Kryminał czy może raczej kryminałek, jeśli weźmiemy pod uwagę, że jest trochę niepoważny (o ile morderstwo może być niepoważne!).
Jak twierdzi Autorka, wszystko zaczęło się od momentu, kiedy zobaczyła swojego telewizyjnego kolegę taszczącego na przełaj przez studio wielkie pudło z reflektorami i zaczęła się zastanawiać, co by było, gdyby kolega zamiast świateł znalazł w pudle nieboszczyka... W efekcie powstał zabawny kryminał, którego akcja toczy się w środowisku telewizyjnym i gdzie spotykają się postaci z wszystkich dotychczas wydanych książek Moniki Szwai. Oczywiście rzecz jest całkowitą i absolutną fikcją, wymyślone telewizyjne morderstwo pozwoliło jednak autorce na opisanie pewnych zjawisk, które nie tylko w telewizji występować mogą i czasem, niestety, występują. Jak to dobrze, że niezadowoleni pracownicy nie łapią od razu za ciężkie przedmioty, aby rzucać nimi w siebie nawzajem...
Pamiętam, że „Zapiski stanu poważnego” podobały mi się do tego stopnia, że pod wpływem impulsu kupiłam inne książki Moniki Szwai. Oczywiście jak w przypadku każdego książkoholika musiało minąć kilka lat nim po jakąkolwiek z nich sięgnęłam. Szczecin. Siedziba Polskiej Telewizji. Od dwóch lat redaktorzy są terroryzowani przez nową dyrektor, która chce mieć nad wszystkim piecze, a każdy, kto się nie podlizuje ten stopniowo traci swoje programy, a tym samym źródło zarobku. Nagle jednak pani dyrektor traci życie, a podejrzani są wszyscy redaktorzy i każdy, kto miał z panią dyrektor na pieńku. Sprawę prowadzi przystojny komisarz Tomasz Ogiński, a w nie wtrąca się Ilona Dymek vel Karambol, bo przecież ile można prowadzić program motoryzacyjny. Kto zabił panią dyrektor? I czy tylko na jednym morderstwie się skończy? Po przeczytaniu lektury z dość poważnym językiem wejście w styl pani Moniki chwilę mi zajęło. Jest on z pewnością ironiczny oraz lekki. Dla osób, które tego nie lubią będzie męczący i nudny. Ja po około stu stronach przypomniałam sobie, dlaczego spodobały mi się „Zapiski stanu poważnego”. To się po prostu dobrze czyta. Szybko i satysfakcjonująco. Wątek miłosny? Całkiem spoko. Niezbyt nachalny, bardzo subtelny. Dobrze się czytało o podchodach Ilonki i Tomaszka. Nie przyćmiło to tego, co było najważniejsze moim zdaniem, czyli morderstwa. Co do samej zbrodni to chyba nasłuchałam się za dużo podcastów kryminalnych, bo od samego początku dobrze typowałam mordercę. Może to też być efekt tego, że nie jest to kryminał wysokich lotów. Jednak ze względu na styl i lekkość pióra autorki dobrze się czytało. Podsumowując: pewnie przeczytam inne książki autorki, ale kiedy? Tego nie wie nikt.
Po "Powtórkę z morderstwa" sięgnęłam, bo tytuł brzmiał zachęcająco. I nie żałuje... było zabawnie i stylowo. Monika Szwaja jest szczecińską dziennikarką. Akcja rozgrywa się w telewizyjnym środowisku. Już na początku książki poznajemy niezwykle aktywną Ilonę Karambol - prezenterką programu motoryzacyjnego - jest kobietą wulkanem. Ewelina Proszkowska, dyrektorka ośrodka telewizji w Szczecinie jest osobą nieznoszącą sprzeciwu i lubiącą narzucać innym własne zdanie. Problem w tym, że się na niczym nie zna. Jej zdaniem reportaże wymagają końcowego komentarza, a u prezenterki liczy się bardziej wygląd i wiek, nie rozum. Dlatego dzień przed emisją nowego talk-showu postanawia zmienić prowadzące Wiki i Lalkę na swoją protegowaną - niezbyt rozgarniętą Karolinę Pućko. Następnego dnia tuż przed wejściem na antenę cieszącą się złą sławą pani dyrektor zostaje znaleziona martwa w pudle z reflektorami. Tak naprawdę każdy mógł mieć motyw, gdyż naraziła się wielu osobom... Tylko kto posunął się, aż tak daleko, by pozbawić ją życia? Śledztwem zajmuje się lokalna policja z Wrońskim na czele. Od razu wpada w oko Ilonie Karambol i wynika z tego wiele zabawnych sytuacji. Książkę czyta się bardzo szybko, gdyż Szwaja ma lekkie pióro i potrafi ciekawie opowiadać. Bardzo lubię jej poczucie humoru oparte na komizmie sytuacyjnym i słownym. Nie brakuje zwrotów akcji i zaskakującego zakończenia. Wiele scen w tej książce wywoływało mój uśmieszek na twarzy. "Powtórka z morderstwa" to lekka lektura. Przeczytałam ją w kilka godzin, od początku do końca z równym zaciekawieniem. Polecam!
Luźna pozycja, gdzie wchodzimy w środowisko telewizyjne, które wypełnione jest po same brzegi stereotypowymi kobietami "blondynkami" z samą Ilonką Karambol na przedzie.
"Kryminałek", którym mianuje tę książkę sam opis jest stwierdzeniem bardzo w punkt. Trochę to literatura obyczajowa, trochę komedia. Poczucie humoru całkiem do mnie trafia, więc bawiłam się przednio, pomimo tego że nie ta książka nie aspiruje do wybitnej pozycji. Mogę polecać!
To jakby Joanna Chmielewska z czasów "Krowy niebiańskiej" spotkała Fannie Flagg. Zabawne, inteligentne, dobrze przeczytane (Aneta Todorczuk). Czysta przyjemność.
określenie „kryminałek” bardzo w punkt - przyjemne i zagadkowe, bardzo pasuje do kocyka lub na luźny wieczór, jak macie coś podobnego jestem bardzo chętna na sugestie 😇