze.
Zaokraglam do 3 gwiazdek za to, ze z czasem jest trochę lepiej i za kilka ciekawostek i weneckich legend, o których nigdy wcześniej nie słyszałam.
Profile Image for Dominika.
123 reviews7 followers
February 8, 2021
Gretkowska i Wenecja do siebie pasuja stylowo, ale amatorskie fotografie o marnej jakosci to juz nie.
126 reviews
September 15, 2024
To dziwnie napisana książka, bardzo chaotyczna i nierówna pod względem doboru treści i stylu (wplatanie wulgaryzmów chyba miało wskazać na niejednoznaczność historii miasta, ale zazwyczaj po prostu razi). Nie do końca przewodnik, nie do końca historia miasta czy opis znajomości z nim – znaczy dwa pierwsze elementy przeważają, a czasem, jakby się autorce przypomniało, pojawia się ostatni element. Trochę szkoda, bo dwie historie wspólnych pobytów z córką – jeden podczas aqua alta i drugi w nawiedzonym hotelu – to dwa fragmenty, które czytało się najlepiej. Dlaczego chaotyczna? Bo pierwsze wrażenie, ze względu na krótkość poszczególnych rozdziałów/podrozdziałów (1-2 strony zazwyczaj) i ich poruszanie pojedynczych tematów i pojawiające się powtórzenia (opis historii zbudowania pałacu przez Napoleona czy kilkukrotne tłumaczenie, że Serenissima znaczy Najjaśniejsza), sugerowało, że można książkę czytać w dowolnej kolejności… a tu jednak nie, bo niektóre notatki odwołują się do poprzednich. I druga kwestia, tematy poruszane są na wyrywki pomiędzy poszczególnymi częściami (np. historia Casanovy czy weneckich malarzy). Dobrane zdjęcia (nie wchodząc w kwestie ich autorstwa) w miarę dobrze oddają opisywane treści i klimat miasta, przynajmniej w tych przypadkach, kiedy są podpisane.
217 reviews
September 23, 2023
Wszystko zależy od tego dlaczego i po co sięgnęliście po tę pozycję. Dokument historyczny?-pudło, przewodnik typowy - pudło, opis życia w Wenecji - pudło. Natomiast jeśli chcecie spojrzeć na to miasto z innej, nie swojej może, perspektywy, poznając czasem nieznane fakty, ale tak jak z opowiadań przyjaciółki - to właśnie jest to! Podeszłam do tej książki jak do pogaduch z koleżanką i wyciągnęłam dla siebie to co chciałam, a było tego nie mało.... i nie oceniałam stylu, redakcji itp. Czasem chciałoby się więcej, ale może będzie jeszcze na to czas przy innej okazji??? Zdjęcia z wakacji też są jedne udane mniej inne więcej , jedne stworzone samemu , inne zapożyczone - jak pocztówki dokupywane w podróży, ponieważ nie potrafimy lub nie mamy pomysłu na dane ujęcie.... Po tej relacji z pobytu i dodatkowych wrażeniach Pani Gretkowskiej z chęcią spakowałabym się po raz kolejny, żeby odwiedzić, może jej śladami także, tę Wodną Panią.
Profile Image for Magdalena Wajda.
499 reviews21 followers
September 7, 2021
Świetny nieoczywisty, zupełnie inny przewodnik. Manuela Gretkowska nie pisze o turystycznych "must have", natomiast dzieli się swoimi wrażeniami, zachwytami, ulubionymi miejscami. Kupiłam specjalnie, ponieważ w ramach urlopu właśnie tam jedziemy i książka szybko najeżyła się przyklejanymi karteczkami, a lista punktów koniecznie do zobaczenia baaaardzo spuchła.
Nie zawiodłam się. Bardzo przyjemne są te teksty-miniaturki o różnych miejscach i ludziach, bardziej impresje czy felietony niż konkretne wskazówki. No i jak zwykle u tej autorki bardzo dobry język, sporo ironii 🙂 Warto, nie tylko przed wyjazdem 🙂
Na duży plus także mnóstwo zdjęć, w tym sporo zrobionych przez córkę autorki - nie są "picowane" ani poprawiane, realistyczne kolory, dobre kadry.
Profile Image for Justyna.
348 reviews8 followers
April 25, 2025
Dobrze, ze nie posluchalam napasci na kwiecisty styl Gretkowskiej i zdecydowalam sie na czytanie.

Autorka wciaga w swoja opowiesc o Wenecji i dzieki szczegolom opowiedzianym w wyjatkowy sposob, stajesz sie czescia weneckiej tajemnicy i weneckiego blichtru. Owszem, styl Manueli jest kwiecisty, pelny metafor i dygresji, ale dla mnie byl przede wszystkim wysycony wrazliwoscia i delikatnoscia, swoistym pieknem wlasciwym wlasnie Wenecji. Widac tu milosc i zachwyt miastem. Rozbudza apetyt na wiecej. Inspiruje. Otrzymalam wiecej niz moglabym oczekiwac.
Profile Image for natalia.
208 reviews
June 29, 2024
2,5 - wyciągnęłam z tej książki naprawdę wiele, ale niestety czytało się ją strasznie ciężko.... Wybrałam ją po przeczytaniu komentarzy, że się przez nią płynie, że czyta się jak powieść, a niestety bardzo nie mogę się z tym zgodzić. Czyta się ją ciężko nawet nie przez ilość faktów tylko bardziej przez niekiedy brak spójności.

Ogólnie skarbnica wiedzy, ale musiałam się zawziąć, żeby to skończyć :D
Profile Image for Sztaluga.
160 reviews
September 15, 2024
Niestety, totalnie nie dla mnie. Niby wiemy, że autorka kocha Wenecję, ale coś tam się nie skleja. Totalny chaos. I jak widać na przykladzie tej książki - chaos czasami musi być kontrolowany. Czy jestem zachęcona do zwiedzania po tej lekturze? Nooo cóż, niekoniecznie 🤷‍♀️
Profile Image for Tomek.
422 reviews30 followers
April 6, 2025
Bez szału. Jest sporo ciekawych informacji, historii i kultury, ale jest też chaos, przechodzenie po łebkach nad niektórymi tematami i momentami mocno zmanierowany styl pisania.
Displaying 1 - 13 of 13 reviews

Can't find what you're looking for?

Get help and learn more about the design.