Eliza, żwawa księgowa z Kraśnika, nie może uwierzyć w samobójstwo sąsiadki. Dzieli się wątpliwościami ze swoją wieloletnią przyjaciółką Malwiną, właścicielką małego barku z domowym jedzeniem. Bohaterki postanawiają wziąć sprawy w swoje ręce i samodzielnie przeprowadzić śledztwo, poświęcając na nie zaplanowany wspólny urlop, choć każda decyduje się na to z innych powodów...
Czy dwie dociekliwe i pomysłowe pięćdziesięciolatki poradzą sobie ze skomplikowaną sprawą, dysponując jedynie wiedzą nabytą z oglądanych filmów kryminalnych? Czy sprzeczne motywy nie przeszkodzą ich prywatnemu śledztwu? Samobójstwo czy zabójstwo? Przekonaj się, jak niezrównany duet detektywek amatorek zmierzy się z rozwiązaniem sprawy szczęśliwej nieboszczki!
GDZIE KUCHAREK SZEŚĆ… Na tle innych, wydawanych ostatnio powieści kryminalnych o humorystycznym zabarwieniu „Szczęśliwa nieboszczka” wyróżnia się pozytywnie tym, że jej bohaterki potrafią posługiwać się jak należy szarymi komórkami. Autorka, na szczęście, oparła się modnym od jakiegoś czasu trendom, wedle których najbardziej śmieszne jest to, że detektyw jest idiotą.
Książkę czyta się bez bólu (postaci sympatyczne, intryga poprawna, akcja jakoś się rozwija), ale też bez większych uniesień. Letniość – tym słowem najlepiej można opisać to, co najbardziej przeszkadza w odbiorze. Przyczyna bierze się stąd, że w powieści jest zbyt wiele osób, które pretendują do miana detektywa. Imiona Malwiny i Elizy zapamiętałam tylko dlatego, że zaistniały w tytule, pozostałe postaci rozmazały mi się w tle: synowa jednej z tytułowych bohaterek, dwóch policjantów (jeden również z drugą detektywką skoligacony), ich szef i prokurator. Malwina i Eliza praktycznie niczym się nie różnią (aż się prosi, jeśli już mają być dwie, żeby jedna była Sherlockiem, a druga Watsonem; od razu uprzedzam protesty autorki, że przecież tak miało być – może i miało, ale nie jest). Policjanci również są tacy sami nijacy: uprzejmi, zdyscyplinowani, średnio rozgarnięci.
Czytać, nie czytać? No, niby nic nie stoi na przeszkodzie, ale czy naprawdę trzeba? www.czytacz.pl
„Szczęśliwa nieboszczka” to pierwszy tom serii pt. „Malwina i Eliza na tropie”. Znam książki Pani Małgorzaty od dawna - jeden z pierwszych moich postów tutaj to była właśnie jej książka. Uwielbiam jej pomysły, styl i poczucie humoru. Ta seria to przygody i niefortunne przypadki dwóch przyjaciółek. Malwina i Eliza znają się całe życie, są już na emeryturze i mają dużo czasu. Ich pasją jest rozwiązywanie zagadek kryminalnych. I nie ma co ukrywać – są w tym naprawdę świetne. Opis wydawcy: „Eliza, żwawa księgowa z Kraśnika, nie może uwierzyć w samobójstwo sąsiadki, która zginęła, wypadając z okna. Dzieli się wątpliwościami ze swoją wieloletnią przyjaciółką Malwiną. Obie panie postanawiają wziąć sprawy w swoje ręce... Nieboszczka w opinii Elizy tryskała radością, a przecież osoby szczęśliwe nie odbierają sobie życia! Malwina i Eliza, dzielny osiedlowy duet, wszczynają śledztwo, poświęcając nań zaplanowany wspólny urlop, choć każda decyduje się na to z innych powodów... Czy dwie dociekliwe i bardzo pomysłowe pięćdziesięciolatki poradzą sobie ze skomplikowaną sprawą, dysponując jedynie wiedzą nabytą z oglądanych filmów kryminalnych? Czy sprzeczne motywy nie przeszkodzą ich prywatnemu dochodzeniu? Samobójstwo czy zabójstwo?” Mogę tylko dodać, że z tymi domorosłymi paniami detektyw nie będziecie się nudzić i miło spędzicie czas. Polecam!
Lekko napisana opowieść z pogranicza komedii kryminalnej.
Dwie panie w średnim wieku, które już miały jakąś przygodę z ukrywaniem trupa, wciągają się z próbę rozwiązania zagadki kryminalnej. Naprzeciwko bloku jednej z nich zostaje znaleziona martwa młoda kobieta. Na pierwszy rzut oka wygląda to na skok samobójczy z okna mieszkania. Okazuje się, że Eliza dopiero co poznała kobietę, która nie wyglądała na osobę planującą pożegnać się z życiem. Pewne dziwne zdarzenia również utwierdzają Elizę w tym, że młoda pielęgniarka została zamordowana. Wraz z Malwiną stawiają sobie za punkt honoru znalezienie mordercy nim dokona tego policja.
Książkę czyta się szybko. Mnie wprowadziła w dobry nastrój. To dobra lektura na jesienny wieczór.
Swierna ksiazeczka do odstresowania, lekka latwa i przyjemna. Arcydzielo literatury swiatowej to to moze nie jest, ale do spedzenia przyjemnego jesiennego wieczoru z herbatka, kocykiem i kryminalem wystarczy. Bardzo lubie styl pani Malgorzaty.
Nie najgorsza lekturka. Jak dla mnie, taki "przyjemny" kryminał. Może właśnie w taki gatunek celowała autorka -cosy crime- ponieważ trochę mało komedii w tej komedii. Czyta się jednak bardzo przyjemnie.
Na z pozoru spokojnym kraśnickim osiedlu dochodzi do niecodziennego zdarzenia: z okna jednego z bloków wypada młoda kobieta. Pozostawiony list wskazywałby na samobójstwo, ale Eliza Barnaba - energiczna pięćdziesięciolatka, mieszkająca w sąsiednim bloku, jest przekonana, że nieboszczce ktoś pomógł w opuszczeniu tego świata. Razem ze swoją przyjaciółką Malwiną i synową Lalą rozpoczyna śledztwo, aby sprawiedliwości stało się zadość, a morderca trafił za kratki. Kto okaże się skuteczniejszy - kraśnicka policja, czy trio samozwańczych detektywek?
Kiedy sięgałam po tę powieść byłam przekonana, że Malwina i Eliza to całkiem nowa seria i będzie to pierwsze spotkanie czytelników z tymi bohaterkami, ale szybko okazało się, że byłam w błędzie, bo zarówno te bohaterki, jak i spore grono innych, pojawiały się już we wcześniejszych powieściach Małgorzaty J. Kursy. Nie przeszkodziło mi to w zrozumieniu fabuły, ale momentami - zwłaszcza na początku - miałam wrażenie, że powinnam już znać większość wprowadzanych do tekstu postaci i orientować się w ich wcześniejszych losach, że jednak coś mi umyka. Ostatecznie nie był to duży problem, ale jednak trochę żałuję, że nie wiedziałam o tym wcześniej.
Pomysł lekkiej i zabawnej powieści, w której bohaterowie prowadzą śledztwo na własną rękę, nie jest nowy, ale zawsze chętnie poznaję nowe książki w tym stylu, łączące elementy kryminalne z komediowymi. Z moich dotychczasowych doświadczeń wynika, że zazwyczaj dominuje jednak komedia, a wątki kryminalne nie należą do tych wbijających w fotel, niemożliwych do wydedukowania rozwiązania samemu. Nie inaczej było w przypadku “Szczęśliwej nieboszczki”, ale mimo to była to przyjemna lektura, głównie za sprawą ciekawych bohaterów.
Duet Malwiny i Elizy, choć przedstawiony dość oszczędnie z podanych wyżej względów, jest dobrze napisany - panie szybko wzbudziły moją sympatię. Obie są bystre, sprytne i umieją zdobywać informacje, na których im zależy, w czym bardzo pomaga fakt, że jedna z nich jest teściową miejscowego policjanta - wystarczy dobry obiad, żeby wyciągnąć co nieco z kochanego zięcia. Choć Malwinę i Elizę łączy przyjaźń, jeszcze ze szkolnej ławy, to nie przeszkadza im to w częstych burzliwych kłótniach, które kończą się równie szybko, jak się zaczęły, ale z pewnością dostarczają czytelnikom rozrywki. Oprócz kluczowego dla powieści grona postaci żeńskich, poznajemy też (chyba, że ktoś już ich zna) przedstawicieli wymiaru sprawiedliwości, bezskutecznie próbujących powstrzymać kraśnickie panny Marple (zapewne obraziłyby się za to porównanie - nie ze względu na sukcesy starszej pani, ale na swój wiek) przed mieszaniem się w policyjną robotę.
Jak już mówiłam wcześniej, zagadka kryminalna nie jest zbyt finezyjnie skonstruowana, dość wcześnie można domyślić się, kto jest mordercą. Motywy jego działania przez dłuższy czas pozostają jednak niejasne, więc nie mogę powiedzieć, że w powieści nie ma żadnego elementu zaskoczenia. Zresztą nie spodziewałam się w tym względzie fajerwerków, więc też nie poczułam żadnego rozczarowania. Powieść czytało mi się naprawdę przyjemnie, mimo morderstwa w tle ma ciepły klimat i sporo było momentów, które mnie rozbawiły. Myślę, że miłośnikom komedii kryminalnych “Szczęśliwa nieboszczka” powinna się spodobać. Jeśli więc macie ochotę na lekką lekturę i chcecie dowiedzieć się, kim są turkuć i wypych, to jak najbardziej polecam.
Po "Szczęśliwą nieboszczkę" sięgnąłem z myślą: "Mam tydzień, żeby coś przeczytać. Co tu wybrać?". Skończyłem po trzech dniach. ;) Bardzo przyjemna komedia kryminalna, przypominająca mi troszkę cykl "Teściowych" Alka Rogozińskiego. Głównych bohaterek - osiedlowych pań detektyw, po prostu nie da się nie lubić! Trzy odmienne charaktery, które świetnie się uzupełniają i skutecznie rozśmieszają czytelnika (czasami do łez!). Postacie drugoplanowe, bardzo realne i świetnie przedstawione. Każda miała jakąś historię i doświadczenia, które mimo długości książki, zostały zmyślnie wprowadzone i opisane. Komediowo na piątkę! Jeśli chodzi o wątek kryminalny, to uważam, że było bardzo dobrze. Ciekawa sprawa, choć miejscami wyjaśnienia były naciągane - biorąc pod uwagę osiedle, na jakim dzieje się większość wydarzeń. Zakończenie, przewidywalne, ale mimo to ciekawe. Wskazówki i informacje dozowane w odpowiednim tempie w trakcie czytania. Samemu ciężko było wydedukować niektóre przełomy w sprawie. Wyjaśnienia, po ich przedstawieniu okazywały się jednak bardzo prawdopodobne i logiczne. Ogólnie świetna książka. Uśmiałem się przy niej, a wątek kryminalny wciągał mnie na kilkadziesiąt stron przy każdym posiedzeniu. Polecam!