"Nie ufam już nikomu" jest bardzo specyficzną książką, pod względem konstrukcji. Przewaga opisów i przeżyć wewnętrznych jest tu motorem napędowym. Pozycja ta, ma swój osobliwy charakter, z którym rzadko kiedy można się zetknąć wśród naszych rodzimych autorów, dzięki czemu w głowie nie kotłują się myśli, że już to gdzieś czytaliśmy.
Z początku możemy odnieść wrażenie, że akcja ciągnie się leniwie, lekko nas usypia - z jednej strony może to niektórych czytelników odrzucić, z drugiej zaś (ja należę do tej grupy) autor dawkuje nam w ten sposób emocje. Podobny przykład budowania napięcia znajdziemy między innymi w "Kobiecie w oknie" autorstwa A. J. Finn.
"Nie ufam nikomu" jest tak inna w porównaniu do poprzednich książek Klaudii pod względem konstrukcji, że wręcz po lekturze byłam pozytywnie zaskoczona. Będąc w 1/3 pozycji czułam, w którym kierunku autorka chce podążyć - może to wynikało z tego, że podobnie bym spróbowała zabawić się z czytelnikiem, a może to efekt zbyt dużej ilości przeczytanych thrillerów i człowieka ciężko zaskoczyć? Jednak, końcówka? Na usta cisnęły mi się przeróżne epitety. Koniec końców, myślę że bliska osoba z kręgu głównej bohaterki ma zadatki na typowego psychopatę.
Bardzo podobał mi się w tej pozycji kierunek przemiany Igi - kobieta z problemami psychicznymi, była w stanie przeciwstawić się pewnej opcji i znalazła w sobie siłę, aby zawalczyć o swoją przyszłość, jak i swojego maluszka. Z drugiej strony zastanawiała momentami mnie jej naiwność i brak typowej cechy naukowców: ciekawości - zwalam to na karb jej stanu psychicznego.
Postaci poboczne jak matka Igi, z którą od zawsze miała swoisty konflikt wywołany już od czasów dzieciństwa, najbliższa przyjaciłka Marta, czy mąż Natan - każdy z nich wnosi do historii dodatkowy pierwiastek, przez który ciężko się oderwać od lektury.
Należałoby jeszcze wspomnieć o samej oprawie graficznej. Tak jak w poprzedniej pozycji Klaudii "Psychopata" tak i w tej należą się ogromne brawa za okladkę oraz wstawki w środku. Bardzo podoba mi się minimalizm i surowość jaka bije z okładki. Jest szalenie sterylna, przez co od razu na myśl przychodzi działalność medyczna. Jasny styl został przełamany niebieskim napisem, który został dodatkowo udekorowany. Bardzo podoba mi się całościowo zamysł, choć może to z drugiej strony być mylące dla postronnego czytelnika, bowiem zarówno "Psychopata" jak i "Nie ufam nikomu" są utrzymane w podobnym stylu i ktoś mógłby pomyśleć, że w "Nie ufam nikomu" znajdziemy dalsze losy z "Psychopaty". Nic bardziej mylnego.
Koniec końców, muszę przyznać, że pomimo kilku naprawdę drobnych zastrzeżeń odnośnie zakończenia (z jednej strony zbyt cukierkowe, z drugiej zbyt makabryczne, a może z trzeciej autorka otwiera sobie furtkę do kontynuacji tej dziwnej relacji?) uważam tę pozycję za naprawdę godną polecenia. Jest to solidny obraz psychozy, która zasługuje na bardzo mocne 9/10! Przeczytajcie koniecznie, jeśli lubicie nieoczywiste zakończenia.