2,75
Kiedy usłyszałam, że Pauza wydaje norweską powieść dotycząca aborcji, a w tle ma być poruszony temat stajku kobiet w Polsce, stwierdziłam, że muszę to przeczytać. Spodziewałam się mięsistej skandynawskiej prozy, oszczędnej w słowach, ale jednocześnie dosadnej. Niestety, „Odmawiam myślenia” nie spełniło moich oczekiwań. Główną bohaterkę poznajemy w momencie, kiedy postanawia wybrać się do kliniki, aby przerwać niechcianą ciążę, a wraz z kolejnymi kartkami powieści dowiadujemy się, dlaczego znalazła się w tym położeniu. Autorka losy Heddy przeplata z jej przemyśleniami na temat aborcji, sytuacji kobiet, podejmowania decyzji za nas, nawet pod płaszczykiem liberalnego podejścia do terminacji ciąży. I chyba byłoby lepiej, gdyby na tym poprzestała i jeszcze lepiej rozwinęła ten wątek, tymczasem odniosłam wrażenie, że Lotta Elstad bardzo mocno chciała, żeby jej powieść była komentarzem na temat współczesnej polityki w różnych miejscach na świecie, ale wszystkie te refleksje wkłada w usta jednego bohatera, co daje poczucie sztuczności i powierzchowności. Przez mnogość poruszanych wątków traci na znaczeniu ten, wydawałoby się, główny, ciąża Heddy i jej rozterki związane z usunięciem płodu schodzą na dalszy plan. Kreacja bohaterki też jest dla mnie wątpliwa, mamy bowiem do czynienia z dorosłą kobietą, która zachowuje się tak, jakby nie potrafiła wziąć odpowiedzialności za swoje czyny i tak, jakby wszystko działo się poza nią, co nie jest prawdą. Przez to ciągłe szukanie wymówek i odmawianie sobie sprawczości nie potrafiłam z nią empatyzować, nie mówiąc o jakiejkolwiek sympatii. I mam pełną świadomość, że nie każdą postać literacką trzeba lubić, ale nie wydała mi się też złożonym ani ciekawym charakterem. No niestety taka bardzo meh była ta książka, do tego stopnia, że mimo wagi tematów, jakie porusza, najpewniej szybko o niej zapomnę.